Tag

blogosfera

Influencerzy? A co to w ogóle jest?!

By | Blog, Szoty | No Comments

Albo Ci influencerzy. Co to w ogóle jest? Z definicji, to osoby mające wpływ na wybory swoich odbiorców. W praktyce określenie używane w stosunku do większości osób, ktore w jakiś sposób działają w social media. Wyskakuje taka roksanka123 bez dorobku internetowo-artystycznego, ale za to ze sztucznie napompowanym Instagramem i myśli, że ma jakikolwiek wpływ na kogokolwiek. Nie ma. Nie ma choćby miała 100k obsów.

Jedzie taka roxanka123 na Openera i w drodze wypisuje wiadomości do knajp, że ona by chciała darmo zjeść. Nie darmo, za 15 sekundowy filmik. Potem właściciel wrzuca do sieci skomlenie i wszyscy się śmieją. I ja się nie dziwię, że wszyscy się śmieją. Zwykły Kowalski nie ogarnia o co chodzi w tych całych influancach. Takie roxanki stawiają w złym świetle prawdziwych influencerów. Prawdziwy influencer, to osoba, która ma rzeczywisty wpływ na osoby, które go śledzą. Znam takie osoby. Sama również wpływam na Wasze wybory, dlatego ostrożnie podchodzę do wszystkich współprac. Mam do Was szacunek, więc nie mam zamiaru wciskać Wam kitów. Każdą współpracę oznaczam. Znam osoby, które bywają w telewizji, prasie, mają ogromne zasięgi na blogach, czy na Facebooku. Na przykład na FB mają 100k odbiorców, cytują ich media i autorytety, ale na IG mają ledwie 15k, bo nie wypinają cycków i nie zdobywają obserwatorów w nieuczciwy sposób. Teraz spójrzcie na taką roxanke123. Lajki sztuczne, cycki sztuczne i żąda darmowych drinków. Max co ma do powiedzenia to “Hejka kochani! Piękna dziś pogoda. Łapcie kod na znizkę na dietę pudełkową JurnaJagoda. Dajcie znać co słychać”. Prawdziwy influencer nie musi żądać, on dostaje, o ile przyjmie propozycję. Bo wspomnieć warto, że dużo takich propozycji ląduje w koszu.

Przy 10k obserwatorów na IG zdjęcie i krótkie stories, to koszt około tysiąca złotych. Tak. Influencerzy biorą za to hajs. Roxanki sępią drinki przy 100k. Widzicie ten kontrast? Oczywiście barter to nic złego. Czasami warto pomóc małej, rozwijającej się firmie lub przyjąć barter, bo coś i tak bysmy kupili, albo jeszcze tysiąc innych powodów. Sępienie roxanek odbija się na całym środowisku. Ludzie postrzegają influencerów jako ścierwo. Ludzie myślą, że influencerzy to pazerne sępy. Przez pseudogwiazdeczki obrywa się nam wszystkim. Co mogę zrobić? Nic. Mogę tylko robić swoje. Mogę obserwować wartościowe osoby i udawać, że roxanek nie ma. Tylko czasem głupio powiedzieć, ze jestem blogerką, bo ludzie patrzą z politowaniem i pytają co dostałam darmo. Gówno. Na wszystko zapracowałam.

Walka o ekologię plastikową słomką

By | Blog, Szoty | No Comments

Pamiętacie jak Wam pisałam o tym wojowaniu o ekologię plastikową słomką? Że wiecie, plastikowa słomka zabija morświny, więc połowa Instagrama potępia słomki, ale pudło nowych kosmetyków, w plastikowych opakowaniach, pokazywane co drugi dzień na stories, to już jest cacy i generalnie polecają, i musicie to mieć. Musicie to kupić. MUSICIE! Segregacja plastiku na dobry i nie dobry, chuj z tym, że z jednej fabryki. Hipokryzja.

I wczoraj smażę sobie kotlety. Pewnie też nie ekologicznie, bo przecież świnia straciła życie, mięso ma być wkrótce luksusem, a do jej hodowli zużyto hektolitry wody. No mogłabym jeść sałatę. Ale żeby taka sałata urosła, też potrzeba wody i takie tam. Sałatę to ja lubię i szanuję, ale do kotleta. Lubię mięso. Jem mięso. Sałatą się nie najem. I tyle. I tak się zadumałam, że niedziela, ja w garach, że sama to robię i w sumie to może lepiej pójść do knajpy i z bani, ale byłam już na etapie skwierczenia na patelni, więc bez sensu. Wrzuciłam te zwykłe mielone na szklanym talerzu na stories i mi się komcie posypały, że pycha, że orgazm, że narobiłam smaku.

Przeglądam potem to IG, a tam ekolożki od wojny słomkowej polecają dietę pudełkową. Pudełko z plastiku, sztućce z plastiku, pudelka zaklejone folią, szejki owocowe w plastikowych kubkach, całość dostarczona w foliowej reklamówce😆 JEBŁAM. Ale słomek nie używają nu nu nu! Są EKO FCHUJ!

Ja Was tam pierdolę z Waszą udawaną propagandą.

Ja drodzy Państwo od lat chodzę z torbą wielorazową, a jak mam w niej za mało miejsca i muszę dobrać foliówkę, to potem ta foliówka robi też za worek na śmieci lub jeździ ze mną na wakacje. Jak to na wakacje? Ano kto mnie śledzi ten wie, że moja reklamówka z Biedry służy mi za pokrowiec na buty w walizce od kilku lat. Można powiedzieć, że to już zabytek, bo w Biedrze nie ma tego wzoru od dawna, unikat! W ogródku mam zielnik, zioła trzymam w słoikach po miodzie, a nie w modnych pojemnikach z jakiejś Ikei czy innego chujstwa, co ładnie na zdjęciach wygląda. Ile się da, to gotuję w domu, chociaż ani ze mnie kucharz, ani pasjonat. No słomek akurat też nie używam, nigdy w życiu nawet ich nie kupiłam, bo to dla mnie zbędny szajs. Przez słomkę nie umiem się napić, to inna sprawa. Jak już mi słomkę w drinka wsadzą, to nie schodzę na zawał, ale i grosza za to gówno bym nie dala. Szmat nie kupuję co trzy dni żeby tylko stylóweczką błysnąć w necie, second handy lubię, bo tanio, bo się nie marnuje, bo oryginalnie i takie tam. I mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, ale idę odgrzać sobie kotleta. A Wy zwróćcie uwagę na to, kto co reklamuje w danym momencie tylko dlatego, że moda, akcja, sracja, a kto żyje tak na co dzień i jest to dla niego naturalne, a nie lajkogenne😉

Kim jestem? Dokąd zmierzam? Jestem zwycięzcą!

By | Blog, Szoty | No Comments

Dzisiaj mam dzień rozkminy. No i rozkminiłam, że za dużo kminię.

Bo tak myślę nad produktem własnym. Ale żeby to nie była jakaś kolejna tandeta od blogera. Żeby to nie była autobiografia😆 (Kurła ostatnio koleżanka mi powiedziała, że jakiś nastoletni jutuber wydał autobiografię i dzieci się o to zabijają. Nastolatek. Autobiografia. Kumacie? I to się do tego sprzedaje!). Nie chcę kolejnego poradnika blogera, gównokołczingu, szmiry w stylu 548 dni, czy ileś tam. Ale to się sprzedaje! Wypuścić felietony? Kto kupi coś na poważnie? Ludzie z depresją? To może felietony na śmiesznie? Kto wyda kasę na głupawkę? No to nie wiem😆 Generalnie papierowe książki nie przynoszą zarobku, chyba że sprzedam ich milion, to z wydawnictwa coś skapnie, na waciki. Jak bym wydała w selfie, czyli sama, to coś bym zarobiła, ale to inwestycja, a ja nie mam luźnych 100 tysięcy🥴Bo przecież nie wypuszczę 200 sztuk jak debil, bo też się nie zwróci😆

A może sprzedawać gadżety? Może poszukać producenta srajtaśmy i wejść we współpracę żeby drukowali moją gównopezję na ich papierze? Każdy na kiblu lubi poczytać. Nowatorskie! Mój patent jakby co.

I po co rozkminiać jak jakaś dziunia z YT sprzedaje wodę po swojej kąpieli po 30$! I nikogo nie pyta, czy to ma sens, bo hajs się zgadza. Wzięłabym słoiki po ogórkach (eko i recyklingi na topie!), nalała popłuczyny po moich śmierdzacych członkach i po stówce by szło. Kiedyś nawet myślałam żeby nasypać ziemi w ładne woreczki. Kupić od Chinczyków takie Maryjki-butelki z odkręcaną głowką i nalać kranówy. I z tym wszystkim pojechać do Częstochowy. Sprzedawałabym jako ziemię świętą i wodę poświęconą przez papieża. Szłoby jak kroksy w Lidlu! Maryjka z odkręcaną głowką – dolar za sztukę, w hurcie pewnie mniej, po 5 dych mozna opychać na lajcie. Woreczki, to już całkiem grosze. Ziemia, woda, proszki, chema, taka sytuacja. Ale w Częstochowie mafia kramiarzy by mnie zajebała. Zostaje Świebodzin, ale daleko. Busa trzebaby było kupić. Znowu wydatek. Pewnie jakieś haracze dla księży. No nie wiem, nie wiem…

W sumie to mogłabym śpiewać! Na przykład hymn USA. Co prawda nie umiem śpiewać, ale jak pokazuje nam współczesny świat, to zupełnie nie ma znaczenia! Ba! Są takie wokalistki, co na braku umiejętności trzepią srogi hajs. I za to je w sumie podziwiam. Ludzie udostępniają ich wyczyny jak zaczarowani. Kurła, no żeby mnie tak wszyscy udostępniali, to już bym była bogaczem i ocierała łzy wywołane hejtem studolarówkami. I dalej bym śpiewała! Wyłabym jak pojebana! A potem kupiłabym milion Maryjek-butelek i kupiła busa. I pojechałabym do Świebodzina!

Możecie udostępniać. Świebodzin mnie potrzebuje! Chcę skoczyć z Jezuskowego ramienia na bungee i zostać sprzedawcą roku Maryjek-butelek oraz Blogerką Roku Ziemi Świebodzińskiej!

Gównokołcze

By | Blog, Szoty | No Comments
źródło: Pixabay

Jak patrzę po ilości lajków tych wszystkich gównokołczów jak Czarodziej, czy Oczami Mężczyzny, albo po tych gównostronkach z kradzionymi obrazkami i chujowymi cytatami dla Karynek, to nie wiem czy się śmiać, czy płakać.

Załamuję ręce nad ludźmi, którzy jarają się takim szitem. Matko Bosko Krasnostasko, jaką to trzeba być Grażynką na zasiłkach, żeby takie coś motywowało, śmieszyło, cieszyło i robiło kisiel w gaciach! Jaki to jest szit i kultura niższa niż niska. Takie Żuławy Wiślane intelektu. Rów Mariański mentalności. To smutne. Jest tyle ciekawych miejsc do śledzenia w internecie, ale to najprostsze treści trafiają do najprostszych ludzi, a tych jakby coraz więcej. Jest tyle osób, które rzeczywiście potrafią pisać i mówić dobrze o wszystkim, o rozrywce, o sprawach poważnych, kosmetykach, samochodach, serialach, życiu, ale najlepiej w eter idą idioci. Albo Ci, którzy idiotów udają, tak żeby do idiotów trafić i robią na tym dobry hajs.

Co się dziś najlepiej sprzedaje? Proste, żeby nie powiedzieć prostackie, treści dla Januszków i kontent skierowany do małolatów, bo to one opanowały internet. I mamy wysyp prostackich gównostron i blogerów, którzy raptem zmieniają tematykę blogów i pierdolą smuty z dupy do dzieciaków, które słuchają jak zaczarowane i lasują sobie mózg. Starsi lasują sobie łeb Czarodziejami i cytatami KAŁejlo. Tak to się kręci.

Przez moment pomyślałam, że trzeba było założyć taki szit i pisać o miłości, życiu i smutku na milion sposobów, ckliwie, tak żeby do Dżesik trafiać. Ale potem się wzdrygnęłam. Bleee brzydziłabym się i wstydziła pisać taki bullshit pod swoim nazwiskiem. Nie, to nie dla mnie. Teraz dużo mówi się o autentycznosci. Każdy milion razy dziennie w SM powtarza jaki to on prawdziwy, jest sobą, jest autentyczny. W życiu sama o sobie tak nie powiedziałam, bo o autentyczności się nie mówi. Autentycznym się jest. Inteligentni odbiorcy to wyłapią, idioci i tak nie zrozumieją. Idiotów nie brak i dlatego gównostronki i gównoludzie cieszą się takim powodzeniem.

Na szczęście mam inteligentnych i fajnych odbiorców, a to świadczy dobrze też o mnie.

Szanuj czytelnika swego jak siebie samego* (O tym jak stworzyć zajebistą i zaangażowaną społeczność)

By | Blog, Przemyślnik | No Comments

Uszanowanko Czytelniki! Dlaczego mnie czytacie? Dlaczego mnie wspieracie? Może dlatego, że nie jojczę, że słabe zasięgi, bo nie są słabe, a nie są słabe, bo Was mam, a mam Was, bo Was szanuję. Right? Czasem sobie razem ponarzekamy na niesprawiedliwości tego świata, czasem się razem pośmiejemy, oburzymy. Razem. Zdarzy nam się spisać na priw o tym jaka kiełbasa lepsza albo o tym, że coś się nie układa. Jesteśmy społecznością, wspieramy się, czasami mamy różne zdania ale nikt nikogo nie hejtuje za poglądy. Umiemy się dogadać. Tworzymy niesamowitą społeczność #puditeam. “Jak do tego doszło, nie wiem” – cytując klasyka. Tak wyszło. Siedzimy w tym razem po uszy i nie wyobrażam sobie inaczej. Ale nie każdy bloger swego czytelnika szanuje i jest płacz, cała kumulacja gorzkich łez…

Od jakiegoś czasu zaczęłam przyglądać się blogom, a właściwie blogerom i doszłam do wniosku, że mogę ich podzielić na dwie grupy. Pierwsza grupa to blogerzy z niesamowitą społecznością, druga z pustymi liczbami. I tutaj warto podkreślić, że puste liczby i niesamowite społeczności nie są zależne od wielkości bloga. Puste liczby mogą mieć blogerzy z 500 lajkami i tacy z 50 tysiącami lajków. Fajną społeczność może tworzyć grupa 500 osób i 50 tysięcy osób. Piszę tu tylko o blogerach i ich Facebookach, bo Instagramerzy ze sztucznie napompowanymi kontami, to sorry, ale dla mnie są śmiechu wartci 😀 Mniejsza o większość. Obserwowałam Fejsbuki. I na tych Fejsach przy okazji ostatniego konkursu zapanował chaos. Chaos zapanował tylko na tych FB od pustych lajkach. No, bo jak to możliwe, że Iza (imię zmyślone) ma kilkanaście tysięcy osób na Fejsbuniu, a nie weszła do finału konkursu? Iza pisze żalposta gdzie psioczy na swoich czytelników. Iza pisze, że ludziom było tak ciężko na nią zagłosować, że to był tylko jeden klik, nic nie kosztował, a czytelnicy, chamy jedne nie kliknęły. Iza wylewa gorzkie łzy, że już jej nikt nie kocha, że ona taka dobra, że tak się stara, że przecież to całe blogowanie to jej cenny czas, który marnuje, a czytelnicy, mendy jedne nie doceniają. Jest ona, dobra, zarobiona Iza i Ci czytelnicy co jej nie szanują. Wiecie, gdybym była jej czytelniczką, to bym spierdalała. Ktoś na mnie narzeka, próbuje wzbudzić wyrzuty sumienia, trzeszczy jaka jestem beznadziejna, a ona to królowa wszechświata. Jak taki czytelnik ma się czuć? Jak szczur? Jak podwładny? Jak jebany śmieć. Tak bym się poczuła i spierdoliła. Ludzie nie czują jedności z kimś kto ich nie szanuje. Ludzie nie chcą tworzyć społeczności z blogerką, która zbiera tylko cyferki na liczniku w social media. Ma 20 tysięcy na FB? I co z tego? Nic. Ja mam 7 tysięcy wartościowych ludzi na FB, pod postami setki lajków, komentarze zamieniają się w długie rozmowy, docieram do nawet 100 tysięcy osób miesięcznie! I Ci ludzie, Wy moi ludzie, i ja tworzymy najzajebistrzą społeczność świata. Nie ma ja i Wy, jesteśmy MY.

Wróćmy jeszcze do konkursu, bo to on zobrazował mi całą sytuację. Podczas zbierania głosów blogerka Gabrysia (imię z dupy) katowała swoich czytelników co 3 godziny (tak mniej więcej 😉 ). Owszem, jest konkurs, trzeba czytelników poinformować, przypomnieć ze dwa razy żeby info do wszystkich dotarło, chociaż uwierzcie mi, że głupio mi było o tym pisać nawet te kilka razy, bo nie lubię się narzucać. Gabrysia jechała po bandzie. “Czemu na mnie nie głosujecie?”, “Zagłosujcie na mnie! Ja tak się poświęcam, zagłosujcie!”, “Utknęłam na XX miejscu, dlaczego nie głosujecie?!”, “Za chwilę wypadnę ze stawki, olewam ten konkurs, nie chcecie na mnie głosować to nie”. (Cytaty nie są dosłowne, bo nie chcę żeby Gabrysię chuj strzelił ale tak to mniej więcej wyglądało). Wyrzuty, katowanie. Niby ludzi na FB ma ze dwa razy tyle co ja ale pod postami po 3 lajki. Trochę to smutne nawet ale jakoś mi nie smutno. Ma liczby, nie ma ludzi. Nie ma więzi, nie ma społeczności. Ona ma wyjebane na ludzi, ludzie mają wyjebane na nią. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Teraz Gabrysia szuka porad jak zjednać sobie ludzi, może jakaś mądra książka, może podcast? Ja mogę taką książkę wydać. W książce wystarczy jedno zdanie-TRAKTUJ CZYTELNIKÓW JAK PRZYJACIÓŁ, A NIE JAK SZMATY. Oto cały sekret.

Wiecie, każdy bloger w głębi duszy marzy chociaż troszkę o tym żeby być sławny i bogaty albo chociaż żeby z bloga mógł się utrzymać. Ale żeby to osiągnąć trzeba włożyć w to swoje serce, a nie tylko suchy biznesplan. Jeśli robimy coś z pasją, piszemy bo lubimy, ludzie to widzą i zawsze docenią. Owszem, można podejść do tego jak do biznesu ale wtedy mamy po prostu biznes, a nie społeczność. Mi zależy na społeczności i wierzę, że pewnego dnia i miliony dolarów przyjdą jako skutek uboczny. Jakoś mocno mi na tych dolarach nie zależy, bo robotę mam spoko ale fajnie byłoby powiększać naszą grupę o kolejne zajebiste osoby żeby trafiać pod strzechę. Gdyby nie marzenia o popularności, to pisałabym do szuflady. Ja lubię być w centrum, ja lubię pisać, lubię dzielić się myślami, radościami, głupotami- jak z przyjaciółmi. Nie zależy mi na tysiącach paczek od firm, na dziesiątkach współprac. Nie jestem po to by coś Wam sprzedać, jestem tutaj by kupić Waszą uwagę. Nie mam potrzeby pokazywania najnowszych paletek cieni za kilka stów, nie muszę robić niczego na siłę. Wiecie, mogłabym nabijać sobie puste lajki i sztuczne komentarze. Mogłabym stworzyć otoczkę wielkiej blogerki co to nie wrzuca stories w czasie realnym, bo jeszcze jakiś Janusz ją wyśledzi (bo Janusz już leci i napastuje, tiaaa 😀 ). Mogłabym kosić wielkie paczki szminek i sukienek. Mogłabym, pytanie- PO CHUJ? Mi nie zależy na ładnych obrazkach pod publikę, mi zależy na publice. Bez publiki pisałabym do szuflady. Wiecie co jest zajebiste? Jak ktoś rzuci hasło Pudernica, to każdy wie o kim mowa. Albo mnie kochają albo nienawidzą ale znają. I am kurwa legend, a nie bezdzietna lambadziara z lukrowanymi foteczkami na IG. I to jest kurła piękne!

*gwiazdka do tytułu, bo hejterów to nie szanujemy, wiadomka, im to chuj pod żebro 😀

Share Week 2019

By | Blog, Śmietnik | No Comments

Po raz czwarty biorę udział w Share Week. W ubiegłym roku udało mi się zdobyć wyróżnienie z czego jestem dumna, bo zawsze to ja polecałam, a okazało się, że i mnie można polecić. Dlaczego biorę w tym udział? Bo lubię innym robić dobrze. Lubię jak komuś jest miło. Po prostu. Przyznam szczerze, że w ubiegłych latach zdarzyło mi się polecić osoby, które okazały się hmm… jakby to dyplomatycznie ująć? Chujowe się okazały, powiedzmy sobie wprost. Dlatego w tym roku stawiam na pewniaki. Jest ogrom blogów wartych polecenia, w Share Week można polecić tylko trzy. Żeby nikomu nie było smutno, to polecę trzech panów, bo kobitek zajebistych znam od groma i nie ma bata żebym się zdecydowała tylko na trzy. Jesteście ciekawi? To jedziemy!

PigOut

Piotera polecam, bo z nim piłam. Przedstawił nas sobie Dizajnuch stwierdzając, że ja jestem taki Pig w spódnicy. Potem zaczęłam czytać co on tam ma do powiedzenia. A ma do powiedzenia dużo ciekawych rzeczy! Jak dojebie to nie ma Brendonka samego w domu! Brendonek to syn Świniaka, Brendonek nie jest Brendonkiem ale za to Madzia Piga jest Madzią. To skomplikowane. PigOut jest różowym hejterem. Niby wiecie wszystkim jedzie ale jak krzyknął, że jest zbiórka na chore dzieciaki to w godzinkę licznik eksplodował. Pig z różowych rzeczy lubi też różowe szafeczki. Pig lubi wpierdalać, łączy nas miłość… do burgerów.

Dizajnuch

Jacka polecam, bo z nim piłam. Poznaliśmy się przez bloga Asi (niegdyś Króliczek Doświadczalny). On i Asia mieszkają we Wrocławiu ale gadka szmatka i wyszło śmigło z wyrka, że Jacek pochodzi ze wsi obok mojej wsi i kiedy on już sikał na stojąco to lał w piaskownicę, w której ja się bawiłam. Tak było! Dizajnuch pisze lajfstajle ale porusza też tematy związane z meblami, urządzaniem, o żarciu też pisze. Nas również łączy głęboka miłość do jedzenia.

Bartek Fetysz

Bartka polecam, bo jeszcze z nim nie piłam, a wypiłabym i pewnie wypiję. Bartek to mój nowy nabytek, polecił go PigOut i wsiąkłam.  Język bardziej literacki ale też pyskaty. Felietony, które pochłaniają i zjebany łeb jak ja. Fetysz pokazał, że się da. Pokażę i ja. Inspirujący wariat. Nie wiem jak u niego z jedzeniem ale ja #mamfetysz na żarcie i zakładam, że on też.

 

Polecam tych trzech panów. Polecam ich blogi i polecam Facebooki. Instagramy też polecam. Oprócz tego apeluję też o głosy na nich (na mnie też, a co!) w innym konkursie, na Piga klikajcie TUTAJ, na Dizajnucha TUTAJ, na Fetysza TUTAJ. A na mnie możecie zagłosować TUTAJ. Liczymy na Wasze głosy, bo chcemy się razem napić na podium!

No to do dna Drogie Czytelniki!

PS. Poleciłabym też Andrzeja z Kociej Dupy ale on jebie blogi 😀

Janusze biznesu

By | Blog, Szoty | No Comments

 

Dżizas! Rzucam blogowanie! Kumacie, jakiś Janusz z Krakowa wziął i posadził se rabarbar na kilku hektarach należących do uczelni. Potem złożył kwit do urzędu, że gospodarzy na tych gruntach od kilku lat, rabarbar uprawia i w sumie to mu się to pole należy, bo o nie dba i dej przez zasiedzenie. Deli. Janusz biznesu wziął papier i sprzedał działkę za 10 milionów. I ja takich Januszy szanuję! Jebać blogi, idę posadzę rabarbar wkoło pałacu kultury, a jak się ktoś będzie przypierdalał to obsieję swoje poletko barszczem Sosnowskiego i niech ktoś mi tylko podejdzie to badylem poszczuję!
Z drugiej strony barykady januszostwa zwyciężają dziś blogerki, które masowo zgłaszają się do recenzji kleju do butów w barterze😆 Serio. Na grupie z ofertami dla blogerów pojawiło się ogłoszenie o reklamie kleju za… no za nic. Blogerka dostaje klej i w zamian reklamuje go gdzie się da😆Kurwa, jakbyście zobaczyli jak się rzuciły😆 I nie były to jakieś początkujące, nieświadome dziewczynki. Nie, nie. Na klej do butów rzuciły się laski, które twierdzą, że gardzą barterem i że są kimś, bo mają dużo lajków. Jebłam.
A teraz idę sadzić rabarbar. Wolę być Januszem z 10 milionami niż zasięgową blogerką z tanim klejem do butów😆
PS. Jakby co mam dostęp do prawdziwego kleju szewskiego, a moja matka wie, że ćpię 😎 Załatwię słoiczek tym łasym blogerzynom za reklamę mojej osoby😆

5 lat bloga!

By | Blog, Śmietnik | No Comments

To dziś jest ten dzień! Dokładnie pięć lat temu usiadłam i założyłam bloga. Tego bloga. Bo w różnych miejscach wcześniej pisałam, począwszy od zeszytu, skończywszy na murach. Co zrobić? Zawsze ciągnęło mnie do gadania, pisania, blichtru, przepychu, pieniędzy, sławy, dziwek, kokainy i blogosfera wydała mi się idealnym miejscem. W blogosferze spotkałam i dziwki i koks, a nawet blichtr i przepych. Pieniędzy nadal szukam ale coś tam drgnęło. W tym roku sporo drgnęło. Sporo się działo i dużo by mówić więc powiem.

Ostatni rok to głównie jakiś tam fejm, końcówka to staty w górę chuj wie jakim cudem. A było to tak. Na dobry początek zaproponowano mi udział w panelu dyskusyjnym na temat hejtu podczas Meet Beauty 2018. Zasiadłam proszę ja Was przed publicznością i gadałam jakie to hejty mnie spotykają i jak bardzo mam je w dupie. Fajnie znaleźć się po drugiej stronie i edukować, mówić o tym jak reagować na różne rzeczy, które spotykają nas w sieci. Uważam, że bycie takim gadajem na konferencji to ogromne wyróżnienie i odpowiedzialność. Poza tym chętnie powtórzyłabym taką przygodę, bo nie znam słowa trema.

Jeszcze tego samego weekendu dowiedziałam się, że mówią o mnie podczas innej konferencji blogerskiej. Mianowicie Andrzej Tucholski obrobił mi dupę chyba w Poznaniu (już nie pamiętam). Okazało się, że zostałam wyróżniona w Share Week 2018, czyli w rankingu gdzie blogerzy polecają swoich ulubionych blogerów. Bardzo mi miło, kłaniam się nisko. Zawsze to ja polecałam, a tutaj polecili mnie. Karma wraca kurwaaaa!

Jak już ludzie zaczęli się wciągać w Świat Pudi poszło po całości.  Nominacja w kategorii Odkrycie Roku z największą liczbą głosów w plebiscycie Hashtagi Roku See Bloggers 2018 to było coś! Nie wygrałam ale to chuj, bo zebrałam najwięcej głosów, prawie 14%, a to dużo, bo kolejna osoba miała ich o połowę mniej. Komisja zdecydowała przyznać nagrodę komuś innemu ale czuję się w pewien sposób zwycięzcą. Zawsze powtarzałam, że prędzej mnie do telewizji wezmą niż ktoś na mnie zagłosuje i w sumie to prawda. Najpierw byłam w telewizji 😀

Na See Bloggers pierwszy raz dałam mój autograf. Pierwszy raz obcy ludzie chcieli robić sobie ze mną zdjęcia. Ze mną! Kumacie? Jakiś przełom nastąpił w tym blogowaniu. Zainteresował się mną także lokalny rynek (no w końcu kurła). Podczas Chmielaków Krasnostawskich zasiadłam w jury podczas wyborów miss. Wybory te nie są jakieś mocno paździerzowe, bo to od tego konkursu swoją karierę rozpoczęła między innymi Dorota Gardias. I nagle Jeb! Pudi odpowiedzialna za przyszłość małolatek. Podczas imprezy rozpoznali mnie panowie z drugiego końca Polski, a potem jeszcze kilka osób. Tak było! Później dostałam też propozycję zostania radna powiatu ale… no nie. Polityka jest jednak jeszcze bardziej szitstormogenna niż blogosfera. Podziękowałam uprzejmie, wolę chodzić w mini niż w garsonkach, wolę chodzić na piwo niż na święcenie nowo otwartych latryn czy coś tam.

Jeśli chodzi o statystyki, to jest Was, Lubiczy, statystycznie więcej. Nigdy nie biłam się o obserwatorów, bo blog to mimo wszystko nadal bardziej hobby niż moja praca. Owszem, jakieś profity są ale nadal wincy fejmu jak pinindzy. Na FB mocno się rozbujałam ze statami, mam 6700 Lubiczów, a mój Fanpage zanotował ponad stutysięczny zasięg. Docieram do 100 tysięcy osób! Kumacie?! To jakby sześć Krasnych Yorków! Na Insta pod koniec roku dostałam paczkę ciapaków od hmm… tępych dzid. Mam tam 9192 obserwatorów, w tym wciąż jakieś dwa tysie fejków, które systematycznie usuwam. Poza tym staty eleganckie. Najsłabsze staty to chyba te blogowe, bo nie zawsze mam czas na pisanie ale to się zmienia i klepie coraz częściej. Jak niektórzy zauważyli doszła mi tu nowa zakładka: Szoty. Co to są Szoty? Szoty to najlepsze teksty z moich social media. Wklejam je tu, bo nie chcę ich nigdy stracić. Nie chcę być zależna od jakichś społecznościówek. Jeśli chodzi o bloga, to w czerwcu przeszłam na WordPressa jak cywilizowany człowiek i wykupiłam własną domenę. A więc teraz wszystko jest moje: hosting, domena, każda jebana literka na tym blogu i jeśli tylko zechcę mogę se tu nawet nasrać, bo ja za to płacę 😀

Czego mogę sobie życzyć na piąte urodziny tego oto bloga? Mam zajebistych ludzi wokół siebie, jest fejm i kiełbasa. Życzę se wincy systematyczności i czasu na pisaninę i może w końcu na te jutuby, o których pierdolę już ze 3 lata i dalej leżą 😀 Życzę se piniendzy i smalcu, bo bez tego ciężko. Życzę se coby Was fajnych odbiorników było wincy i wincy. Generalnie to życzę se po prostu WINCY. I Wam też życzę WINCY. Hasło na ten rok to WINCY. Pozdrawiam serdecznie, odbiór, pięcioletnia Pudi!

Jestem influencerem i trzepię srogi hajs!

By | Blog, Szoty | No Comments

 

Na Netflixa niedawno wjechał dokument “”FYRE: najlepsza impreza, która nigdy się nie wydarzyła”. Dokument przybliża influencerski przekręt. Goście robią drogą imprezę dla nadzianych dzieciaków, imprezę z największymi gwiazdami. Ludziki płaca za to po 1500 dolców, jadą na wyspę- imprezownię i… i koniec, imprezy ani śladu  W ferie miał odbyć się w Polsce Influencer Camp, czyli obóz dla dzieciaków za kilka klocków, w luksusowym hotelu gdzie młodociani mieli uczyć się robienia selfiaczków w lustrze pod okiem blogerów i jutuberów. Impreza odwołana. Ciekawe czy wszystkie hajsy na legalu zwrócili? Niby pomysł spoko ale potem kiszka. Na pocieszenie dla tych, którzy ferii z jutuberami nie spędzą wyszła właśnie książka “Za hajs matki baluj” czyli zbiór patologii bez autora, bo komukolwiek wstyd było się podpisać pod dziełem gdzie radzą gimnazjalistom jak wyruchać dupeczkę. Grubo. A ja pierdolnięta starannie #spułprace dobieram. Chyba czas zacząć robić hajs na tym blogu na poważnie. No nie wiem, może jakiś kurs z robienia kursów albo szkolenie z robienia szkoleń wypuszczę? A do tego warsztaty z robienia sandałów z liści chrzanu i kabanosów? Myślę, że jestem już na tyle znana z tego, że jestem znana, że mogę ruszać z projektami.

Jestę Influę pełną gębą, a wiecie jaka jest różnica między influencerem, a twórcą internetowym? Twórcą może być każdy kto robi cokolwiek w necie. Influencer to ten co wywiera odpowiednie zachowania na swoich odbiorcach. Influ nie są te laski ze sztucznymi kontami na IG, które za takie się mają i co tydzień reklamują nowy krem, one tylko tak myślą, a w rzeczywistości nie sprzedałyby wody na pustyni. Nieskromnie stwierdzam, że ja influencerem jestem, ludzie mi ufają i sugerują się moja opinią i poleceniami. Pierwszy raz zauważyłam to kiedy poprosiłam o głosy na dom dziecka z mojego miasta. W godzinę moje Czytelniki nawaliły ponad tysiąc głosów! SZOK! Widzę po poście o Aliexpress, że dużo osób kupuje rzeczy z mojego polecenia. Ale to wszystko to jest nic! Jak wiecie w ubiegłym tygodniu miałam jelitówkę. Wczoraj gadamy sobie z zaprzyjaźnionymi blogerami i jedna osoba pisze mi, że przez neta zaraziłam ją sraczką. Potem to samo napisały kolejne osoby. Fala wirusa dochodzi już do Wrocławia, a ja chyba jestem z siebie dumna. Zakupy, głosy, to jest nic ale mieć taki wpływ na odbiorców, że się posrali to jest wyższa szkoła influencerstwa!

Blogerki to nie puste lale, ponownie pomogłyśmy potrzebującym!

By | Blog, Śmietnik | No Comments

Mam grafik napięty jak za ciasne stringi ale jeśli trzeba pomóc, a ja mogę jakąś pomoc zaoferować- działam. 25 listopada miałam zaszczyt wziąć udział w charytatywnym spotkaniu blogerek w Lublinie. Szybka akcja, szybka reakcja. Madzia skrzyknęła nas w ekspresowym tempie. Jeden z jej wychowanków znalazł się w trudnej sytuacji. Zbliżające się święta mogły okazać się podwójnie smutne. Pomogłyśmy chociaż odrobinę zbierając kasę na najpotrzebniejsze produkty, które może choć w małym stopniu poprawią zaistniałą sytuację.

Spotkanie zorganizowała Magda o wielkim sercu. Udział wzięłam ja oraz kilka zaprzyjaźnionych blogerek. Milenka, która ma śliczną córkę i bajkowego Instagrama. Sylwia, która jest moją bohaterką. Olcia, nasze blogerskie serduszko. Gosia, z którą niby wszystko nas różni, a jednak wszystko łączy. Dianka, z którą oficjalnie się lubimy, a nieoficjalnie lubimy się jeszcze bardziej. Karolina, która ma niesamowitą pasję i nogi.

Nasze spotkanie zostało wsparte przez licznych sponsorów. Bardzo dziękujemy, bo to dzięki nim udało się przeprowadzić licytację, na której zebrałyśmy 500 złotych dla potrzebującej rodziny. Wsparli nas: KoronkowaBohomossYves RocherRossmannEquilibraPachnąca SzafaJandaFoods by AnnLe Petit MarseillaisFull MellowCarexOriginal SourceLuksjaNutkaLiqpharmVis PlantisDermedicResiboMill CleanMixitCandle LiteLaQZojo ElixirsBispolMoi Mili,LatulaSmaki Lubelszczyzny.

Spotkałyśmy się w pięknie zaaranżowanej Restauracji Insomia w Lublinie. Żarcie dobre tylko nie moje porcje, dla mnie idealne jest dziesięciolitrowe koryto. Spędziłyśmy sobie miło niedzielę i pomogłyśmy komuś kto ma ciężej niż my. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę odmieniłyśmy czyjeś święta. Były upominki, była licytacja i zbieranie hajsu. Muszę przyznać, że blogerki z Lubelszczyzny to zorganizowane i fajne baby. Jesteśmy serio zgraną ekipą, dogadujemy się świetnie i bardzo się cieszę, że razem możemy też pomagać. W blogosferze nie brak szitstormów, a tutaj proszę- tyle lat i trzymamy się razem. Chyba tylko jedna małpa okazała się kiedyś małpą ale wiadomo, że w każdym stadzie trafi się czarna owca 😉

Życzę Wam takich przyjaźni, takich ludzi wokół siebie jakich ja spotykam, bo kurwa mam szczęście do ludzi i razem z tymi ludźmi staramy się to szczęście rozsiewać tam gdzie o nie trudno.

No tylko się za bardzo nie wzruszajcie, bo popuścicie. Lepiej rozejrzyjcie się wokół, może komuś też przyda się jakaś pomoc w tym szczególnym, przedświątecznym czasie. Może zamiast wydawać stówkę na kalendarz adwentowy z durnymi szminkami lepiej dorzucić komuś kilka groszy, czasami na chleb. Bo tak, czasami komuś brakuje nawet na chleb…