Ciekawe skąd wziął na to pieniążki? Pewnie miał szczęście, ukradł i ma sponsora!

W tym kraju nie można być szczęśliwym człowiekiem. Nie wypada. Nie wypada być zadowolonym, ładnym, zgrabnym, nienarzekającym. Broń blogerze nie mieć kompleksów i kredytów. Jak masz jakąś tam kasę- masz przejebane. Wcale nie musisz być bogaty, wystarczy, że wystarcza Ci na życie i już jesteś skreślony. Będąc blogerem masz przejebane podwójnie.

Dom bez kredytu? Uuu, a skont wzioł na to pienionszki? Wakacje pod palmą? Uuu somsiedzie ja to takimi gardze, wakacje pod gruszo z pasztetem podlaskim- jak każdy prawdziwy Polak, tak to ruzumiem. Jak to jesteś blogerko? A na co to komu? Poszłaby jedna z drugo do prawdziwy pracy za tysionc złoty to by wiedziała co to rzycie!!!111oneoneonejeden. Co una tam wi o rzyciu. Rodzi w prywatnych szpitalach! Pewno sponsora ma abo bogatego starego. O tak ło łot klikania głupot ma pienionszki? Nie może być! Pewno ukrat! Idealne rzycie! Una rzycia nie zna!

Bardzo ciężko jest być szczęśliwym człowiekiem, bo nie wypada. Wczoraj sobie słuchałam pewnego lajwa gdzie padło zdanie, że na Instagramie wszyscy tacy idealni na siłę, bo bez cellulitu i bez fałdek tłuszczu, a każdy je ma. A właśnie, że nie! Czy ja mam kurwa przepraszać za to, że nie mam fałdek i nie mam cellulitu? Czy ja mam przepraszać za to, że od zawsze pracuję na to żeby żyło mi się dobrze? Czy ja mam przepraszać za to, że nie jestem za chuda, ani za gruba, ani za bogata ani za biedna? Jedni wrzeszczą, że dyskryminacja grubych, drudzy, że chudych. Jedni drą mordy żeby zabrać bogatym. Drudzy drą modry żeby zabrać zasiłki biednym. A gdzie w tym wszystkim są normalni ludzie? Nie możesz być normalny, bo to nienormalne. Nie możesz być bogaty, bo nie znasz życia. Nie możesz być biedny, bo tylko patologia nie radzi sobie w życiu. Gdzie jest kurwa normalność?

Znasz to uczucie kiedy chwalisz się komuś jakimś sukcesem, a ten ktoś bagatelizuje Twoje osiągnięcia sprawiając Ci przykrość? Dopieprzy jeszcze, że nie ma co się cieszyć, że nie zasługujesz albo, że Ci się udało. Nic się nie udało! Jebałeś na sukces dzień i noc, a ktoś stwierdza, że się udało. Zesrało. Na sukces trzeba sobie zapracować. Szczęście trzeba sobie złapać samemu i jeszcze uważać na tych co przeszkadzają. A jak już coś osiągniesz to raptem wszyscy wokół zapominają o Twojej długiej drodze, widzą tylko ten sukces, który tak bardzo ich boli, bo przecież to nic takiego phiii. Ale sami dupy nie ruszyli, nie pracowali na to, finalnie kłuje ich w oczy to co masz. Bo pewnie bogaty tatuś pomógł, bo pewnie miałeś szczęście, bo pewnie kurwa coś tam.

Podziwiam ludzi lepszych ode mnie. To takie kurwa nieludzkie, niepolskie! Staram się brać z „lepszych” ludzi przykład. Dlaczego „lepszych” w cudzysłowie? Bo jesteśmy równi. Nie mam oporów żeby pogadać z panem z telewizji i traktuję go tak samo dobrze jak panią z bazarku. Ale skoro pan z telewizji coś osiągnął, to dlaczego ja nie mogę? MOGĘ! Nie pochodzę z bogatej rodziny, raczej takiej normalnej gdzie dziadek dawał 2 złote za zmienienie babci firanek i uczył wartości pieniądza. Nie mam znajomości, mojego bloga nie wypromuje inna znana blogerka, a wujek z Ameryki nie kopsnie mi spadku ani worka dolarów żeby bloga rozpromować na bilbordach w centrum Warszawy. Jestem z niewielkiej miejscowości na końcu świata więc nie latam na wszystkie iwęciki żeby pójść się tylko pokazać, a potem narzekać na kiepski catering. Można powiedzieć, że mam pod górkę. Ale ja tego tak nie widzę. Nie wybijam się na jakimś nieszczęściu, nie żalę się, że na coś choruję, nie opowiadam na stories, że miałam sraczkę. Oczywiście wtedy słyszę, że co ja tam wiem. Wiem. Ale nie widzę potrzeby żeby epatować nieszczęściami. Mogłabym ponarzekać. Mogłabym napisać jak to jest czuwać 24 godziny na dobę przy umierającym człowieku. Mogłabym napisać jak to jest zaliczyć trzy pogrzeby bliskich w miesiąc. Mogłabym. Klikalne. Ale pierdolę! To, że nie mówię o wszystkim nie znaczy, że tego nie ma. Nie mam obowiązku spowiadania się publicznie. Mam wewnętrzny obowiązek sprawiania ludziom uśmiechu. Mam wewnętrzny obowiązek mówienia o tym, że się da!

W podstawówce szczytem moich marzeń było zobaczenie Grecji. Marzenie nierealne. W tamtym czasie mało kto jeździł na wczasy za granicę. Mam takiego wujka, który w latach dziewięćdziesiątych bujał się nie tylko po Europie ale i po całym świecie. Strasznie mnie zainspirował. Nic mu z nieba nie spadło ale jednak spełniał swoje podróżnicze marzenia. Minęły lata. Zaczęłam zarabiać i pierwszą lepszą kasę przeznaczyłam na wakacje w Grecji! Nie zarabiałam kokosów, raczej najniższa krajową. Jebałam na tę Grecję i pojechałam! Skoro szczyt moich dziecięcych marzeń dało się osiągnąć to doszłam do wniosku, że mogę wszystko! I wiecie co? Mogę! Od zawsze słyszałam w domu, że mogę być kim chcę i mogę mieć co chcę. Może nie za darmo ale mogę. No i proszę- mogę!

Nie czuję się ani wyjątkowa, ani byle jaka. Potrafię się doceniać. Potrafię powiedzieć, że jestem piękna mądra i noszę stringi. Potrafię sobie zapracować na swoje szczęście i nie potrzebuję potwierdzenia mojej zajebistości, wystarczy, że ja czuję się zajebista. Nie muszę niczego nikomu udowadniać. Mogę sobie żyć jak chcę i robić co chcę. I Wy też możecie. I jak Wam ktoś powie, że co Wy tam wiecie, że życia nie znacie to niech się w dupę pocałuje i dalej siedzi i nic ze sobą nie robi. I jak ktoś próbuje wzbudzić w Was poczucie winy, bo macie czegoś za (za zgrabną dupę, za dużo kasy, za fajnego partnera, za dobrą pracę, za dobre wakacje) to niech też zrobi coś na „za”, niech ZAmknie mordę.

Dziękuję. Dobranoc. Idę pakować się na wczasy pod palmą, na które zasłużyłam po ciężkim roku i na które sama jebałam, żeby teraz komuś żal dupę ścisnął. Kto w Biedrze kupuje, ten się za granico lansuje i chuj.