Konsumpcjonizm czy minimalizm?

Czasami w wietrze tych moich przemyśleń stanę w takim przeciągu, że aż mi gluty z nosa kapią. Bo weźcie, no pomyślcie, na jakim my świecie żyjemy? W radiu środki na infekcję pochwy, a w telewizji pożyczki na wakacje. I to musi się sprzedawać skoro reklama ciągle w eterze krąży. I jak ja tak sobie rozkminię, to na te wczasy na kredyt najlepiej jechać z tymi globulkami. Profilaktycznie. Bo przecież na takich wakacjach to różne rzeczy się dzieją i z różnymi ludźmi. Kolega mówił.

 

Te wszystkie reklamy to nas generalnie w chuja robią. To znaczy naiwnych robią. Pomijam tu dzieci i osoby starsze, tutaj to wiadomo. W Lidlu opiekacze na promce… tak jakby ludzie głupi byli. Przecież wiadomo, że latem to tylko grill, kiełbasa, browarek i kilka szparek. Tak się żyje! W jakimś tam markecie z elektroniką telewizor za pół ceny jeśli nasza reprezentacja do półfinałów wejdzie. No sorry, nieaktualne. Kulki mocy były przeterminowane. A mogli smalec jeść, a nie bez glutenu, bez cukru, bez smaku. W kolejnym markecie dwunastopak piwa za dwie dychy, bo co? Ze mną się nie napijesz? No chyba nie. Zmień pracę i weź kredyt! I już reklama banku ciśnie się z nową kartą. Darmową! A po trzech miesiącach jeb! I trza płacić.

Nowy telewizor, samochód, telefon, kiecka z najnowszej kolekcji, Wittchen z Lidla- nie da się bez tego żyć? Ta cała torebkowa akcja, ludzie…o naiwni! Poszłam do Wittchen, a tam torebki na promce, tańsze niż w Lidlu, bez kolejek i bez napierdalanki między zapienionymi babami. Nie głupio tym ludziom tak walczyć o kawałek szmaty? Zupełnie jak na zniżkach w Rossmannie. Chodzę do Jawy, tam ceny regularne są niższe niż te na obniżkach w Rossie. Mogłabym przepłacać, bo budżet pewien mam ale po co? No nie wiem. 

Blogerki maja najgorzej. Bo wiecie fotki. Trzeba nakupić pierdół do całej chałupy, te condomballsy i figurki ananasów. Kurzołapy, Ale taka moda, mieć trzeba. Dużo dodatków wszędzie, tak żeby przy samojebce w tle były modne akcenty. I jeszcze kosz badziewia do flatlajów. I ja tutaj nie mówię o tych osobach, które potrafią umiejętnie pewne elementy wykorzystać, są im niezbędne do pracy. Ja tu mówię o takich śmieciarzach- gromadzą byle mieć. Bo moda! Bo somsiad ma, ja nie kupię?Hity blogosfery- hitami pospólstwa!

Dziwi mnie zjawisko, które często obserwuję chociażby na Insta. 20 dni w miesiącu na stories słyszę narzekanie na niskie zarobki, a potem jeb! Trzy nowe paletki cieni za połowę pensji! No i chuj, nie będę żreć przez trzy dni! Ja sobie jakoś szczególnie nie żałuję, choć szacunek do pieniędzy mam. Jakbym miała wydać połowę pensji na kosmetyk to chyba byłby ze szczerego złota, pytanie po co? Żeby strzelić kilka fotek dla obserwatorów, pięć razy się pomalować i rzucić w kąt? Żeby przez resztę miesiąca płakać, że nie ma się na waciki? 

Za czym ten pęd? Za czym ta pogoń? Komu Wy się ludzie chcecie pokazać i po co? Czy Wy nie widzicie jak pięknie wkręcacie się w spiralę reklam? Bo ktoś tam wypuszcza nową serię kosmetyków, bo jest na to bum, bo trzeba jak najszybciej na blogu o tym napisać, bo staty, bo muszę to mieć, bo…Zadaj sobie pytanie czy tego potrzebujesz, czy jest Ci to potrzebne, czy dzięki temu będziesz szczęśliwszy.

Żadna tam ze mnie minimalistka. Minimalizm modny. Mam ze sto par butów. Lubię, ale stać mnie na to i nie odczuwam kolejnej pary. Nie muszę rezygnować z żarcia żeby dojebać sobie szpileczki za kilka stówek. Ale i tak zadaje sobie za każdym razem pytanie po co mi one. Jeśli uznam, że tak, są mi potrzebne, takich nie mam, nie będą stały bezużyteczne- kupuję. Kupuję, bo chcę, a nie, bo naszła na nie moda, albo somsiad ma to nie będę gorsza. Gdybym zarabiała tysiaka to albo kupowałabym buty po taniości, albo raz na ruski rok jedną porządną parę, tak żeby moje konto nie piszczało z głodu. Ale nadal moje zakupy są przemyślane. Kupiłam niedawno buty za dwa złote, kupiłam, ale i tak przed zakupem zadałam sobie pytanie „po chuj?”, odpowiedz była prosta- ładne, wygodne, będę w nich latać i latam. Nigdy nie kupuje czegoś czego nie użyję. 

Nigdy nie kupuję czegoś co nie jest mi potrzebne. Nawet na AliExpress ;) Nie gromadzę śmieci, nie zbieram bibelotów, nie wydaje kasy na coś co rzucę w kąt ani na coś co stoi i nie ma żadnej funkcji. Dodatki w domu? Świece, lustra, zegary, żywe kwiaty- tylko to co ma jakieś swoje zadanie. Z fanaberii posiadam dwie maskotki. Jedna kupiona dla jaj, druga, bo chciałam dać zarobić starszej Pani sprzedającej rękodzieło, a jej straganik ludzie omijali.

Przeraża mnie życie ponad stan. Konsumpcjonizm. Spoko- stać Cię, możesz sobie kupić nawet gumowe gówno za trzy tysiące, luz. Ale kiedy kogoś nie stać, przepierdala pensję na bibeloty, bo reklamowane czy to w telewizji czy na blogach, to coś jest nie tak. Włącza mi się światełko i zaczynam dumać. W tym przeciągu myśli przechodzą mnie dreszcze, czy ludzie są tak głupi czy naiwni i myślą, że mieć jest ważniejsze od być?