O czym pisać bloga?

Jakie życie taki rap, jakie żarcie taki kał. Nie raz i nie dwa ktoś mówił mi „chciałabym/chciałbym zacząć pisać bloga, ale nie wiem o czym”. No ja tym bardziej nie wiem. Piszesz o tym o czym chcesz pisać. Nie napiszesz o ujeżdżaniu mustangów na prerii jeśli bliżej Ci do hodowcy kur z Koziej Wólki. Nie napiszesz o chorobach zakaźnych borsuków jeśli się na tym nie znasz. No chyba, że dobrze zapłacą 😉

No, bo o czym pisać jeśli nie wie się o czym pisać? Najlepiej nie pisać wcale. Chcesz bloga? Chcesz vloga? Chcesz cokolwiek? Musisz wiedzieć czego chcesz. I pisać. I gadać. I tworzyć. Mówią, że każdy bloger ma w swoim życiu kryzys, siada i nie wie o czym napisać. Nie wiem, nigdy tak nie miałam. Cierpię raczej na brak czasu niż na brak weny. Siadam i piszę. Kreatywny łeb, nieskromnie mówiąc, zawsze znajdzie sobie temat na artykuł. Niby nie napiszę o ujeżdżaniu mustangów, bo się na tym nie znam, ale ujeżdżanie mustangów może mnie zainspirować i tekst sam płynie. Można napisać tekst o czymś zupełnie odjechanym, tak jak poleciałam w tekście Samotność wśród ludzi. Nie zdradzę Wam o czym jest post, ale przeczytajcie 😉 Udowadniam tam, że można pisać o wszystkim. Codzienność dostarcza nam tyle atrakcji, że tematów jest bez liku. No chyba, że chcecie pisać bloga o zawężonej tematyce na przykład tylko o rozprowadzeniu pigmentów w warstwie ścieralnej kostki brukowej, w takim przypadku tematy na wpisy mogą Wam się w pewnym momencie wyczerpać. Najbardziej lubię pisać o dupie Maryny. Ale nawet w tej dupie lubię odkrywać nieodkryte ścieżki, coś tam przekazać, czasem rozśmieszyć, czasem poruszyć, czasem wywlec ważne tematy. Chodzi o to żeby czytelnik nie pozostał obojętny, bo obojętność to najgorsze co może spotkać blogera.

Często pytają mnie skąd czerpię inspirację. Zewsząd. Dzisiejszy tekst został zainspirowany jelitówką koleżanek. Straszne prawda? Piszę o inspiracji, bo ktoś tam, gdzieś tam zwija się w konwulsjach. Nie śmieszy mnie to, nie, nie. Ale doszłam do wniosku, że kiedy byłam mała, nikt nie mówił, że jest wirus, że to jelitówka, że to epidemia. Kiedyś Babcia stwierdzała fakt- „pewnie znowu się czegoś naciapali”. Dostawaliśmy z bratem ziółka i po ptokach. Mieliśmy sraczkę. Po prostu. Nikt nie słyszał o jelitówce, nikt nie słyszał o wirusach. Sraczka, to sraczka. Mieliśmy po prostu sraczkę. Kiedyś od zielonych jabłek, teraz od szynki z Biedry. Jakie życie taki rap, jakie żarcie taki kał. Tak samo z blogiem. Co jesz- tym srasz. Co widzisz- o tym piszesz. Proste. Nie ma braku weny. Nie ma jelitówki. Zawsze jest o czym pisać i jest sraczka. Po prostu. Trzeba tylko wiedzieć jak to ugryźć. Sraczki nie gryźcie 😉

 

Już dawno olałam pisanie o kosmetykach. Jakoś to wszystko takie postne. O kosmetykach piszę tylko jak czuję, że to jest coś o czym warto napisać więcej niż trzy zdania, bo jak o czymś mogę napisać trzy zdania, to piszę o tym na moim Instagramie. Oczywiście mogłabym popłynąć, bo kiedyś zdarzyło mi się jebnąć recenzję wierszem. Nawet nie raz 😉 Ale jakoś nie chce mi się bloga zaśmiecać. Im dłużej piszę bloga, tym dłużej ślęczę nad każdym postem i nie chce mi się poświęcać czasu, którego nie mam na pisanie o butelce przeciętnego szamponu. Wolę napisać coś konkretnego i o czymś konkretnym. Konkretna może być i dupa Maryny jeśli wygrzebie z niej konkretny przekaz. A co mogę wygrzebać z szamponu? Chyba tylko pleśń jeśli za długo postoi. Czyli przekaz. Przekaz jest mega ważny w blogowaniu. Jakaś puenta, jakaś myśl, która pobudzi czytelników.

Inspiruje mnie świnia, która śledziła gościa gdzieś w Ameryce. Inspiruje mnie ziomek, którego rodzice sądownie wyjebali z chaty, bo był obibokiem. Inspirują mnie kleszcze, które zmuszają do wegetarianizmu (broń blogu, żeby kiedyś stanęły na mojej drodze!). Wszystko mnie inspiruje.

Pamiętam jak w podstawówce nauczycielka kazała napisać na kartce kto jest naszą inspiracją i autorytetem. Oddałam pustą kartkę. Koleżanka napisała, że papież i dostała piątkę, bo nauczycielka była sfiksowana na punkcie religii (historyczka, nie katechetka). Reszta dzieci dostała jakieś czwórki za chęci. Tylko za papieża była piątka. A ja musiałam przyjść do szkoły z Mamą. Dlaczego oddałam pustą kartkę? Wyjaśniłam, że inspiruje mnie wszystko, ale nie mogę powiedzieć, żeby ktoś był moim stuprocentowym autorytetem, bo nikt nie jest idealny, jestem sobą i z nikogo nie mam zamiaru kalkować. Mała Pudi indywidualistka i tak mi zostało. Wolałam przyjść z Mamą do szkoły niż przytaknąć dla świętego spokoju. Warto było.

Chcesz żeby Twój blog był czegoś warty? Pisz o tym co Cię kręci, pisz po swojemu, pierdol konwenanse i poradniki. Nikt oprócz Ciebie nie wie lepiej jak być Tobą. Bądź sobą. Pisz o czym chcesz i kiedy chcesz. I jak Ci Kominek mówi „uuuu tylko cztery posty w listopadzie, cieniutko”, to mu odpowiadasz, że on przecież napisał trzy. I tak się powoli żyje na tej wsi 😉

 

Wpis powstał w ramach akcji Wspaniały rok, jeśli chcecie wiedzieć co inspiruje innych- zajrzyjcie do…

CzerwonoustaEvelyns 50 shades of redRozmyslania YasminelliHeyItsAlexKDobrulblogujeKolorowy krajMazgooBlonde BangsMade by GigiKerliArsenicZakochana w kolorkachTwoje Źródło UrodyInterendoCodzienność naszaEsy floresy fantasmagorieW blasku marzeńPasja rodzi profesjonalizmDomatoresEkstrawaganckoFeeling Fancy.