Jak zostać gwiazdą Instagrama, szybko zyskać obserwatorów i dobrze na tym zarabiać

Dać Ci prostą receptę na fejm na Instagramie? Nie ma sprawy! Praktykują to znane twarze, a te nie znane szybko stają się znane. Wystarczy trochę kasy i trochę czasu. Raz, dwa trzy i już masz pierwsze przesyłki od firm. Zarabiasz. Biznes się kręci. Jest tylko lepiej i lepiej. Żyć nie umierać. Wystarczy bot, który odwali za Ciebie robotę w kilka chwil, potem już tylko liczysz kasę. Nic prostszego! Bot to nic złego, do tego został stworzony! Wrzucasz kilka fot, a bot robi resztę za Ciebie. Mam kilka trików na to jak zostać gwiazdą Instagrama i zarabiać online. Kto jest zainteresowany?
Wstęp zdziwił? Słusznie. Ale takie rzeczy usłyszałam od znanej blogerki. Blogerki, którą pewnie znacie. Blogerki, która brała udział w akcji typu „uczciwy bloger”. Blogerki wydawałoby się sympatycznej i szczerej. Ostatnio coraz więcej szczerych i znanych blogerek rozczarowuje mnie czy to w realu czy w sieci. Wiecie co? Już prawie nie czytam blogów przez to jaki kontrast widzę pomiędzy tym co blogerki piszą, a tym co robią i jak się zachowują. Przykre to, wiecie? Ale wróćmy do Instagrama.
Jak mnie wkurwiają boty! Jest sobie taka blogerka, nazwijmy ją Kasia. Znasz Kasię. Kasia pięćdziesiąty raz obserwuje Cię na IG i cofa to polubienie, a potem tłumaczy się, że ona tylko trzy dni chciała bota przetestować. Pokazujesz Kasi skriny. Piszesz jej, że robi to od co najmniej pół roku. Kasia zmienia front i próbuje Ci wmówić, że przecież boty są spoko! Ty mówisz, że to oszustwo, Kasia mówi, że się nie znasz, bo wszyscy tak robią. Nie wszyscy. Ja tak nie robię i wiele innych osób też nie praktykuje. Ale Kasia ma rację i koniec. Nie chcesz się kłócić. Jak mawia moja Babcia „z gównem nie ma co się bić”. Kasia z trzech tysięcy obserwatorów w szybkim tempie dobija do prawie 60k na Instagramie. Kasa leci, współprace się zgadzają. Wiecie co? W dupie mam takie fałszywe cipy. W dupie mam takie sztuczne współprace i sztuczny fejm. Wiecie co mnie smuci? Smuci mnie robienie ludzi w chuja. Dziwi mnie, że JESZCZE nie wszystkie firmy sprawdzają z kim podejmują współprace, na szczęście powoli to się zmienia. „Ti ti ti jestem taką milutką dziewczyną, dzięki za pudełko czekolad i nowiutką lokóweczkę, a i za zegarek też dzięki, to nic, że moi odbiorcy to kupione dzieciaki z podstawówki i reklama u mnie nie zwiększy wam sprzedaży, ale obsików mam dużo, staty fajne”. I tak to się kręci.
Nie piszę tego, bo zazdroszczę. Nie jest tak. Źle nie zarabiam, lokówek mogę kupić sobie pięćset, czekolady nie jem, a zegarek mam dobry i nikt mi go za martwych obserwatorów nie musi wysyłać. Ale wiecie co? Szacunku i zaufania nie da się kupić. Spaliłabym się ze wstydu gdybym używała bota, albo po prostu kupiła obserwatorów na Instagramie. Przykład Kasi nie jest odosobniony. Kolejna „znana” blogerka też napierdala botem ino świst, a na ostatnich warsztatach, na których miałam okazję być, kradła hybrydy twierdząc, że „będą na rozdanie”. KRADŁA! Może to wielkie słowa, ale korzystanie z bota to też dla mnie rodzaj kradzieży i oszustwa. Oszustwo wobec firm i odbiorców. Bot to poniekąd okradanie firm z produktów i okradanie samego siebie z szacunku jakim darzą nas odbiorcy.
Jak nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Hajs się musi zgadzać. I nie ma niczego złego w zarabianiu na blogu czy Instagramie. Sama od czasu do czasu zgadzam się na jakąś współpracę, która mi pasuje. Mało tego! Docelowo chciałabym się utrzymywać z mojej pisaniny i wcale tego nie ukrywam, ale dążę do tego w sposób maksymalnie uczciwy. Może idzie mi to powoli, ale jeśli chcę żyć tak jak lubię, muszę dużo pracować i przez to mam mniej czasu na blogowe sprawy, a ja się w sztuczne nabijanie tłumów nie będę bawić. Powolutku sobie doczłapię do tych 60k na  moim Instagramie, z tą różnicą, że będą to realni odbiorcy.
Raz złapałam się na Instagramową grupę wzajemnych komentarzy. Przyznaję się do tego oficjalnie. Właściwie to nie wiedziałam na co się piszę, szybko uznałam, że to słaba zagrywka takie komentowanie na siłę. Na grupie poznałam fajne dziewczyny i przez chwilę tkwiłam tam tylko dla ich towarzystwa, w końcu sama się wypisałam. Wiecie jakie mam wnioski? Takie grupy kompletnie nic nie dają jeśli chodzi o zasięgi. NIC. Jedyny plus mojej obecności tam był taki, że poznałam kilka fajnych koleżanek, które chyba też już dawno odpuściły sobie sztuczne komcie i z grupy uciekły. Wiecie kto założył grupę? Kasia. Ta Kasia, która twierdzi, że boty są super. Wybaczcie mi chwilowe zaćmienie umysłu i dołączenie do takiego gówna. Dzięki mojej obecności tam jeszcze bardziej przekonałam się, że gówno to gówno i pamiętajcie- jeśli coś wygląda jak gówno, śmierdzi jak gówno i smakuje jak gówno- to jest to gówno. Czasami trzeba gówna dotknąć żeby się przekonać, że to nie jest marmolada. 
Ostatnimi czasy zawodzę się na znanych blogerkach. Jedna po drugiej okazuje się fałszywym tworem. Przykre to. Nie chcę być taka. Jeśli kiedyś zacznę gwiazdorzyć- kopnijcie mnie proszę w dupę na opamiętanie. Myślę, że jednak tak się nie stanie. Wasze zaufanie jest dla mnie najważniejsze. Lubię rozczarowywać, ale tylko w tę pozytywną stronę. Wiecie, ostatnio usłyszałam, że zaskakuję pozytywnie, bo na żywo jestem życzliwą i uśmiechniętą osobą i takich słów Wam życzę! Życzę Wam zaufania, uśmiechu, uczciwości, szczerości i dobrych ludzi wokół siebie. Może nie jest to najszybsza droga do fejmu, ale jest to droga uczciwa i dająca satysfakcję, a nie debet na koncie, bo boty też kosztują?