Jak nauczyć się pewności siebie i osiągnąć szczęście?

Miał być maj. I jest maj. Maturzyści srają w portki. Janusze palą grilla. Grażyny opalają cycki. Fajno jest. Co roku to samo. Co roku inaczej. I dobrze. Nic dwa razy…Szymborską czaicie? Czaicie. Koty leżą po parapetach i kurz z remontu, tradycyjnie już, unosi się w moim powietrzu. Taki to maj. Chce się już wakacji, urlopu, a tu trzeba zapierdalać. Życie. W sumie nie muszę, ale dobrze by było. Najpiękniejsze jest to, że ta cała przyroda, ta zielenina pręży się do słońca jak penis we wzwodzie i bez białym kwieciem wytrysnął ku niebu. Co roku ten wytrysk zieleni, to kwiecie zapachem ocieka. Co roku przyrodzie się chce. Co roku to samo. Co roku inaczej. Wszystko się rozwija, przepoczwarza, a  Ty?

Taka, dajmy na to, paproć. Roślinka. Ani to mózgu, ani rozumu. Takie niby nic, a mam wrażenie, że jest mądrzejsza niż niejeden człowiek. Nie daje się byle wichrom i byle kosiarce się nie daje. Wyłazi na trawnik regularnie i regularnie jest koszona, a mimo to przebija się uparcie spod trawy jakby chciała powiedzieć „w chuju Cię mam, pokażę Ci, że dam radę!”. I daje radę. Rozrasta się mimo przeciwności losu. Podetniesz ją w okolicy trawnika, rozwlecze się wzdłuż płotu. Jak nie drzwiami to oknem. Taka to siła! A teraz spójrz na siebie. Ktoś Ci mówi, że nie dasz rady. Wkurwiasz się i udowadniasz swoją rację, czy może jeden ruch kosiarki zabija w Tobie całą energię i siłę do przebicia przez trawę? Ja się przebijam. Nawet gdyby kombajn po mnie przejechał, wstanę. Jestem jak ta paproć pośród upartej trawy i brzęczących kosiarek. Pomimo tych cholernych przeciwności pnę się ile sił, bo to ja jestem paproć! Nie przez trawę? To wzdłuż płotu, ale dam radę! Zawsze! 
Skąd we mnie ta pewność siebie? Myślę, że spora w tym zasługa domu w jakim się wychowałam i charakteru z jakim się urodziłam. Pamiętacie jak pisałam, że jestem piękna, mądra i noszę stringi? Pewność siebie wyniosłam z domu. Nie znaczy to, że nie da się tego nauczyć. Da się. Na pewno będzie ciężej, ale się da. Wszystko się da jeśli się chce i jeśli coś się w tym kierunku robi. Samo się nic nie zrobi. Nie ma co słuchać nawiedzonych kołczów. Pierdolą jak potłuczeni. Sprzedadzą Ci kurs za 299 złotych w promocji z 500. Narobiło się specjalistów od wszystkiego. Ten Cię nauczy Social Media, tamten zmotywuje, sramten nauczy pisać bloga. Wszyscy mogą cmoknąć się w pędzel. Nie dowiecie się niczego nowego, niczego czego sami nie bylibyście w stanie ogarnąć. Siła jest w nas. Jest internet, są darmowe źródła. Do wielu narzędzi mamy dostęp, wystarczy poszukać. Serio, nie musicie za to płacić. Chcecie fachowej porady? Są terapeuci, są specjaliści, kołczów i samozwańczych mędrców sobie darujcie. Kilka razy spotkałam się ze stwierdzeniem, że powinnam wypuszczać szkolenia, kursy ale….eeee ja? Mam ładować ludzi w chuja? Jakoś mi to nie leży. Wydam kurs jak wpadnę na coś mega innowacyjnego. Mam motywować za kasę, bo jest to modne? Podziękuję. To już etyczniej będzie pisać recki z wynagrodzeniem, przynajmniej wiem za co biorę hajs, a i przed czytelnikami tego nie ukrywam, że coś tam dostałam.
No dobra. Nie każdy rodzi się popierdoloną paprotką, która wypełza co tydzień spod skoszonej trawy. To skąd wziąć tą pewność siebie? Z siebie! Nie będę tu podawać recepty, bo takiej nie ma. Nie powiem Wam jak żyć, ale mogę powiedzieć jak ja żyję. Żyję prosto. Żyję dobrze. Lubię jak mi dobrze. Nikt nie lubi jak mu źle. Dlatego od zawsze dążyłam do „dobrze”. Nigdy po trupach, ale zawsze po swojemu. Chciałam zarabiać dobrze? Kroczek po kroczku zdobywałam doświadczenie i w końcu jest dobrze. Nikt mi nic nie dał, co się ujebie to moje, ale nie bałam się zmieniać kwalifikacji zawodowych, nie bałam się jebnąć niesatysfakcjonującej roboty z dnia na dzień. Nie boję się! Bo strach paraliżuje, a przecież kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Nigdy nie marzyłam o białej sukni, marzyłam o szczęśliwym związku. Związku pełnym zrozumienia, związku takim gdzie możecie razem pogadać o wszystkim, bez tajemnic, bez tabu, bez kłótni. I mam. Trafiali się wcześniej jacyś faceci niepasujący do mojej wizji- out. Bez płaczu nauczyłam odcinać się od ludzi. Ostro, szybko, jak ostrym nożem. Toksyczne znajomości najlepiej szybko zakończyć. Ludzi, którzy ciągną w dół należy w tym dole zostawiać i piąć się w górę. Nieważne czy w dół ciągnie Cię facet, przyjaciółka, czy szwagier. Ciach! Jak ostrym nożem. Zaboli, zapiecze i jesteś nowym człowiekiem. Lepsze szybkie cięcie niż pitolenie nożem do masła i rozwlekanie jątrzących ran. Trzeba nauczyć się lekkiego egoizmu. Całego świata nie zbawisz, ale swój świat możesz wykreować dowolnie. Najlepiej zacząć od małych kroczków, potem można rzucić się na głęboką wodę. Jestem osobą, która dużo analizuje, czasami za dużo, ale z drugiej strony to dobrze, że zakładam plan A, B i C, a czasami nawet D. Plan planem, ale cel jest jeden. Ustalam sobie cele i je osiągam. Robię co mogę, a jak nie mogę to wymyślam inne rozwiązanie. Tak czy siusiak, to co chcę- osiągam. Nic nam z nieba nie spadnie, a jeśli czasem spada- nic tylko się cieszyć i zapierdalać dalej, bo nic dwa razy…no wiecie, Szymborska. Bądźmy wdzięczni za to co mamy i bądźmy uparci w zdobywaniu kolejnych baz na swojej drodze do szczęścia. Mówmy głośno czego chcemy, działajmy, nie poddawajmy się. Czym jest szczęście? Dla każdego to coś innego. Szczęście to takie puzzle. Całość składa się z wielu elementów. Dla jednego będą to puzzle o nazwie miłość, rodzina, dobrobyt. Dla drugiego będzie to kariera, zdrowie, czerwony samochód i wczasy na Cyprze. Dla trzeciego dzieci, grill na działce i święty spokój. Żadne puzzle nie są złe, wszystkie są prawidłowe dla danej osoby. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby ułożyć swój idealny obrazek.
Jesteśmy tylko i aż ludźmi. Nie ma dla nas rzeczy niemożliwych, ale czasami musimy się napocić żeby swoje zdobyć. To nic nie szkodzi! Mojego potu może inni nie widzą, ale osiągnięte cele odhaczam z radością. I dla tej radości, dla tego szczęścia warto zapierdalać.