O tym jak Vogue obnażył kompleksy Polaków

Kraj poruszony zdjęciami w pierwszym polskim wydaniu Vogue. Kupiłam i ja. Przejrzałam, wcale mnie te zdjęcia nie dotknęły, ale dotknięci poczuli się Polacy, może tysiące, może miliony, chuj wie. Fala oburzenia przetoczyła się przez internety. O Vogue mówią wszyscy. Internet, telewizja, radio, plotki z koleżankami, temat Vogue ciągle żywy. Śmieszy mnie to. Śmieszy mnie jak bardzo ludzie są przewrażliwieni, zakompleksieni i jak bardzo wstydzą się własnego kraju. Nie będę dzisiaj recenzować gazety. Nie napiszę o milionach reklam, bo wiadomo było od początku, że reklam w takim magazynie jest dużo. Napiszę dzisiaj o tym jak bardzo zwykła gazetka obnażyła kompleksy naszych rodaków.

Pałać Kultury i Nauki w smogu? Czarna Wołga? PRL-owski klimat? No tak. Nie ma co się oburzać. PKiN to dar od narodu radzieckiego dla narodu polskiego. Tak było. Po co się buntować? Po co zamazywać historię? Była historia dobra i zła, była i obojętna. Tacy wszyscy wkurwieni na ten dar narodu radzieckiego, burzyć go chcą. Po co? Idąc tym tropem- wyburzmy piramidy, w końcu to dar od kosmitów. Wyburzmy Wawel, Stocznię Gdańską wyburzmy. Zapomnijmy o naszej historii, udawajmy, że żyjemy w bogatym kraju, bez żadnych kontrastów, jest pięknie, nie ma tu łez, nie ma cierpienia, nie ma biedy i nie ma historii. Nie ma korzeni, nie ma kraju. Nie ma nas. Niczego nie ma jak w idealnym świecie u Kononowicza.
Tu jest smog. Jest syf i jest też pięknie. Jest czasem krzywo, jak na fotografii Tellera. Czasami jest prosto. Czasami fajnie, czasami źle, a czasami tak zwyczajnie. Po prostu. Jak na tym zdjęciu. A ta nieszczęsna Wołga? Vogue – Wołga. Gra słów. Przypadek, czy nie, pasuje.
Z czym kojarzy się Polska obcokrajowcom? Z Warszawą. Z czym kojarzy się Warszawa? Z Pałacem Kultury i Nauki. Proste.
Z czym kojarzy się obcokrajowcom nasz kraj? Z polami, łąkami, lasem, przyrodą. Z kapustą, grzybami, schabowym, pierogami, cebulą, ogórkami kiszonymi, wódką…z dobrym jedzeniem i mocnym alkoholem. Zapytajcie Francuza o Polaków. Ja pytałam. Pierwsze skojarzenie dla Francuza to popularne w ich kraju powiedzenie „pijany jak Polak”, co oznacza mniej więcej tyle, że nawet jeśli ktoś jest urżnięty na maksa, to i tak zachowuje trzeźwość umysłu. Zapytajcie Amerykanina o Polskę. Pytałam. Jeden upewniał się czy Polska to oby na pewno nie część Rosji, drugi powiedział „wódka, ładne dziewczyny i gołąbki”. Możecie pytać innych. Proszę bardzo. Polacy tak bardzo wstydzą się wsi, że zapominają, że całą Polska na świecie jest postrzegana jak wieś. I nie ma w tym nic złego! Wieś to przecież swojskość, beztroska, radość, oczywiście także ciężka praca, ale wieś jest na świecie nacechowana pozytywnie. W Polsce wieś kojarzy się nadal negatywnie. Kto negatywnie odbiera wieś? Osoby zakompleksione, chcący na siłę odciąć się od własnych korzeni, bo wieś to dla nich wiocha. Tymczasem wiochą jest wybujałe ego. Bo czy ja, pochodząca ze wsi nie mogę wpierdalać chleba ze smalcem i używać perfum Chanel? Czy nie mogę wylegiwać się na tarasie obserwując sarny, a potem polecieć na wczasy pod palmę? Owszem mogę i to robię. Nie mam kompleksów. Nie ciąży mi wieś. Wieś ciąży osobom niepewnym. Osoby takie czują się gorsze, niestabilne, na siłę próbują odciąć się od swojego pochodzenia. Boją się, że ktoś im powie, że są gorsi i to właśnie oni oburzają się na zdjęcia w Vogue.
No bo jak to tak żeby pierwszy numer tak światowego magazynu pokazywał światowej klasy polską modelkę na kartoflach albo na kapuście? A co w tym złego? Z tym jesteśmy kojarzeni i to wcale nie negatywnie. To w naszych głowach mamy negatywne obrazy ziemniaków, sami to sobie ubzduraliśmy. Sami! Jesteśmy jednym z liderów w eksporcie tej cholernej kapuchy i kartofli. Amerykanin nie oburza się na stwierdzenie, że w jego kraju połowa pól to kukurydza. Nie, on się z tego cieszy, chwali się tym, jest dumny ze swojej ojczyzny i wpierdala tę jebaną kukurydzę przy każdej okazji. Polak woli bezglutenową cieciorkę, która przeleciała przez dupę słonia, bo takie żarcie jest modne. Sfrustrowany Polak wrzuca na Insta szpinakowe ciasteczka z olejem z liści bananowca, bo to jest ładne, bo to wygląda, a po cichu wpierdala pierogi od babci, ale tak żeby nikt nie widział, bo przecież wiocha. 
Często jestem pytana czym różni się miasto od wsi. No drodzy państwo, liczbą mieszkańców! Wyłącznie! Mam wrażenie, że mam większe poczucie pewności niż „te miastowe” i „te z telewizji”, i „te z gazet”. Dużo czytam, dużo się uczę, dużo pracuję, zdobywam swoje cele jeden po drugim, kupuję drogie sukienki i kupuję tanie jabłka. Czasami jadę na drogie wczasy, a czasami idę do Biedronki na zakupy. Nie mam z tym żadnego problemu. Nie czuję wiochy w tym, że mogę to co chcę. Mogę wrzucić na Insta chleb ze smalcem, lubię przecież, nie wstydzę się tego. Mogę wrzucić na Insta fotę z dobrej restauracji, też przecież lubię czasem pójść w dobre miejsce.
Zdjęcia w Vogue tak bardzo pokazują, kto ma kompleksy i oburza się na główkę kapusty. Olaboga! Rubik ma skarpetki do szpilek! A jeszcze rok temu jak mówiłam w wywiadzie dla WO, że lubię czasami założyć skarpetki do szpilek to wywołało to ogromne zdziwienie. No proszę, nawet Rubik tak robi i to rok po mnie.
Zdjęcia w Vogue, to lekkie nawiązanie do turpizmu, do niedoskonałości, naturalności i pewnych niedociągnięć. I to jest właśnie piękne! Taki jest nasz kraj! Ciężko jest wytłumaczyć niewidomemu jak wyglądają kolory i ciężko jest pokazać Polakom jaki jest ich kraj. Ciężko jest wytłumaczyć, że Polska kojarzy się na całym świecie z wsią, z kapustą i drogimi szpilkami w błocie. Kurwa! Tak jest! Mało razy w drogich szpilkach w błoto wlazłam?! Polacy obudźcie się, słowo wieś nie jest nacechowane negatywnie, to Wy stworzyliście sobie ten obraz w ograniczonych głowach! Polska to jedna wielka wieś i powinniśmy być z tego dumni. Powinniśmy być dumni tak samo z Anji Rubik jak i z tego, że eksportujemy dużo kapusty. Jak pokazało Vogue, nie jesteśmy na to gotowi w ogóle…