Mikołajkowe Spotkanie Blogerów w Lublinie

Jestem. Stary rok zakończyłam bardziej chujowo niż można sobie wyobrazić. Swoje odchorowałam. Biorę się w garść. Nadrabiam zaległości. Na pierwszy ogień idzie relacja z Mikołajkowego Spotkania Blogerów w Lublinie. Niech ten rok będzie zajebisty! Zacznijmy go od wesołego wspomnienia spotkania, które odbyło się 16 grudnia w knajpie Dziki Wschód.

Na imprezie stawiły się same gwiazdy. Wyliczę Wam je tutaj gdyby jakiś ignorant nie rozpoznał po fotkach.
*Madzia – organizatorka
*Klaudia – organizatorka
*Sylwia – pionek
*Ola – pionek
*Gosia – pionek
*Ola – pionek
*Marta – pionek
*Michał – pionek
*Olga – pionek
*Karolinka – pionek
*Agnieszka – pionek
*Milenka -pionek
*Ania – pionek
*Ja – pionek
Widać po liście, kto to wszystko zorganizował, a kto przylazł się nażreć?
W kategorii „kto wpierdolił całą knajpę” wygrywam ja. Cała pizza była na rozgrzewkę. #żryjzpudernicą
Żeby nie zejść z głodu, po pizzy, zaaplikowałam jeszcze 10 kg sałatki z boczkiem. Na popitkę koktajle i grzańce z ludzkim palcem- polecam. Jak już w miarę przegoniłam głód, zajęłam się wymianą opinii (plotki to chujowe określenie, trzeba być pro, no nie?) z moim zacnym towarzystwem. Chciałabym jeszcze nadmienić, że po pierwszym ugryzieniu ostrej pizzy okazało się, że komuś sypnęło się chili w jednym miejscu, akurat tym startowym i przez to na kilka minut straciłam głos. Potem już było z górki.
Chciałabym powiedzieć, że Marta przyniosła dla wszystkich pierniczki. Od Mazgoo też dostałam upominek. Tylko ja, jak ten wsiur, nic nikomu nie dałam oprócz mojej paplaniny. Nawet fotki mało które są moje, dziewczyny podesłały.
Dary losu też były. Firmy przekazały też gifty na licytację. Zbieraliśmy hajsy na Hospicjum im. Małego Księcia w Lublinie więc nie w kij dmuchał. Fanty dotarły od:
Licytacja była długa i zażarta. Udało m się wydrzeć świecę z Janków, kalendarz i porcję kosmetyków.
Ale najlepsze jest to, że udało nam się zebrać ponad tysiąc złotych na dzieciaki. Lubię to!
Po spotkaniu mieliśmy jeszcze afterek. Chyba po raz pierwszy gasiłam światło i po raz pierwszy to nie ja miałam najdalej do chałupy. Co lepsze Balbina miała mnie po drodze i pierwszy raz mogłam wrócić z kimś do domu. W drodze okazało się, że Balbina nienawidzi coli równie bardzo jak ja! Pierwszy człowiek, którego spotkałam i nie lubi tego szamba, jak miło!
Fanty tradycyjnie będę wrzucała na moim Instagramie, więc kto ma ochotę na przegląd, zapraszam tam.
Powolutku ruszam z tym koksem, będę cisnąć na IG i FB i oczywiście tutaj, na moim skrawku internetów. Po głowie chodzi mi też założenie grupy na fejsie, takiej stricte pudernicowej, więc jeśli macie jakieś sugestie co do tematów jakie chcecie tam poruszać- piszcie.
Trzymajcie się ciepło i oby do wiosny!