Palmer’s balsam ujędrniający cycki, cycki, dużo cycków i nie tylko*

Nos. Niektóre kosmetyki kupuję nosem, inne kupuję oczami. Ale za wszystkie kurwa trza płacić. Życie. Czasem wpadnie jakiś fant, za który nie płacę, ale tak czy siurdak, to nos jest pierwszym recenzentem. Jak coś wali jak górala kierpce, to ni chu chu ale nie jest dla mnie. Bezzapachowce są z kolei dla mnie nudne. Balsam do ciała. Co ma robić mi balsam? Pachnieć ma i nawilżać, fajnie jak cena nie zabija. Raz mnie cena chciała w markecie zabić, urwała się nad moja głową, więcej nie ryzykuję. Dzisiaj mam smarowidło, które spełnia moje kryteria. A może nie? A nie powiem! Czytajcie dalej.
palmer's, balsam kakaowy, balsam ujędrniający, cocoa butter, Firming Butter

Palmer’s balsam ujędrniający z koenzymem Q10 Cocoa Butter Formula Firming Butter. (Kurwa… dajcie jeszcze dłuższą nazwę, na bank każdy zapamięta). Powiedzmy sobie wprost- jest to balsam kakaowy. Dostałam za darmoszkę na Meet Beauty, czaicie? I nawet mi nikt nie kazał recki pisać, pewnie dlatego, że nikt nie kazał, to piszę. Smarowidło dostępne online, ale widzę, że i nawet w Empiku stacjonarnie mają, pogłupieli? W sumie i tak lapka mam bliżej niż Empik, to wiadomo gdzie kupię.
Zapach to u mnie numer jeden. Tutaj bomba zapachowa- świeżo zaparzone kakao Decomorreno. Jest jeszcze to kakao z wiatrakiem, czy to tylko moje komunistyczne wspomnienia? Aromat utrzymuje się długo na skórze i przełazi na ciuchy, ja tak lubię, ale jak ktoś nie lubi- to nie lubi, ale ja lubię, na wuj drążyć temat? Balsam ma konsystencję balsamu, bo przecież nie kiełbasy. Wydajny. Używam od miesiąca dzień w dzień i właśnie dobija dna. Przez pierwsze 20 dni kocham balsamy z pompką, potem ich nienawidzę. W przypadku Palmersika nienawiść przyszła ze trzy dni temu, co i tak jest niezłym sukcesem. Żeby wytelepać drania do końca trochę się gimnastykuję, bo pompka ostatnich trzech centymetrów mazi nie sięga. Ale ja, jako wytrwały łowca, nigdy się nie poddaję. I tak na koniec przetnę flaszkę i wymuskam do ostatniej „kropli”. Jestem Żydem. Wiem.
315 mililitrów kosztuje około 20 złotych. Uważam, że cena jak najbardziej stosowna. Skład fajny, kakao wysoko. Pewnie zaraz się ktoś do parafiny przypierdoli, mi tam ona nie przeszkadza. Jeden lubi ogórki, drugi ogrodnika córki. Balsam szybko się wchłania i przez krótką chwile na skórze zostaje lekki film. Nie jest on tłusty, powiedziałabym, że wilgotny. Skóra po mazidle jest doskonale nawilżona i przyjemnie gładka. Zapach, powtórzę się, zajebisty, choć nie wiem, czy na lato nie za mocno przytłaczający. Nie wiem czy kosmetyk uniesie zwiśluchy, wygładzi rozstępy i inne takie, bo mam skórę jak młode prosie, a jak wiecie prosiaki nie mają cellulitów i innych pierdół na zadzie tudzież kończynach.
Co Wam powiem, to Wam powiem, ale Wam powiem- dupa z balsamu zadowolona i miękka jak dłonie Wenus z Milo haha 😀 Nawet jak tak pomyślę, to może i jędrniejsza ta moja powłoka? W każdym razie nawilżenie na najwyższym poziomie, porno gwiazdy by się takiego nawilżenia nie powstydziły. Czy kupię? A kupię, ale na zimę, na lato wolę coś lżejszego dla nosa. Chociaż powiem Wam, że po opalaniu balsam robi robotę i super się sprawdza. Żądam Palmersa o zapachu aloesu na sezon wakacyjny! Tyle, bo mnie zjedzą motyle.
*tytuł, jak tytuł, wiadomo, że cycki przyciągną więcej osób 😀