Weź tabletkę (czyt. wrzuć monetę)

Chcesz być wiecznie piękna i młoda? Chcesz mieć biust jędrny jak warszawska syrenka? Marzą Ci się włosy mocne jak tytan i pazury jak u kury? A może marzysz o tym, żeby konar Twojego wybranka wiecznie płonął? Twój pies jest osowiały, a jego sierść nie ma połysku? Nic prostszego! Dziś przychodzę do Was z rozwiązaniem wszystkich problemów tego świata. Nie będzie bólu, strachu i wojen, a świat będzie kolorowy, jak na fotkach w gazetce Świadków Jehowy!
żródło-Pixabay
Zdarzyło się tak, że w telewizji leciał jakiś fajny film. Wow. Oglądamy. Reklamy. Jeszcze niedawno w reklamach non stop przewijały się jogurty, ciastka, gazety, filety, skarpety, pierdolety. Ale cóż to?! Teraz niemal wszystkie reklamy, to zachwyty nad suplementami diety. Zaczyna się od płonącego konaru, hemoroidów, suchości pochwy i odporności. Lecimy dalej z cudem na paznokcie, włosy, apatię, apetyt. Potem nadzienie dla dzieci- lizaki na ból gardła, dla młodszych sprej, coś wspomagającego przyswajanie wiedzy. Psu też się coś należy- tabsy na błyszczące futerko, coś dla leniwców, żeby miał więcej energii i jeszcze drobiazg na trawienie dla naszego pupila. Chuj z pochwą, konarem i psem, ale zabiły mnie hasła suplementu dla seniorów- „kup swojej mamie, my jej kupiliśmy, mamusia napierdala teraz fikołki jak radziecka akrobatka, daj mamie,  kup sratytaty” . Mamusia potraktowana jak przedmiot, jak niedołężna kukła, „kupcie mamusi, bo ona se nie kupi, bo to otępiała kretynka, bez orientacji na rynku”. Weź pigułkę! Pigułka dobra na wszystko!
 
Jestem przerażona ilością reklam tych wszystkich gówien. I bije się w pierś- sama brałam jakieś tabsy na włosy. I wiecie co? To wszystko to jedna wielka bujda. Rosły mi włosy, ale podejrzewam, że wszystko na zasadzie placebo. Wszyściutko! Pierdolę, nie biorę. Nic nie recenzuję, bo to szopka jak cholera.
Suplementy diety są wszędzie i prawie każdy po nie sięga. Kupując w aptece mamy przeświadczenie, że idziemy po coś co jest skuteczne, bo przecież reklama jest i produkt apteczny. A gówno. Lek to lek, musi przejść szereg badań udowadniających działanie. Nad lekiem wisi prawo farmaceutyczne, szeregi badań. Nic się nie przemknie- ma działać, albo won! Suplement właściwie nic nie musi, byleby nie szkodził i już. To ja jutro trę pokrzywy, mieszam z miodem, formuję kulki i hopla na ryneczek z suplementem na wszystko. Chociaż te moje tabsy byłyby za dobre- miód i pokrzywa, na coś by jeszcze mogły pomóc. Tymczasem w paramedykamentach mamy składniki z dupy, plus jakieś tam naturalne domieszki. Raczej nie zdechniemy, ale czy to coś da? Śmiem twierdzić, iż wątpię. Nawet jak napiszą, że w środku siedzi 500% jakiejś witaminy, to co mi po tym, skoro wchłonie się kilka procent? Wolę jabłko.
żródło-Pixabay
Rozumiem, że czasami trzeba sięgnąć po witaminy. Zdarzają się niedobory, ale mimo wszystko to nie są cukierki. Wiecie, że witaminy też możemy przedawkować? Szczególnie te rozpuszczalne w tłuszczach. Na przykład nadmiar witaminy A, może prowadzić do kłopotów z wątrobą i kośćmi. To już lepiej wątrobę wódką zaorać, chociaż jakieś melanże pozostałyby w pamięci 😉 Witaminy „wodne” raczej nam nie grożą. Mimo to, trzeba być ostrożnym i o ile lekarz nie zaleci nam pigułek, lepiej sobie ich nie dozować garściami o poranku. Czasami trzeba podratować się kwasem foliowym, tranem, ziółkami, ale nie patrzcie na reklamy i doktora Google! Zaufany farmaceuta, czy lekarz ( o ile nie został uwiedziony wczasami na Galapagos przez jakiś koncern) powie Wam co, jak długo i ile czego brać. Ja nie biorę nic. Jestem czysta i wiecie? Nie choruję, odporność mam jak (odpukać) koń, włosy się błyszczą, a ja nie wyrzucam kasy w błoto.
Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam grypę. W podstawówce? Codziennie rano piję zieloną herbatę z łyżeczką prawdziwego miodu i już. Kiedy w nosie zaczyna mnie kręcić- opierdolę pajdę chleba z masłem i kilkoma ząbkami czosnku, czasami grzańca z miodem i sokiem malinowym. Na drugi dzień nic mnie nie kręci. Co ciekawe, w czasach nastoletnich, pojawił mi się lekki cellulit i wiecie co? Sam zniknął! Bez suplementów. Podejrzewam, że zielona herbata pita nałogowo, odgrywa tu dużą rolę, mocne nacieranie gąbką podczas kąpieli i regularne balsamowanie zwłok tym, co akurat ładnie pachniało i kupiłam. Ni ma. Czary! Wszystko wydarzyło się poza mną, nie zwracałam uwagi, aż okazało się, że pomarańczowej skórki nie ma.. W sumie to nawet mi nie przeszkadzała.
Słowo klucz każdej reklamy suplementów diety to -„pomaga”. „Pomaga, nie leczy, nie gwarantujemy Ci, że przestaniesz łysieć, ale gwarantujemy, że sprawiasz nam radość, napełniając nasze kieszenie. Idioto.”