98 stopni w cieniu, w głowie sieka

No co? Skończyłam remont. Powiedzmy. W tym roku skończyłam. Windows 10 wyjebał mnie z rytmu i kompa, ale już ok, wróciłam do ósemki. Dane cudem odzyskałam. Grzeje. Lato jest, a jak jest lato to musi być gorąco. Trawa w ogródku jest rosnącym sianem. Kupię kozę. Alpaki są fajne. Taka alpaka w ogródku mogłaby mieszkać, żeby tylko nie srała jak dzik. Ale nie jest dzikiem, więc mogłaby być. Ale całe życie w jednym ogródku? Lipa. Lipa już przekwitła i jakaś taka żółta w tym roku. Z gorąca. Lody tylko jeść. Ale obiad na zimno? Opiekacz do lodów by mi się przydał. Taki obiad w sam raz na upały. Ewentualnie zaserwowałabym galaretę z grilla, salceson z ogniska też brzmi dumnie. Łeb pierze to słońce.
Niby 35 stopni, a jak się położysz na ulicy to i 44. Jak włączysz telewizor to 98 Ci wyskoczy. Sorry, taki mamy klimat. Temperatura Mocarz. Grzeje tu u mnie. 3+5+4+4+9+8=33. 3+3=6. Czerwiec to szósty miesiąc i co z tego? Sześć ramion ma gwiazda Dawida. Dawid to imię męskie. Andrzej też. Andrzej to nowy prezydent. Przypadeg? Nie sondze. Jak Wam się żyje z nowym prezydentem? Już wybraliście dni tygodnia, w które będziecie uczęszczać na szóstą (znowu 6!) rano do kościoła? Podobno, kto 3 razy w tygodniu na szóstą nie pójdzie, ten na toruńskie radio 666 złotych zapłaci. Szóstki i trójki…i jak tu w numerologie nie wierzyć? Piekielne rzeczy się dzieją. A jak już przy piekle, upałach jesteśmy, to trzeba w świat ruszyć. Bo zima przyjdzie. Bo śnieg. Bo mróz. To w drogę.
Bo remonty mnie wessały,że nie było kiedy się wyrwać, a jak się wyrwałam to po bandzie. Cyców 4. Z moimi to 6. Znowu szóstka. Wiecie, że tu u mnie mknął niegdyś pociąg relacji Nielisz- Mońki- Cyców? Nie lizałam. Ale w Nieliszu byłam nie raz i nie dwa i nie pięćdziesiąt. W Cycowie cycków nie widziałam, ale udałam się kawałek za titsy nad jezioro Grabniak. Nie było grabów, opalałam się w cieniu pod brzozą smoleńską. Strzałów nie słyszałam. Sławek- nie znam człowieka, ale mówił, że będzie się z synem w podtapianie bawił. Za moich czasów to się dzieci w beczkach po kapuście kitrało, humanitarnie, a teraz do jeziora. Czasy się zmieniają. Chciałam ryb nałapać metodą na psa. Pies do jeziora i gębą łapie, ale nie miałam psa. Ryby za małe. Cycki na plaży jakieś zwisłe. Syrenki wychodzące z wody jakieś takie bardziej jak topielice. Ale plaża była dla vipów. Po 3 złote za sztukę człowieka. Lans. Woda czysta, pewnie dlatego, że kible czyste i za darmo. W końcu vipy. 98 stopni w cieniu, krew się gotuje, świeża kaszanka. Jezioro z 6 razy przepłynęłam. Znowu 6. Przepłynęłam w myślach, na gugle mapsach, bo przecież nie w realu, bo nie umiem pływać, ale to co. Pływanie jest dla frajerów. Po co mam pływać, jak mogę latać?
Żaba mi się w słońcu piecze. Temperatura nie spada. Niech grzeje. Pielgrzymka ma krucho, z buta taki kawał. Może niech im ktoś powie, że autem jest szybciej? Leżałam w ogródku w ostatnią niedzielę. Książka i leżak, taka sytuacja. Idzie coś i fałszuje. ” Po chuj, po chuj” – słyszę jak śpiew kulawy się niesie. Nie wiem po chuj, wy mi powiedzcie. Słucham i słucham, a oni „po chujjjj, po chujjjjj”. Ładnie, se myślę, pielgrzymki ewaluowały, chyba to pokolenie fanów Popka wybrało się do Częstochowy. A oni dalej chujają. Ja wiem, że sporo osób na pielgrzymki chodzi, żeby po nocach buchać się w sianie, ale żeby już pieśni pochwalne ku temu tworzyć? O tempora, o mores! Ale jak mi się wycieczka bliżej ogródka przytoczyła, wsłuchałam się, a oni śpiewają „Pokój, pokój”. Acha spoko. Ktoś doniósł, że pokój remontuję.
Dalej ma grzać i przypiekać. Dobrze. Niech nam słońce salta nakurwia, bo za miesiąc, czy dwa znowu usłyszę, że zimno, że oby do lata. Jest lato, to ma być gorąco.