Przypal trawę, nie żryj dopalaczy!

 

Dzisiaj poważnie, choć w sumie lekko. Pewnie żeby ten tekst był perfekcyjny, przydałoby mi się coś przypalić. Ale palę tylko e-ciga. Bo u mnie wszystko jest e, wszystko online 😉
Dopalacze. Pojawiły się nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy. Za moich czasów…kurwa jak to brzmi … paliło się trawę. Czas jakoś szybko zasuwa, a przecież jeszcze dobra dupa ze mnie. W każdym razie- kilkanaście lat temu, kiedy to człowiek młody był i wakacje trwały dwa miesiące, trzeba było popróbować tego czy owego. Policja za to nie ścigała, bo nie miała pojęcia co to za słodki zapach dymu. A już na pewno nikt na moich wichurach za to nie ganiał. Paliłam. Jezu, nawet się zaciągałam, a nie jak Bill Clinton. Jezu, wszyscy palili. Na 22 osoby w klasie, każdy przynajmniej spróbował. Trawę można było kupić wszędzie i to milion lat temu. Trawa była czysta, nikt wtedy jej z niczym nie żenił. Niektórzy hodowali. Marcinowi (imię przypadkowe) babcia kazała przesadzić „ten ładny kwiatek” zza stodoły w centralny punkt ogródka 😀 Tomek miał cały strych suszu i tapczany powypychane topami. Nikt z prywatnych hodowców nie sprzedawał, kto sobie uprawiał ten się dzielił. Dawno, niedawno, a jakie eldorado. A wcześniej było jeszcze lepiej. Mój pradziadek karmił konopiami krowę, kiedy ta była nerwowa i konia kiedy nie umiał wyluzować. Całe miedze miał obsadzone konopiami, babcia obsadzała kapustę, żeby jej mszyca nie zeżarła. Tak, tak to były konopie indyjskie, a nie przemysłowe. Dziadek aż się ze mnie zaśmiał, kiedy stwierdziłam, że to pewnie konopie włókiennicze. Trawa rośnie tam chyba do dziś, tylko w mniejszej ilości, bo takie mamy czasy, a nie inne, że mój 90 letni dziadziuś dostałby z 10 lat i sto lat śpiewali by mu w kiciu, choć nie pali i nie handluje. Nie, nie powiem Wam co to za miejscowość 😀 W każdym razie trawa była jest i będzie. Jednak w pewnym momencie zrobiła się straszna nagonka. Bo ćpajo, pijo, bijo, gwałco, stodoła i komóra, czy tam Sodoma i coś tam.
Nagle policji zaczął przeszkadzać słodki zapach, a za wyłapywanie małolatów mieli premię. Ale czy trawa szkodzi i uzależnia? Mi ani nie zaszkodziła, ani nie uzależniła. Popaliłam, potem jeszcze od czasu do czasu ściągnęłam buszka i jakoś zapomniałam o ganji. Nie czuję się uzależniona, z 8 lat w gębie tego nie miałam i mnie nie ciągnie. W sumie to strach teraz to kupić, bo urządzają takie mieszanki, że nie wiadomo co w tym siedzi. A gdyby była legalna? Wtedy pewnie przechodziłaby jakieś testy, czy oby na pewno jest to tylko roślinka, a nie jakieś topy moczone w domestosie. Byłoby bezpiecznie. Oczywiście ktoś zaraz powie, że zna osoby, które przez trawę się stoczyły. Ja nie znam. Trawa sama w sobie nic złego z człowiekiem nie zrobi, zauważcie jednak, że gro palaczy dorzuca do tego inne dragi lub alkohol. I czy teraz powiecie, że przez trawę się stoczyli? Uważam, że to wyroby alkoholowe powinny być bardziej kontrolowane. Każdy zna jakiegoś alkoholika. Co alkohol robi z ludźmi, nikomu tłumaczyć nie muszę. Sama praktycznie nie piję, raz do roku okazjonalnie kieliszeczek wódki czy drinka, raz na miesiąc, albo i rzadziej jakieś piwerko i tyle. Nie mam czasu i ochoty na alkohol, szkoda mi kasy, wolę się najeść 😉
Uczepili się tej trawy jakby co najmniej trucizną była. Latają za małolatami co 2 gramy sprzedali. Niby handlarze śmiercią haha no proszę Was! Marihuana to zwykła roślina znana od wieków. Powinna być sprzedawana w Kolporterze. Znam gorsze roślinki- popularny ostatnio barszcz sosnowskiego, albo głupi bieluń, który chyba od zawsze rósł w moim ogródku. Jakoś nikt mnie za bieluń nie zamknął, a przecież jak bym kogoś nasionami nakarmiła to mógłby wyciągnąć kopyta. Trawa nikogo nie zabiła. Ale nie, nie możesz sobie trawy hodować, topów posiadać nie, bo nie. A przecież zakazany owoc najlepiej smakuje. Jeśli ja kilkanaście lat temu nie miałam problemu z dostępem do suszu i to na wsi, to pomyślcie jaki dostęp jest teraz. Ale cwaniaki zwęszyli temat i tak oto mamy dopalacze.
Dopalacze pojawiły się gdzieś koło 2010 roku, przynajmniej w mojej świadomości. Nikt nie wiedział co to, ale było legalne, więc młodzież ochoczo rzuciła się do testów. Ja nie. Nie wezmę do gęby czegoś co składa się z tablicy Mendelejewa. Na fotce sprzed pięciu lat macie zobrazowane co sądzę o dopalaczach- najchętniej spuściłabym je w kiblu. Na bank klop by lśnił. Lśnił by od tej chemii, a i szczury by wyzdychały w kanalizacji. Pchają tam co tylko można wsadzić- tłuczone szkło, domestos, trutka na szczury, denaturat, wszelkiej maści chemikalia i tak dalej. Wszystko niby legalne, ale przeznaczenie zgoła inne. Niby sprzedawcy mają czyste ręce, bo oficjalnie proszki, susze i inne dopalaczowe postacie to produkty nie do spożycia, okazy kolekcjonerskie. Taki tam kruczek prawny. W sumie coś w tym jest- sprzedawca noży, sprzedaje noże do krojenia warzyw czy czegoś tam, a jak ktoś tym nożem konkubinę zarżnie to nie wina sprzedawcy. Dopalaczowy dealer sprzedaje okaz kolekcjonerski, jak się nażresz i wykorkujesz- Twój wybór. Niby wszystko jest dla ludzi. No to spoko- zdrowiej będzie jak napijesz się Kreta do udrażniania rur, przynajmniej lekarz będzie wiedział jak Cię ratować, bo skład na Krecie jest widoczny. Dopalacze nie są dla ludzi, są dla idiotów. Jak taki idiota nażre się, spali czy co tam zrobi z tym swoim Mocarzem, to niech płaci za leczenie z własnej kieszeni. Zjadł na własną odpowiedzialność, niech płaci i będzie odpowiedzialny do końca. Jakiś czas temu niby to rząd dobrał się do dupy sprzedawcom dopalaczy, ale pogadali, pojęczeli, ucichło, a teraz wróciło z podwójną siłą.
Dzieciaki głupie, czy ciekawe- kupują na pniu to świństwo, mimo iż codziennie aż huczy, że tam ktoś umarł, tam ktoś w ciężkim stanie. Dopalaczy nikt nie zlikwiduje, ale marihuanę można by zalegalizować. Tak jak wspomniałam trawy nie palę, ale zasmakowałam i nie widzę niczego złego w jej działaniu. Pomijam już kwestie leczniczych właściwości, bo to dla mnie kuriozalne, że nadal nie można korzystać z darów natury w celach zdrowotnych. Rumianek piją? Piją. Miętę? Też. Dlaczego więc nie marihuana? Roślina jak każda inna. Trawa legalna czy nie i tak jest dostępna. Wszędzie i bez przeszkód, szkoda, że  podziemie żeni topy chuj wie czym, legalna była by czyściutka, albo chociaż czyściejsza. Kasa z podatków- ogromna. Mniej pracy sądów, w których ciągną się sprawy małolatów złapanych z jednym skrętem. Usprawniona praca wielu instytucji każdego by ucieszyła. A poza tym- bawiliście się kiedyś w chowanego po spaleniu? Cała noc w parku i wspomnienia na lata 😉
Miałam szampon do włosów z wyciągiem z konopi indyjskiej, czy to już przestępstwo? Jakie jest Wasze zdanie w temacie dopalaczowo- trawiastym? Sadzić, palić, zalegalizować? A może puścić wszystko z dymem? 😉