Blogerki to ściemniary

Nic bardziej włosowego w piosenkach nie znalazłam, więc niech już będą te kwiaty w szewelurze 😉 Bo dziś będzie o włosach. O masce właściwie. Właściwie, to rzadko kiedy używam odżywek, mam taki zapas masek, że głównie je nakładam na długość.
L’biotica, Biovax, Caviar, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów.
Pudełko kartonowe gdzieś posiałam, opakowanie plastikowe unurane- pokornie błagam o wybaczenie, ale jakby to delikatnie ująć- ujebała się podczas użytkowania. Biovaxy wszyscy lubią. Nad kawiorowym cudem czaiłam się w Esesmanie z miesiąc, czekając na promocję, bo normalnie to maleństwo, 125 ml, kosztuje 17 złotych. Niby nie dużo, ale małe to. Tak się złożyło, że maskę wygrałam, więc jestem 17 zeta do przodu- wódka z czerwoną kartką jak nic hehe 😉 Żartuję, nie lubię wódki.
Maska jak maska- im dłużej ją trzymamy tym lepiej. Trzymałam i 5 minut i godzinę, różnie- kwadratowo i podłużnie. Maska gęsta, z jakimiś kuleczkami. Niby to kawior? Śmię twierdzić iż wątpię. Cholera wie. Zapach intensywny, dla mnie ładny- takie eleganckie perfumy. Włosy pachną długo po użyciu. Ale nie o zapach tu się rozchodzi, a o działanie.
Ble, ble, ble włosy jak z reklamy, ble, ble, ble, takie tam. Ładnie wygładza, ale nie ulizuje włosów, za to plus. Jednak końcówki nie były jakieś mega hiper nawilżone, maska nie podołała na bardziej zmarnowanych połaciach futra. No to tak powiem średnio. Ale lipy nie było, włosy faktycznie jakieś takie bardziej mięsiste, czyli i nawilżone. Błysk jak po wybuchu atomu nie został odnotowany, ale lekki poblask był. Kłaki mimo nawilżenia nie były przeciążone, były fajnie dociążone. Nie licząc końcówek.
Jakiegoś szału ta maska nie robi. Myślę, że sprawdzi się na włosach w przeciętnej kondycji. Na włosach zdrowych niewiele zmieni, a na wymordowane nie zadziała. Ale to tylko moje gdybanie. Nie zachwyciła mnie, ale i nie jestem zawiedziona. Osobiście bananowy Kallos lepiej się u mnie sprawdził, a banan to litr maski za około dychę. Jest różnica. Kawior kupiłabym gdyby był w większym opakowaniu. Pal licho cenę, ale takie małe opakowanie, mimo wydajności, mnie śmieszy. Chyba przywykłam do masek w wielkich baniakach 🙂 Kupię, czy nie kupię? Nie wiem, możliwe, że skuszę się na jakiś inny „smak”, orchidea za mną chodzi. Dobry PR tym maskom zrobiły blogerki…kłamczuchy hehe 😀 Nie no maska jest ok, ale żeby sikać po nogach jaka to jest zajebista, ehhhh zlitujcie się. Ani polecam, ani nie. Produkt ok, ale nie posracie się z radości.