Push up na włosach gwarantowany!

Ostatnio u mnie jakiś Marionowy wysyp 😉 Tym razem też, między innymi o czymś z Marion. Ale nie tylko.
Jak wiecie, albo i nie wiecie, moje włosy są delikatne, lekkie, cienkie i czasami brak im objętości. Na dodatek nienawidzę lepkich pianek, w ogóle żadnych pianek nie lubię. Lakier do włosów mnie wkurwia. Uwielbiam kiedy moje włosy mają swoją naturalną miękkość. Tylko hmmm… lubią się przyczepiać do czaszki na Mona Lisę. Tak, tak Mona Lisa, piękna, tajemnicza postać, ale cholera nie na mojej głowie! Kiedyś trafiłam na fajny sprejuch Wellaflex 2 dniowa objętość i był bardzo spoko. Potem ni z tego ni z owego zniknął. Nikt nie wiedział dlaczego, aż niedawno spotkałam go w Jawie. Wcześniejsza butelka była pękata. Teraz flaszka jest walcowata. No, zobaczcie sobie…
Wella, Wellaflex 2 dniowa objętość, spray do stylizacji na ciepło. 150 ml.
Za starą wersję płaciłam, jak dobrze pamiętam 19,99. Za ten egzemplarz zabuliłam 13 złotych z groszami. Zawsze to plus. Mówię Wam, cieszyłam się jak nienormalna, że spray wrócił i poleciałam do domu w podskokach jak młoda koza. I… i to już nie jest ten sam psiukacz 🙁
Nie wiem czy widzicie, ale na drugim miejscu siedzi alkohol denat. I przy rozpylaniu capi starym żulem. Jak dobrze rozkminiam, to skurwysyństwo może przesuszać i podrażniać i łeb, i czaszkę, i kłaczory, i inne psiukane elementy. Wypali Wam oczy, język i skórę. Potem zabije całą Waszą rodzinę i wszystkich na literę K. No może nie aż tak 😉 U mnie co prawda nie ma żadnych wstrząsów alkoholowych, ale wrażliwcy powinni mieć to na uwadze. Spray unosi od nasady, ale nie jest to zbyt trwały efekt. Włosy co prawda nie są przylizane, ale szału nie ma. Dodatkowo lubi skleić kłaki. Wystarczy przeczesać łeb i włosy się rozklejają, ale kurde…mogłyby się nie kluskować. Produkt nie jest zły, bo daje radę, ale jednak tych minusów jest za dużo jak dla mnie i mam nadzieję, że szybko cholerstwo zużyję.
Po tym jak nigdzie nie mogłam kupić starej wersji Welli, przerzuciłam się na Mariona. I własnie ten spray jest godny uwagi. Kupowałam zupełnie w ciemno. A mimo to, był to strzał w dziesiątkę.
Marion, Termoochrona, Spray dodający włosom objętości, ochrona i uniesienie włosów u nasady. 130 ml.
Przede wszystkim Marianek nie skleja włosów. Nawet jak dacie za dużo, to włosy pozostają lejące i nie będą się sczepiać w nieestetyczne kluchy. Dodatkowo mamy od razu ochronę przed wysoką temperaturą. Włosy suszę letnim nawiewem, ale jednak ochrona zawsze na propsie. Ten produkt, w połączeniu z dużą, okrągłą szczotką, to gwarantowany efekt uniesienia, jak uniesienie na afro. Cały dzień włosy wyglądają przekuwarewelacyjnie! Wiadomo, że w ciągu dnia troszkę włosy opadają, ale nie na Mona Lisę. Nawet wieczorem włosy wyglądają fajnie.
W składzie nie zaznamy żulerskiego składu. Nie ma alkohol denat, a zapach jest przyjemny, typowy dla Marionowej serii włosowej. Włosy świetnie ułożone, lejące, miękkie- zupełnie jakby nie były niczym potraktowane, a jednocześnie objętość jest cudowna. W zależności od ilości jakiej użyjemy, mamy inny efekt- od lekkiego uniesienia- po prawdziwy push up.
Aplikator z wystającym sutkiem jest świetnym ułatwieniem. Niby taki mały pierdolnik, a taki pomocny. Faktycznie lepiej operować tym suteczkiem, niż zwykłym psiukaczem. Dzięki niemu płyn nie rozpyta się po połowie łazienki, tylko tam gdzie ma się rozpylić. Cena tego sprayu to około 7 złotych! Wydajność…taka normalna, ciężko powiedzieć. Stosuję co drugi dzień i na jakieś 2 miesiące spokojnie wystarcza, a może i na dłużej. To już moje hmmm… 5 opakowanie? Aż dziw bierze, że jeszcze Wam o nim nie pisałam!
Jeszcze taka mała rada ode mnie, niezależnie jakim sprayem władacie. Nie psiukajcie mokrych włosów. Najpierw podsuszcie, prawie do końca. Potem dopiero użyjcie objętościopsiukacza. Dzięki temu włosy szybciej wysuszycie, a włosy będą lepiej uniesione. Acha i włosy suszę na nietoperza- głową w dół, to też ma niby działać pozytywnie na ochlaptusy, czy działa nie wiem, ale tak mi wygodnie 😉
Mam nadzieję, że szybko zużyję nietrafioną Wellę, bo Marion stoi i czeka. Jeśli macie dość oklapniętych włosów i tak jak ja nie lubicie „czuć”, że coś macie na włosach- Marion i tylko Marion. To jeden z moich największych hitów. Nie mam zamiaru z niego rezygnować i Wam też polecam z całego serca 🙂