Majowe tradycje, czyli jak dostać samolot

Maj, jak ja lubię maj! To mój ulubiony miesiąc w roku. Sama nie wiem dlaczego, może dlatego, że pierwsza fala upałów przeważnie nastaje w maju. A może dlatego, że ma taką krótką nazwę, albo dlatego, że w większości języków brzmi podobnie? Konwalie, rzepak, kasztany, tulipany, piwonie, jaśmin, konopie, bzy- wszystko co najfajniejsze kwitnie w maju. Zieleń wybucha niespodziewanie, pszczoły zaczynają bzyczeć, a pająki spuszczają się jak Rocco pod moim tarasem. Kilka dni temu strach mnie przeleciał, bo wieszam pranie, a ten mi się tu spuszcza jebanieńki. Nie lubię pająków, ale co mu zrobię, duży był jak mutant, to wolałam nie ruszać. Niech się spuszcza na zdrowie. Chrabąszcze majowe lubię. Lubię jak chroboczą, jak stukają w szyby i jak przelatują nad głową, jak małe helikopterki. A może to są małe helikopterki, tylko ludzki wzrok nie dostrzega ich wyjątkowości. W środku chrabąszcza siedzi jakiś ludzik i struje tą skorupką tak, żeby wylądowała nam we włosach.

A jak zaczyna się maj? Od majówki! Już o tym pisałam TUTAJ, to nie będę się powtarzać. A jak majówka, to grilling kurwa. A jebać biedę! Zimnica ciągnie po kostkach ( to już tradycja), to nie będę na siłę siedzieć nad grillem z glutem po kolana, tylko dlatego, że taka tradycja. Gówno nie tradycja. Tradycja to jest jak Ci na przykład ukradną furę i by go złapały, to muszą oddać samolot, rozumiecie? Nie rozumiecie? To odsyłam do Barei. Se pogrilluję jak się ociepli, nie pali się.
Słońce coraz dłużej wisi na niebie. Dzień dłuższy, cieplejszy. Tylko Zimna Zośka i Trzech Ogrodników- oni lubią zaskoczyć przymrozkiem, ale to takie ostateczne przypieczętowanie ostatnich chłodnych dni. Potem słońce wisi dłużej i dłużej. Moja Mama co wieczór wciąga słońce na łańcuchu do stodoły później, żeby można się nim cieszyć dłużej i dłużej. No, tak bo słońce zawsze trzymaliśmy w stodole, to już taka nasza tradycja. Jak nie ma słońca, znaczy Mama przysnęła, ale luz- latem słońce rzadko kiedy wciągamy. Na wieczór ciężko je ogarnąć, bo nagrzewa łańcuch i potem w paluchy parzy przy wciąganiu do stodoły. Rękawice trzeba zakładać. Takie hutnicze. Ale po co ja Wam to mówię, my mamy licencje na słońce, więc tego.
źródło-pixabay
No i kwitnie to wszystko, te kwiatki. Te pierwsze miłości kwitną na ławkach w parku i pierwsze tulipany z flaszek pod tymi ławkami kwitną. Wybucha wiosna. A wraz z wiosną i kwieciem kasztanowym matury. Achhh co to były za jaja. Matura. Tyle lat się do niej „uczyłam”, więc jak wszyscy się uczyli tydzień przed, to ja imprezowałam i na dobre mi to wyszło. Bez stresu, bez poświęceń i bez przeczytanych lektur, a jednak wszystko niemal na sto procent. Na szczęście jestem tak stara, że i bez matematyki. Na ustnej z polskiego waliły pioruny i kobity z komisji chowały się pod stół, a ja tak lubię burze, że mi szło. Jak ja lubię grzmoty, nawałnice i błyskawice, ach! A potem tęcza i garnczek złota na końcu tej wstęgi. Ile razy nie poszłam po to złoto, to mnie skrzat w chuja robił i złoto zakopywał, ale pewnego dnia wezmę sposobem tego starego strucla. A na ustnej z angielskiego podszedł do mnie nauczyciel i spytał, czy może zrobić coś o czym marzył przez cztery lata szkoły- no to dawajjj. Przyklęknął, pocałował mnie w rękę i powiedział, że jego marzenie się spełniło. Cieszyłam się z matury, bo potem czekał mnie koniec szkoły, która próbowała przytemperować moją kreatywność. Szkoła to złooo, ale i tak lubiłam tam chodzić. Jeszcze w gimnazjum okolczykowałam twarz, żeby mnie Mama mogła rano z łóżka magnesem podnosić. Sprawdzony sposób, polecam. W sumie to lubiłam się uczyć i nadal lubię, ale tylko tego co mnie interesuje.
Wiosna, wiosna, wiosna ach to ty! Bociany mi ostatnio nad chałupą latały, to się drę do Niemęża, żeby szmatami komin pozatykał, bo jeszcze nam jakiegoś gówniaka podrzucą. Ale bociany są fajne, tylko srają niebezpiecznie. Nie chciałabym, żeby się na mnie bocian zrąbał, taki pocisk mógłby zabić.
Wiosną wszystko się może zdarzyć. Na przykład po piątku zawsze wiosną jest sobota, a pierwszy poniedziałek tygodnia zawsze wypada w poniedziałek. W zeszłym roku tylko złapałam zawieszkę i w lipcu myślałam, że dalej jest maj. Ale co z tego? Mi nie wolno? Albo ostatnio, podeszła do mnie  jakaś dziewczynka i dała gumy kulki i lizaka, ot tak. Chciałam oddać, ale się zbuntowała i prosiła żebym wzięła, to wzięłam. Kulki nieźle trzepią, ocknęłam się tydzień później, te dzieci teraz takie przedsiębiorcze- teraz to już sama kupię 😉
Widziałam motyla cytrynka, jak ja je lubię! Moje ulubione motyle, kolor ich skrzydeł to mój faworyt.  Jebać te pstrokate pazie. Teraz to już na pewno będzie wiosna! Teraz tylko wystarczy przeczekać majówkę, bo tradycyjnie jest chujowieńka pogoda. A tradycja to jest wiecie kiedy…jak macie furę to wiecie 🙂