Lew, czarownica i moda ze starej szafy

Będzie modnie i modowo. Kto wie, może buduję sobie na blogu fundamenty pod jakieś stylóweczki kiedyś tam 😉 Ale nie lubię zaczynać od dupy strony, a pokazywanie ciuchów za 2 dolary, wyklikane przez czytelników to dla mnie ( nie obrażając nikogo) poniżenie. Róbcie sobie co chcecie, ale ja nie lubię sępić. Wstęp mi wyszedł zupełnie z dupy. A miało być o modzie. Miało być o trendach. Będzie.
Wyczytałam w mądrej prasie, że na topie mamy teraz vintage i slow fashion. W skrócie- szukamy ciuchów na strychu i dostosowujemy je do dzisiejszych czasów, albo to my dostosowujemy się do mody, która została już zapomniana. A te slowy to modny minimalizm- kupuj mniej, ale bardziej jakościowe ciuchy. Nie kupuj azjatyckiego badziewia.  Problem w tym, że niemal wszystko leci do nas z Chin. Nawet Marc Jacobs część swoich projektów realizuje właśnie w Chinach. Tańsza siła robocza. Cropy i Reportery też są dziergane w Bangladeszach i innych Azjatyckich miejscach. Najlepiej byłoby nauczyć się szyć samemu. Chodzi mi to po głowie, ale obawiam się, że może być ciężko 😉
Jeśli chodzi o modę, o której wspomniałam, to zdziwiłam się troszkę, że dopiero to odkryto. Ale jak to? Przecież jakieś 6-7 lat temu byłam pierwsza 😉 W szafie znalazłam sukienkę mojej Mamy sprzed 20 lat, teraz to sprzed jakichś 27 😉 Materiał absolutnie genialny! Mama bawiła się w kiecce na Sylwestrze w latach osiemdziesiątych. Materiał został wystany w Pewexie, za grube dolary i zdobyty podstępem. Ale jaki to materiał! Intensywny róż, w brokatowe kwiaty, w PRLu absolutnie nie do zdobycia! Sam materiał doskonałej jakości, a brokat do dziś jest na swoim miejscu! Niesamowite! Teraz szmatka z brokatem, po pierwszym praniu, staje się szmatą bez brokatu. Sukienkę uszyła Mama i podbijała w niej parkiety budząc zazdrość. Ja sukienkę odgrzebałam, lekko przeprojektowałam, Mama dokonała poprawek i tym razem ja brylowałam na Sylwestrze kilka lat temu. Każdy pytał gdzie kupiłam kieckę 🙂
Różowa sukienka nadal jest w nienagannym stanie! Zielony pasek heh… sama się teraz z niego śmieję, ale taka była moda 😀 Czy ktoś powiedziałby, że mam na sobie sukienkę, która jest starsza ode mnie? Vintage i slow fashion pełną gębą. Przy okazji możecie podziwiać mnie sprzed kilku lat 😉 Zdjęcia szukałam przez dwa dni, szkoda, że nie mam takiego, gdzie sukienka byłaby widoczna w całej okazałości, ale materiał widać.
Kurcze, tak sobie myślę, że jak ogarnę wszechświat, to może jednak kupię sobie jakąś maszynę do szycia na urodziny? Nie mam serca wykorzystywać Mamę, którą zresztą nazywam moją prywatną Dolcze Bożenną 🙂 Kiedyś w ogóle nie kupowałam sukienek, tylko je wymyślałam, a moja Dolcze szyła moje projekty. Pamiętam jak w szkole średniej wychowawczyni żartem powiedziała, że na półmetek ubierajcie się jak chcecie, byle by nie było dekoltów do pępka. Zgadnijcie jaką miałam sukienkę? Tak, tak- z dekoltem do pępka i to dosłownie. Mina wychowawczyni bezcenna 😀 Lubiłam się wyróżniać i może troszeczkę grać innym na nosie.
Jeśli już o szkolnych imprezach… Jako królik doświadczalny Ministerstwa Edukacji, udało mi się załapać na gimnazjum. Jako trzeci rocznik. Był bal. Królowały wielkie, ciężkie, bordowe suknie na kole, z obrzydliwego materiału. Ja uparłam się na normalną sukienkę, co wywołało nie lada zdziwienie. Co ciekawe, sukienka służy mi do dziś. Została skrócona na mini i co jakiś czas wyciągam ją z szafy, a potem słyszę- gdzie kupiłaś? W Zamościu…ale sklep już dawno zrównany z ziemią 🙂
Taka byłam dżaga 😉 Nawet trwałą miałam na głowie. Sukienka jak najbardziej ok, zarówno kilkanaście lat temu, jak i teraz. Choć teraz jest do połowy uda. Dobrze, że fasony butów się zmieniły 😉
Jak widzicie nowe trendy znam od dawna. Ha! Modę na „starą” modę znała moja Mama i Babcia i Prababcia pewnie też. Moda co chwilę zatacza koło. Najważniejsze to umieć wybrać z przeszłości to co i aktualnie będzie wyglądało fajnie. Ostatnio trafiłam na jakiś vintage-profil na Insta, albo na FB- mokasyny z frędzelkami i taka sytuacja, no kurwa bez przesadyzmu nooo 😀 Ale co kto lubi, ok, ok, ja bym tego nie założyła.
Jak z modą u mnie? Niekoniecznie za nią ślepo podążam, ale lubię traktować ją wybiórczo. Jeśli jakiś element mi się podoba- przenoszę go na swój grunt, mieszając z moim poczuciem estetyki. Lubię intensywne kolory, nieoczywiste zestawienia i efektowne buty. Nie lubię przepłacać za ciuchy, ale przyznaję- jeśli coś mi wpadnie w oko, wydaję grubszą kasę. Owszem, mogłabym się obwiesić metkami, pytanie tylko po co? Nie mam parcia na to żeby nosić na sobie kilka tysięcy złotych. Równie dobrze czuję się w pełnym ałtficie za stówkę. Szmata to szmata, nie ważne za jakie pieniądze. Grunt to tak spasować ciuchy, żeby wyglądać i czuć się dobrze. Kupuję zarówno w markowych sklepach jak i w ciuszkach i to w ciuszkach trafiam najlepsze perełki. Czasem zaglądam do sieciówek, ale jak widzę niską jakość i wysoką cenę- wolę zamówić taką samą bluzkę na Aliexpress, gdzie będzie kosztować 10 złotych, a nie sto. I tutaj ktoś może powiedzieć, że nie powinno kupować się rzeczy z Chin, bo ludzie pracują tam w koszmarnych warunkach. Owszem, warunki są skandaliczne, Chińczyk za godzinę pracy dostaje, uwaga, 12 centów! Niecałe 40 groszy! Tak, to jest skandal. Ale wyobraźcie sobie, że on za te centy nakarmi rodzinę. Jeśli jego fabryka padłaby przez taki bojkot, już nikogo by nie nakarmił. Na jego miejsce jest stu innych, którzy pracowaliby i za 10 centów. To co lepiej pozbawić ich nawet tak małego dochodu? Chyba nie. Ci wszyscy obrońcy praw człowieka, powinni zacząć od pomyślenia jak mogą pomóc pracującym tam ludziom, by warunki ich pracy uległy poprawie. Pusty tekst „nie kupuj z Chin” można sobie w dupę wsadzić, bo gdyby wszyscy przestali kupować chińskie produkty, to bylibyśmy odpowiedzialni za jeszcze  gorszą biedę.
Jak Wy zapatrujecie się na temat aktualnej mody, kupowania z Chin i mieszania trendów? Macie jakiś swój ulubiony ciuch, stylizację? A może chcecie poczytać coś o większej modzie i przy okazji o modelingu? Jeśli tak, to zapraszam Was na bloga Ilony Jankowskiej KLIK, która jest profesjonalną choreografką wybiegową i producentką pokazów mody. Ja, to wiecie, tak sobie tylko pierdolę pod nosem o trendach, z własnej wyczesanej perspektywy 🙂