Baby są pojebane

(Zanim zaczniesz czytać, włącz sobie piosenkę, którą wrzuciłam na końcu).Jakoś nigdy nie miałam dużo bliskich koleżanek. Nie jestem odludkiem, wiecznie obracałam się wśród tłumów, ale lubię zachować dystans. Nie lubię wpuszczać do mojego życia ludzi. Lubię jak krążą wokół, ale przez bramę mogą wejść tylko wybrani. Szczególnie tyczy się to kobiet. Kiedyś pisałam o tym, że Baby są jakieś ǝuʍızp… i ten teks jest nadal aktualny. Ale o babach można pisać i pisać, dlatego dziś napiszę.

źródło- Pixabay

Od dziecka miałam więcej kolegów, niż koleżanek. Tak wyszło, że na mojej wsi chłopców było więcej. Grałam z nimi w piłkę, łaziłam po drzewach, bawiliśmy się w zakłady- czasem wygrywałam, jak wtedy gdy z rozpędu wjechałam rowerem do rzeczki i to bez hamowania 😉 Potem poszłam do szkoły. Mała, wiejska szkółka, a w klasie 7 dziewczyn i ja. Szok. Dobrze, że mieliśmy łączone klasy to mogłam z chłopakami pociupać w piłkę na wuefie, albo pograć na Pegazusie po lekcjach. Miałam wtedy jedną dobrą koleżankę, z którą się trzymałam. Potem w gimnazjum nasze drogi się rozeszły w momencie jak zaczęły nam rosnąć cycki. Mentalnie jednak byłam nadal „chłopakiem”. Myślałam, że nasze nieporozumienie można załatwić po męsku. Wiecie- dać sobie po mordzie i zgoda. No jednak nie…Koleżanka zaliczyła strzała stulecia i prawie padła, a potem nie odzywała się do mnie przez wieki. Znowu szok. Ale jak to? Obraziła się? Po latach się z tego śmiałyśmy, ale wiecie co, żeby przez 10 lat mieć focha? Potem miałam jeszcze dwie dobre koleżanki, z którymi piłyśmy wódkę pod truskawki i robiłyśmy bardzo niemądre rzeczy, bardziej niemądre niż teraz pomyśleliście…jeszcze głupsze…Oj nie powiem Wam, bo moja Mama mnie czyta 😉 Lidzia, Madzia- nasze drogi rozjechały się całkowicie, ale te wspólne chwile…a cholera działo się! Często wspominam. Potem miałam koleżankę ze szkolnej ławki, ale ona też wywędrowała w świat. A teraz? Teraz mam taką jedną katowiczankę, ale oczywiście musi mieszkać fchuj daleko, bo nie ma tak dobrze 😉 Jest jeszcze moja fryzjereczka, z którą można się pośmiać. A ostatnio, mam także stadko przesympatycznych dziewcząt, z którymi przez przypadek zgromadziłyśmy się na tajnej grupie na fb i…tak zostało. Mamy takie wesołe kółko różańcowe sióstr wielokrotnie przełożonych. Wiecie, że żadna z nas nigdy nie kolegowała się z dziewczynami? Dzięki blogowi odzywa się do mnie sporo kobietek, poznałam fajne blogerki. Ale jakiś dystans mam.
źródło-Pixabay
Mam dystans, bo baby są pojebane. Nie wszystkie, nie zadrapcie mnie pazurami! Ale od kiedy dałam koleżance po mordzie, a ona zarzuciła focha, dostrzegłam pewną różnicę między osobnikami z cyckami, a tymi z zarośniętą klatą. Większość bab to emocjonalne dzieci, które tupią nogami i krzyczą jeśli nie mogą czegoś, albo kogoś mieć. Pierdolone złośnice, które wszystko zrzucają na jakieś głupie PMS, albo inne hormony. Ja też się czasem wkurwię, ale jakoś nie robię szopki, jakoś nigdy żadnych napięć i hormonów nie obwiniałam za to, że się zbulwersuję. Idę w kąt i mam ochotę coś rozpierdolić, a że szkoda mi paznokci, to mi złość przechodzi i świat nie musi tego oglądać.
Najgorsza jest ta zazdrość, zawiść, obmawianie siebie na wzajem za plecami. Im więcej bab w kupie, tym kupa bardziej śmierdzi. Śmierdzi i rozłazi się po całej łące, potem ta kupa oblepia plecy każdej z psiapsiółeczek i smród się ciągnie. Koleżaneczki w grupie jedzą sobie z dzióbka, a za plecami mają ochotę wsadzić sobie nóż . Wredne stworzenia. Mimo, że wiedzą, że zaraz ich dupa będzie obrobiona i tak w sekrecie opowiadają, że muszą schudnąć, bo coś jej się przywidziało, że  ktoś powiedział coś, tylko nie powtarzaj. Plotkary.
Najgorzej kiedy w takim stadzie pojawi się facet. Wszystkie frustracje idą na niego. Do tego dochodzi kontrola, zrzucanie na niego win całego świata i wyładowywanie na nim agresji, bo PMS. Taka idiotka każe mu się wszystkiego domyślać, zamiast powiedzieć o czymś wprost. Niektóre biorą biedaka pod pantofel i obserwuję takie kuriozalne sytuacje jak ostatnio w sklepie, że facet dzwoni przy mnie (wybierałam browara na półce obok) do żony i pyta- ” kochanie, a czy ja mogę sobie jedno piwko kupić?”. Nie kurwa nie możesz, kup sobie podpaski, bo jesteś pipą to na pewno Ci się przydadzą!!! Sorry, miało być o kobietach. Jak można być taką suką, żeby facet musiał się pytać, czy może jedno piwo wypić? Już pomijam kwestię, że to chyba dwie lesbijki były, bo to na pewno nie był mężczyzna. Niektóre kobiety posuwają się do jakichś szantaży emocjonalnych, łapania na dziecko, dziwnych sytuacji. Znam także roszczeniowe materialistki, które najchętniej siedziałyby na dupie i doiły kasę od frajera. Tak frajera, bo facet, który się daje, to frajer. Nie wiem, nie rozumiem i chyba nawet nie chcę zrozumieć, skąd to niedojebanie mózgowe u tych lafirynd.
Irytuje mnie kiedy taka kretynka usilnie próbuje wedrzeć się do mojego świata. Kiedy zwraca się do mnie per „kochanie”, zdrabnia moje imię jakby miała za moment puścić srakę po swoich nogach. Kiedy w rozmowie macha rączkami, dziwnie się zbliża, próbując nawiązać jakąś pojebaną więź, której ja absolutnie nie widzę i nawet widzieć bym nie chciała. Co innego miła rozmowa, a co innego próba wdarcia się do mojego ogródka. Nie lubię kiedy ktoś próbuje mnie wybadać, podpytać. Może ja dużo mówię, ale nigdy nie mówię więcej, niż chcę ujawnić światu. Nigdy. To, że jestem osobą miłą dla otoczenia nie znaczy, że mam ochotę nawiązywać jakieś przyjaźnie z milionem ludzi. Im więcej „przyjaciół”, tym więcej wrogów. Moje najbliższe otoczenie to kilka osób, wystarczy mi do końca życia. Lubię ludzi, ale jak patrzę na ten zidiociały świat i te kretynki wokół, wolę zachować dystans. Całe szczęście mam dobrą intuicję i normalnych ludzi wyłapuję w mig.
Ja się nie dziwię facetom, którzy prześpią się z laską, a potem ją zlewają. Bo niektóre idiotki tylko do tego się nadają.
A może to ja jestem jakaś pojebana? 😀