Lirene, pianka do twarzy- czyli jak znów być nastolatką…

Zastanawialiście się kiedyś jakby to było znowu być nastolatkiem? Te pierwsze porywy serca, pierwsze szalone imprezy. Ta siła wewnętrzna, że ja, właśnie ja zmienię świat! Ta dziecięca naiwność i radość z byle gówna. No co jeszcze się działo, te kilka, kilkanaście lat temu? Pryszcze kurwa. Co prawda będąc nastolatką nie miałam większych problemów z cerą, ale coś tam zawsze wyskoczyło. Myślałam, że to już za mną, a tu kurwa zonk. Ostatnio za sprawą pewnego kosmetyku stałam się znowu dorastającą panną i to bynajmniej nie za sprawą porywów serca czy naiwności, a pryszczy haha 😀

Lirene, Young 20+ pianka myjąca do twarzy i oczu. Energetyzująca samba brazylijska z guaraną.

Lirene to fajna marka, lubię, znam, więc skusiłam się na zakup tej pianki. W ogóle lubię pianki do mycia buzi. Kupiłam. Kupiłam za trochę powyżej 10 złotych, w promocji Esesmana.

Zapach ładny, lekko owocowy, pianka o idealnej konsystencji, zbita, jak pianka do golenia. Wystarczy tylko odrobinkę by umyć całą mordę. Wydajna jak licho. Raz nawet zmyłam makijaż, żeby sprawdzić jak sobie poradzi- poradziła sobie pięknie, makijaż zmyty idealnie, a oczy nie piekły. Brzmi jak ideał, prawda? Też tak myślałam. Na początku sprawdzała się super- już myślałam, że znalazłam coś najzajebistrzego na świecie. Ale…Po około 3-4 tygodniach zaczęło mi się pojawiać coraz więcej zaskórników. I więcej i więcej. Zaczęły mi się robić podskórne grudki czyli zaskórniki zamknięte, te otwarte też chętnie wyłaziły. Noszzz kurrr…! Zaczęłam odstawiać to tamto, sprawdzać po czym to cholerstwo wyłazi. W końcu odstawiłam piankę. I włala madafaka. Jest winowajca!

Tragedię z cerą zrzucam na zbyt „mocny” skład. Niby pianka nie wysuszała, ale widać za mocne detergenty zrobiły sobie imprezę na mojej hapce. Tańczyły, hasały i dobrze się miały, a ryj cierpiał jak szwaczka w Chinach. Strasznie się zawiodłam na tym myjadle, tym bardziej, że fajnie się zapowiadało. A miało być tak pięknie…

W tej chwili buziak wraca do siebie. Znalazłam ( mam nadzieję) coś lepszego do mycia. Trafiłam na super krem- o nim napiszę wkrótce. Widzę znaczną poprawę. A piankę wykorzystam do mycia pędzelków makijażowych, bo nie lubię jak coś się marnuje 😉 Nawet jak coś jest do dupy to staram się to zużyć do innych celów.

I tak oto przez chwilę byłam znowu nastolatką. Jednak wolę być starą kozą 😀

Nie polecam tego paskudztwa. No chyba, że chcecie cofnąć się o kilka lat hehe 😉