Irytujące pytania o…związek.

Ostatnio opuściłam się z moimi celebryckimi przemyśleniami, tymczasem dostaję sygnały, że gawiedź czeka na więcej pisaniny. Nie martwcie się, pomysłów mi nie brak. Dziś przyjrzyjmy się naszym związkom, otoczeniu oraz wkurwiającym pytaniom o nasze prywatne sprawy. Z góry zaznaczam, że przedstawiam mój punkt widzenia, więc jeśli jesteś osiemnastoletnią mamą i jest Ci z tym dobrze, to nie mam nic przeciwko. Każdy ma swoje zdanie na każdy temat, nie rozumiem tylko dlaczego innym czyjeś postrzeganie świata nie leży.

Fotka z darmowego stocka.

Masz chłopaka…to kiedy zaręczyny?

Nigdy. Za 20 lat. Pojutrze. Co Cię to obchodzi? Ludziom się w dupach przewraca i dopytują, jakby ten szczegół z Twojego życia miał zasadniczy wpływ na ich egzystencję. Jeszcze lepsze są laski, które na forach i innych internetach dopytują jak zmusić faceta do zaręczyn. Szukają jakichś durnych porad, bo przecież są z facetem od roku, dwóch, pięciu, a on nie kupił pierścionka. Brawo, gratuluję- pierścionek podstawą udanego związku. Faceci szukają z kolei porad jak zamknąć gębę lasce, która ciągle niby od niechcenia domaga się kawałka złota, najlepiej z brylantem wielkości zaciśniętej pięści niedźwiedzia. Faceci dopytują kiedy jest odpowiedni czas na zaręczyny. Jeśli nie wiesz kiedy, to nie jest ten czas. Zdecydowanie. Jeśli będziesz miał pewność, że to ten czas, to nie będziesz szukał porad online. Jeśli facet ulegnie naciskom to jest cipą, jeśli kobieta naciska to jest chujem.
Nie ogarniam ludzi, którzy ciągle dopytują kiedy te wasze zaręczyny. Już tyle czasu jesteście razem, musicie się zaręczyć. Mus to się wysrać, drodzy państwo. Zaręczynowe złotko noszę od kilku lat, po dobrych kilku latach związku założyłam je na palec. Bez nacisków, bez szału, bez głupiego bukietu kwiatków, bez wieśniackiego klękania, bez sztucznych teatrzyków, bez rodzinnego spędu. Ja i on i deklaracja bycia razem. Nikomu nie mówiłam, nie chwaliłam się, nie wpierdoliłam miliona zdjęć na fb. Dopiero niedawno zmieniłam status związku na fejsie i to tylko dlatego, żeby Mohamedzi, którzy natrętnie do mnie piszą spierdalali 😀

Zaręczeni…to kiedy ślub?

Oooo na tym etapie jestem od kilku lat, ciągle tego słucham. I będę jeszcze trochę słuchać, bo mi się nie pali. Papierek. Jeśli sami przed sobą zadeklarowaliśmy, że się kochamy, to żadna instytucja tego nie zmieni, ani na lepsze, ani na gorsze. Przyjdzie czas to się pójdzie do USC i podpisze się papier. Albo wyskoczymy sobie na wycieczkę i wrócimy z aktem ślubu. Albo odbije nam jeszcze coś. Albo dalej będziemy sobie żyć tak jak żyjemy bez papierków.
„Ale przecież każda dziewczynka marzy o pięknej, białej sukni. Ten dzień jest taki wyjątkowy…” Nie każda. Nigdy nie chciałam mieć białej sukni za kilka tysięcy, która pałęta się między nogami, błyszczy jak psu jajca i waży sto kilogramów, podczas gdy w dniu imprezy słupki rtęci pokazują 30 stopni. No, bo ślub bierzemy w miesiącu z literką „r” w nazwie, żeby się w małżeństwie powodziło, buty wystawiamy na parapet i inne brednie. Potem jest wielkie wesele. Zastaw się, a postaw się. Zaproś wujka, którego nigdy nie widziałaś na oczy. Wujek się napierdoli i będzie wynosił flaszki za pazuchą. Ciotka będzie lazła na szwagra chrześniaka kuzyna ojca. Sąsiad zaśnie z kluskami z rosołu na wąsach.  Ten dzień jest taki wyjątkowy. To tylko jakieś 30-40-50 tysięcy za całonocną imprezę z ludźmi, z którymi normalnie nie gadasz. Super. Nie moja bajka. Wolałabym te 40 tysięcy przepierdolić na fajnych wojażach, niż dać pić i źryć szwagra wujka ciotki syna kochanki sąsiada ojcu.

Po ślubie (albo już tyle jesteście razem)…kiedy dziecko?

Kiedy, kiedy? Zazwyczaj 9 miesięcy od poczęcia. Niby ślubu nie brałam, ale jestem już taka stara, że niektórzy atakują mnie w kwestii rozmnażania. Wiecie co usłyszałam niedawno od osoby hmm bez perspektyw, bez pracy, domu, wsparcia w mężu za to z kilkuletnim dzieckiem na czterech metrach kwadratowych? Że powinnam się pospieszyć, bo już mało czasu zostało mi na dziecko. Ryli? Ja pierdolę, ja nie dobijam do pięćdziesiątki, tylko do trzydziestki. Powoli ogarniam sytuację materialną, remontuję dom, żyję. Chcę nacieszyć się związkiem, łażeniem z gołą dupą po domu, wstawaniem w południe, chcę wyskoczyć w kilka fajnych miejsc. Mam ochotę na bycie sobą. Uwielbiam dzieci, ale cudze. Swoje będę kochać, ale wtedy kiedy ja ich  zapragnę, a nie zapragnie ich osoba, której małżeństwo wisi na włosku. Ta osoba miała wystawne wesele, drogą suknię, wymuszony pierścionek i ślub w miesiącu z literką „r” w nazwie. Ma dziecko, które nie szanuje ani rodziców, ani nikogo w swoim otoczeniu, a ma dopiero kilka lat! Ma męża, który jej unika i kredyt za wesele do spłaty.
https://www.quickmeme.com/meme/3sbecp
Jakże irytują mnie dociekliwi ludzie. Jakże miałabym ochotę powiedzieć im wprost „zamknij gębę, spójrz na siebie”. Stety, niestety staram się taktownie wymigiwać od odpowiedzi. Albo mówię wprost- to moja sprawa. Obawiam się, że głupie pytania nigdy się nie kończą, a im głupszy jest pytający tym więcej chciałby wiedzieć.
Jak wezmę ślub to wezmę, jak nie to nie. Jak zapragnę dziecka to urodzę dziecko. Bez szopek, bez ceregieli, bez wklejania fotek z usg na fejsie.
Jeśli te wszystkie etapy macie za sobą i myślicie, że macie z głowy głupie pytania, to się mylicie. Potem zacznie się to…
Kiedy ktoś znowu zapyta mnie o moje życiowe plany, to dam mu link do tego posta. Najwyżej się obrazi. Mówi się trudno, nie będę się otaczać idiotami 😀 Jeśli macie ten sam problem- też możecie dać link nachalnemu pytaczowi, chyba, że wolicie dać w mordę 😀