Błyszczyk City Chic- jak sprawdza się na wsi ? ;)

Też tak macie, że czasami mała, niepozorna rzecz cieszy Was bardziej niż coś mega hiper bajerzastego? Na spotkaniu blogerek wpadł mi w ręce pewien błyszczyk od Miraculum. Niepozorny. Nawet nie zwróciłam na niego większej uwagi. Ale, że lubię mieć „coś” na ustach sięgnęłam po niego ot tak.

Virtual, City Chic lip gloss, Kremowy błyszczyk do ust. Odcień 35- like candy.

Opakowanie normalne, aplikator gąbeczkowy, bez udziwnień i sensacji jak z „Bulgarskiego pościkku”. Taki zwyklak. Trzyma się 2-3 godzinki bez sensacji, ale ja od błyszczyków wiele nie wymagam. Kosztuje około 12 złotych. W opakowaniu ma oczojebny, różowy kolor.  Bez obaw- na ustach zamienia się w piękny delikatny róż. Sami zobaczcie.

 

Prawda, że uroczy? Usta zajebiście się po nim błyszczą. Żadnych pierdół, brokatów, nic zbędnego. Blask i delikatny kolor, czyli to co najważniejsze (przynajmniej dla mnie). Błyszczyk jest gęsty i raczej się nie lepi, choć jest wyczuwalny na ustach. Pachnie lekko owocami, nie potrafię określić jakimi- coś pomiędzy melonem, a malinami. Błyszczyk ma niby nawilżać, nie wiem czy nawilża, ale na pewno nie wysusza 😉

Prezentacja na ryju. Fajny błyszczyk, taki zwyczajny, ale jednocześnie na tyle dobry i lśniący, że się z nim nie rozstaję. Lubię pomalować sobie usta tintem z Bell, którego kolor trzyma się dobre 6-7 godzin, a na to zapodaję ten błyszczyk, żeby usta lśniły. Tutaj przedstawiam go solo, tak też się sprawdza.