Śmieszno i straszno, czyli moje przygody w salonie kosmetycznym

Czy ktoś oglądał kiedyś taki program…chyba nazywał się „Zawody”? Ludzie opowiadali o różnych przygodach, które ich spotykały w pracy… W swoim życiu byłam już wielozawodowcem, ale dziś chciałabym się z Wami podzielić przygodami z salonu kosmetycznego, w którym spędziłam prawie dwa lat i…chyba już nie chciałabym tak pracować, chyba, że mi się kiedyś odmieni ;).

Z mojej strony starałam się wywiązywać z obowiązków na jak najwyższym poziomie i większość klientów to doceniała. większość 🙂 Bywali dziwacy…Posłuchajcie 🙂

Przypadek 1.

Pani numer 1. Nazwijmy ją Kunegunda. Kunegunda przychodziła regularnie. Na brwi i rzęsy. Henna, regulacja te sprawy. Przy okazji Kundzia wypytywała o wszystko! „A ile to pani zarabia”- „wystarczająco”- odpowiadałam, ale w głębi duszy miałam ochotę powiedzieć „gówno Cię to obchodzi stara ruro”. Oczywiście z uśmiechem na twarzy aktorzyłam jak stary wyjadacz, nawet mi powieka nie drgnęła, ale miałam ochotę wydłubać starej oko starym pilniczkiem. „Wystarczająco to ile?”, „Tyle, że mi wystarcza” (a w myślach „ty stara małpo”). „A nie lepiej by było na swoim? A szefowa to miła, oj chyba jednak pani nie wiele zarabia, jak nie mówi”. „Chuj cię to obchodzi parszywcu’- miałam w myślach, a na ustach słodki uśmiech. Pytań było cały wór- ile pracuję, po ile godzin, a czemu to kosztuje tyle, a nie tyle, a czemu to tamto, dlaczego śnieg jest bały. Rura zawsze zostawiała fajne napiwki, jakby miała wyrzuty sumienia za swój długi jęzor. Dzięki napiwkom jakoś się trzymałam, ale zawsze miałam ochotę jebnąć jej wiązankę.

Przypadek 2 i 3.

Smrody i niereformowalni. Oj było ich trochę. Ale najbardziej zapadła mi w pamięci kobita, nazwijmy ją Tereska, która przychodziła regularnie na brewki i malowanie paznokci z brudem pod spodem. Żadne tam mani, miało być same malowanie, a bród pod pazurem miał zostać, miło moich delikatnych sugestii. Oprócz brudnych paznokci zawsze śmierdziała. I to capiła dobitnie tak, że po jej wyjściu trzeba było robić przeciąg w salonie. Słuchajcie jak ona waliła capem to ludzkie pojęcie przechodzi! Pot co najmniej dwutygodniowy! Bleee! Ale zrobiona zawsze- perfumy na tym szambie dawały dodatkową moc. Wyobraźcie sobie, że musiałam się do niej nachylać i mieć ją blisko, za blisko… Do tego była niereformowalna jeśli chodzi o brwi. Blondynka z trwałą i zawsze, ale to zawsze, życzyła sobie czarne, wąskie brwi- nitki. Kurwa. Jak tu ją tak zrobić? Jak wylizie ode mnie z taką nogą pająka nad okiem, to ludzie powiedzą, że ją oszpeciłam i cała moja renoma też w pizdu i wyląduje. Ale ona tak chce! I nie ma zmiłuj! Smród i klasa w jednym…jezusicku! Babka była fifa- rafa, dama na salonach, szkoda, że nie wiedziała co to woda i mydło i ciut gustu…

Przypadek 4.

Wesołe żule. Wbija mi pacjent, powiedzmy Józek, znany okoliczny pijaczek. Ten chociaż nie śmierdział, choć zawsze był cyknięty. On chce brwi jebnąć. Woskiem! Koniecznie! No spoko Józek siadaj na rydwan, będziemy drzeć. A brwi miał krzaczaste, że ho ho. Rach- ciach i po kłopocie- serio wyglądał o niebo lepiej. Bał się jak diabli, ale rzucił okiem w lustro i był zadowolony. Zapłacił i wyciąga dwie dychy napiwku. A ja karpik. Pytam się czy wie ile mi daje. Wie- tyle co flaszka. Pytam się czy to na pewno dla mnie. „Tak pani kochana nie dość, żem flaszkę wygrał to i lepiej wyglądam tera”. Ja znowu karpik. „A bo na napiwek myśmy się z chłopakami zrzucili, bo mi nie wierzyli, że se woskiem kłaki wydre. Jeszcze żem flaszkę wygrał za to, jestem do przodu hehe”. Ja znowu karpik. Patrzę w okno, a za oknem „chłopaki” już się cieszą i flaszką machają. Zonk. Józek tego samego dnia zasnął pod moim oknem jak długi.

Przypadek 5.

Ekshibicjoniści. Akurat byłam sama w salonie. Przychodzi facet koło czterdziestki. Elegancki, na oko sympatyczny, widać, że czuje się zajebisty, prosi o zrobienie brwi. Okej nie ma sprawy, zapraszam go do gabinetu, proszę żeby usiadł, a ja w tym czasie założę fartuszek. Wracam po krótkiej chwili, a elegancki pan siedzi w samym tiszercie i macha pindolem. Pytam się elegancko ukrywając zmieszanie dlaczego zdjął spodnie i bieliznę. Palimy głupa, palimy głupa…jestem tu sama! A, bo on sobie pomyślał, że zaczniemy od dołu depilację i mruga oczkiem. Bez grymasu na twarzy odpowiadam, że przykro mi, ale na to się nie umawialiśmy i jestem zmuszona odmówić. Pełna profeska, kamienna twarz, chociaż nie wiem czy mam się śmiać, płakać czy spierdalać w podskokach. Facet poruszony moim zdecydowanym sprzeciwem nie wie co powiedzieć, więc proponuję, że wyjdę, a on się ubierze. Ubrał się, wyszedł z gabinetu, zmieszany powiedział do widzenia (oby kurwa nie! ) i spierdolił, a ja siadłam i złapałam oddech. Dobrze jest mieć zdolności aktorskie.
To tylko część moich przygód, te są najbarwniejsze, ale działo się więcej- śmieszno i straszno, różnie bywało 🙂
A Wy macie jakieś zawodowe przygody ? Podzielicie się nimi ze mną? Chętnie poczytam 🙂