Deutoplazma, hit kłaczanki!

Dzień kłaczanki, dzień kłaczanki 😀 W końcu pozwoliłam sobie na wynalazki 🙂

Jabłka to dekoracja, bo mi się pusto na fotce wydawało 😉
Dziś przyfasoliłam mojej szczecinie naturą. Roztłukłam jaja na głowie, pokropiłam cytryną i podlałam oliwą. No może nie do końca tak to wyglądało 😉
W miseczkę wbiłam dwa żółtka i dodałam łyżkę oliwy. Do tego nakropiłam porządną łyżkę soku z cytryny. Wymerdałam dobrze widelcem i postanowiłam nałożyć miks na włosach. Niestety wyszła totalna rzadzizna. Musiałam ratować się maską do włosów.
Tak, na opakowaniu widzicie mój włos, pardon, nie obczaiłam wcześniej. Dodałam tej oto zacnej maski, żeby konsystencja była w miarę przyzwoita. I zaprawdę powiadam Wam, dało się już toto nałożyć, nawet nie spływało. Nałożyłam na szewelurę mieszankę jajcarską. A włosy moje całą noc olejkiem utytlane spędziły, więc na ten naoliwiony łeb łapu capu poszła mikstura. Na ten galimatias czepek i czapka coby mi się jaja zagrzały jak należy, a dobroć w kosmyki wniknęła jak ta lala. W czasie gdy eliksir począł działać, ja oddałam się kąpielom uroczystym, odnóża swe liczne nacierałam pachnidłami, na twarzy maseczka, wcześniej peelingi i inne dziwadła. Odprężyłam się przy niedzieli jak  ministrant po Snickersie. Minęło dobre pół godziny, może lepiej. Zdjęłam czapę, zdjęłam czepiec i ahoj przygodo! Zmywamy gałgana!
Jako że kawy nie pijam, to kofeinę przemycam w szamponie. Alterry to fajne szampony. Szczególnie jak się większą flaszkę w promocji trafi. Wyszorowałam się z tej jajecznicy, coby nie śmierdzieć jak kura spod ogona. Chociaż to jajo nawet nie waliło jakoś sromotnie, może cytryna zabiła smród ? Tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Zmyło się wyśmienicie. Aż żem się kurwa zdziwiła 😉
Kiedy włosy podeschły, dałam kropelkę olejku na końce, troszkę termoochrony na całość i dosuszyłam gamoni.
No i co myślicie? Po tych eliksirach włosy nabrały blasku. Podejrzewam, że to podstępna jak baba z Radomia, oliwa dodała im blasku. Włosy zrobiły się troszkę sztywniejsze, to chyba są jakieś jaja? Cytryna też chyba przyczyniła się do większego lśnienia. Włosy fajnie dociążone i sypkie. Troszkę za mało im uniesień, tych od nasady. Trzeba było nie pchać tej maski w okolicę skóry głowy, ale już za późno. Tragedii nie ma w każdym razie. Jest dobrze, jest fajnie, jest tak naturalnie, że ekolodzy wstali i zaczęli klaskać w autobusie.
Tu się troszkę kłaczki roztrzepały, ale nie ma lipy. Ogólnie jestem zadowolona, ale jak dla mnie to za dużo pierdzielenia z tym wszystkim. Raz na jakiś czas mogę pokombinować, ale częściej niż raz w miesiącu chyba mi się nie zechce. A, no deutoplazma to określenie żółtka, tak chciałam tylko przykozaczyć, że mam dostęp do internetu 😉
 A Wy próbujecie takich wynalazków? Może macie jakieś inne domowe mikstury, których dziarsko używacie i możecie mi polecić? Chętnie wypróbuję 🙂
Jeszcze małe wtrącenie na do widzenia.
Postanowiłam przez zimę nie farbować włosów. Ogłaszam wszem i wobec „Zimowe bezfarbie”. Chcę dać moim włosom pożyć. A zimą odrost mi nie straszny. Pracuję w domu, niewiele się szlajam, w razie nagłych wypadków mam czapkę 😉 Na wiosnę znajdę jakąś fajną farbę lub hennę i pomaluję na kolor zbliżony do moich naturalków, czyli ciemny, zimny brąz. Jeśli znacie takie farby, proszę o polecenie już dziś. Zaznaczam, że zależy mi na farbie w miarę naturalnej, bezpiecznej, a nie jakieś Syossy i inne Garniery. Ktoś się przyłącza do Zimowego bezfarbia?
Tymczasem borem lasem! Miłego niedzielnego wieczoru, piwka wieczornego, ciasteczka, jabłuszka, zakupów, czy co tam macie w planach 🙂