Będziesz moja… szmato!

Dawno nic nowego nie zeszmaciłam. Dawno już byłam na polowaniu ciuchowym po zawiłych ścieżkach drugiej ręki. Ale pokażę Wam zaległe zdobycze i pomarzę o wolnej chwili by móc wybrać się na jakieś szmaciane polowanko.
Jedziem Mańka!

Kufajka, nowiuśka za jakieś 8 złotych. Dobrze ceny nie pamiętam, za wszystko żałuję. Pasik więzienny w sam raz dla mnie- człowieka uwięzionego w sieci z tatuażem na plecach prawie takim jak miał Michael Scofield, którego to skazali na śmierć i uciekał z pięć sezonów z kicia. Eligancki łach, komary nie gryzą, zad zasłania, nerek nie przeziębię mimo iż haleczki nie noszę. Haemy jakieś to zrobiły, srać na firmę.
Kolejna kufajka, zwiewna jak wymioty na wietrze wydalane przez okno w pędzącym pociągu. Kwintesencja romantyczności. Komuś się nie chciało rękawów robić, ale co się dziwić skoro zapłaciłam piątaka za tego motyla. Ma tam jakieś dziury, gdzie można wsadzić ręce i tak to lata przy tułowiu jak chce i kiedy chce. Fajnie wygląda i jest przyjemne w dotyku. Szkoda, że bure. Mogłoby być jakieś neonowe, ale co ja mam do gadania. Za te pieniendze nie będę się awanturować. Chociaż w sumie to bym mogła, bo krawata nie noszę, a każdy wie, że klient w krawacie jest mniej awanturujący się.
I znowu tak kuresko romantycznie. Kwiatki, motylki, falbanki…idzie się porzygać. Ale bluzczyna świetnie się układa, podkreśla kształty. No chyba, że ktoś nie ma kształtów- taki zając bez kości na przykład wyglądałby jak flak. Ale zające nie noszą bluzek. Futra noszą. Burżuje pierdolone. Dekolt daje radę, jak ktoś dekolty lubi. Ja lubię. Całe 10 złotych zapłaciłam- o ja rozrzutna. Nie lubię motylków i kwiatków. Tu znoszę, bo reszta prezentuje się przekusuperomegototaldobrze.
Z tyłu również poniewierają się te falbanki, a do tego jeszcze dwa skrzyżowane sznurki. Nie wiem czy to jakiś znak szatana, czy raczej symbol anielski czy jakiś egipski, ale wygląda zajebiście. Tak, wiem znowu przeklinam, a dziewczynie nie wypada. Sraty taty gacie w kraty. A skoro mowa o gaciach…
Kalison zimowy, wersja hard- jeans. Super slimy. Czyli wciśnie się tylko taka dupa, która nie ma nadmiaru w obwodzie. Moja się wciska, bardzom rada z tego powodu. Rureczki tego, teges szmeges. Siwe. Jakieś Denimy czy inne takie. Aliganckie i do gnojowcy i do kościołu. Tylko należy pamiętać, że po gnojowicy, a przed kościółem trza przeprać w wartkim strumieniu. Jest szpan we wsi, ni ma co, dyszka zapłacona, a radość ogromna. Oczywiście nogawki skróciłam, to znaczy moja Matka Boska skróciła, bo ja jestem lewa. Umiem przyszyć guzik, małą dziurkę załatać, ale na tym moje umiejętności się kończą. Ale my z Matką Boską to dobry tandem- kiedyś ja projektowałam sukienki, a Ona mi je szyła. Minge może się schować, bo moja Dolcze Bożenna jest the best!
Drugi kalison, za 4 złote. Od Marków i Spenserów i innych tych projektantów z „Mody na sukces”. Spektra, Spensers to chyba z jednej rodziny, krewni Foresterów, siostra szwagra matki wujka stryja córka to była siostra brata ojca stryja konkubina w tym filmie, zgadza się? Gacie wyjątkowo niefotogeniczne, no bo co tu fotografować- getry jak getry, czy jak Wy tam mówicie ledżinsyyy.
Sukienczyna za 8 złotych. Ładna, koronkowa, miła w dotyku. Taka trędi, bo boczki czarnym wyszczupla. Taka pieseł wow. Tylko za krótka. Jakby to ładnie ująć- dupa mi wyłazi i radośnie klaszcząc pośladkami raduje się z tego, że ma okazje oglądać otaczający świat. Dupa ma zabronione wyglądanie, toteż kalison pod spód zakładam i traktuję sukmanę jak tunikę. To jest niby jej przód.
A to jest niby jej tył. Tylko, że ja zakładam ją tył na przód, bo lubię dekolty na cyckach, a nie na plecach. Na plecach nie mam cycków. Jak mi będzie zimno w cycki to założę jak projektant przykazał. Fakinguniwersalny łachman!
Chodaki. Popularnie zwane- sandały z koziej pały. Za 10 złotych. W zeszłym roku miałam identyczne. W tym roku, w tym samym skamie znalazłam takie same, nówki nie śmigane. To znaczy już śmigane, ale przeze mnie. Mega wygodne! Lata się w nich jak śmigiełko. Mogłabym w nich świat przemierzyć, oczywiście w góry nie polecam. Ostatnio było głośno o pomyleńcach, którzy wybrali się na górską wycieczkę w sandałach. Gratuluję głupoty. Jedyny minus moich kozich sandałów jest taki, że są japonkami i skarpety ciężko się do nich wkłada. No cóż…nie jestem stuprocentowym Polakiem 😀
I na koniec kozaczki, botki za 13 złotych, nóweksy. Ładne, takie różowe. Jakieś tam ćwieki czy coś. Szpileczka jest jak ta lala. Tylko kułwa dziury mają na paluchach. Śnieg mi będzie wpadał, niech to jasna Anielka! Ehhh, myślę, że nadadzą się na okres przejściowy, gdy to już upałów nie ma, a jeszcze zimno nie jest. Takie świńskie, różowe raciczki na cieplejszą jesień, będę w nich trufli szukać.
Bedzie?
Starczy Wam ?
Tyle mam, tyle opisałam.
Jak znajdę chwilę to polecę na nowe łowy i na widok perełek zakrzyknę radośnie- będziesz moja… szmato!
Ahoj 🙂