Walki drogeryjne, part 2.

Dziś wystartowały Essesmańskie walki drogeryjne, part 2 – czyli kosmetyki naoczne ze zniżką 49%.
Miało być kulturalnie, bez szału. Miałam tam pójść na lajcie i kupić zielony tusz i liner, no może po dwa- na zapas. A wyszło jak wyszło.
Wpuścić babę do  drogerii, niech Ci ona ma jeszcze parę złotych i chwilę czasu i amen. Wylezie rozczochrana i szczęśliwa z paragonami wyłażącymi z każdego zakamarka.
Tak to wygląda w praktyce, pełen tobół i szczęśliwa gęba.
Najpierw mój dzielny i niesamowity szofer zawiózł moją podjaraną osobę do Essesmana w centrum. Błąd. Wlazłam tam rozochocona, a tam baby poprzyklejane do szaf. Siedzą tam uczepione jak mała małpa pleców starej i syczą. Wybierają co lepsze kąski i syczą. Syczą, a ja rozumiem przekaz- „nie podchodź jak Ci życie miłe”. Złapałam tusz z Evelinki i…i dupa. Półki puste. Zielonych tuszy brak. Linerów brak. Na szczęście znajoma ekspedientka wydłubała mi jeden liner z szuflady. Podeszłam z niedosytem do kasy, zapłaciłam kilka złotych i już.
Jedziemy do drugiego Essesmana. Ja nie zasnę bez zielonego tuszu za kilka złotych! I poszłooo…
Drogeria na zadupiu miasta powitała mnie pustkami. Jak ja uwielbiam to miejsce! Zamiast tuszu i linera dorzuciłam coś na pocieszenie. I tak z pełnym tobołem powróciłam do posiadłości.
Tusz z Eveline wpadł mi w oko u Czarnulki . No i co ? Ja nie wezmę? Ja?! Wzięłam, kupiłam, bo podoba mi się efekt wielgachnych rzęs. Będziemy testować i się jarać jak ksiądz nowym ministrantem!
Mój zielony ulubieniec z Wibo, musiał trafić do koszyka, no musiał i już. Opisałam go TU O TU – no celuj myszką 😉
I niebieskie coś z Wibo, co to ponoć jest wodoodporne i mam nadzieję, że sprawdzi się latem, oby tylko nie w deszczu, bo ja latem deszczu nie chcę 🙂
Cienie bez ściemy. Jak Buzię kocham, że to cienie.
Wibo paletka Make Up Box. Kupiłam, bo jak tu nie kupić jak kosztowała około pięciu złotych. Prawie darmo to co miałam nie brać? Błyszczy się, ma ładne kolory. No wzięłam, wzięłam, co zrobić- boku se nie wyrwę.
Color tattoo też musiałam wziąć. Siedział na półce, łypał do mnie złotym oczkiem. Raz łyp. Myślę sobie, na wuj mi on? Drugi raz łyp-niby zawsze chciałam go kupić, ale sępiłam na niego dwadzieścia parę złotych. Trzeci raz łyp- a pies mu mordę lizał, wezmę. Wzięłam.
No i mój matowy kreślak, niezawodny- TUTAJ historia naszej znajomości. Najpierw kupiłam jeden. W drugim Essesmanie pomyślałam, że trzy złote z groszami to takie pieniądze jak nie pieniądze i dokupiłam drugi. Będę miała zapas do końca roku.
Z walk wyszłam bez obrażeń, bo w porę uciekłam do bezpiecznej drogerii na peryferiach miasta. Ale Was ostrzegam! Baby strasznie syczą, kiedy próbujecie zbliżyć rękę do przecenionych skarbów. Wybierajcie miejsca zakupów z rozwagą, żeby nie stała Wam się krzywda.
Ostatnia część przygód- w przyszłym tygodniu. Do Nutrii na 40% zniżki być może doczłapię po długim łikędzie, ale nie wiem czy coś tam jeszcze zostanie- może to i lepiej 😉
A Wy co upolowałyście lub zamierzacie wyrwać z gardzieli przecenowej ?