Menu

piątek, 14 kwietnia 2017

Apteczka Agafii, Aktywne serum ziołowe na porost włosów, mój aktualny numer jeden

Który to już rok pastwię się nad włosami?  Kolejny...Ponad trzy lata minęło. W międzyczasie wpadłam na pomysł, że chcę mieć naturalny kolor na całości, więc co roku leciało po 15 centymetrów kudłów. Czasami i więcej. Żeby to jakoś szybciej odrastało czepiałam się wszelkich wynalazków. Jedne były lepsze, drugie gorsze. Większość po jednym, albo dwóch opakowaniach przestawały działać na mój łeb. Ostatnia moja styczność z przyspieszaczem włosorosnościowym okazała się strzałem w dziesiątkę. 

Apteczka Agafii, Aktywne serum ziołowe na porost włosów.

Apteczka Agafii, Aktywne serum ziołowe na porost włosów. Osobiście nazywam to dziwo Sprejem Babuszki. Jakoś łatwiej zapamiętać. Swój egzemplarz kupiłam w Eko-Zieleniaku, który to jest moim ulubionym sklepidłem w Yorku. Zapłaciłam niecałe dwie dyszki i flaszka 150 ml wystarczyła mi na około 3 miesiące. Zawsze po sępiemu przeliczam sobie, że to jakieś 6 złotych na miesiąc, czyli nic. Butelka plastikowa, poręczna, psiukacz się nie zacina, ale jak mocniej stelepnęłam, to gdzieś mi ociupinkę zawartość wypływała. No trudno, cudów nie wymagam. 

Apteczka Agafii, Aktywne serum ziołowe na porost włosów.

Wcierka to jakaś siakaś brązowa ciecz. Pachnie ładnie, delikatnie ziołowo. Psiukałam na łeb według własnego widzimisię, a nie po myciu jak Babuszka przykazuje. Ponieważ myję włosy rano, co drugi dzień, to wcierkę dozowałam sobie na noc przed każdym myciem. Raz spróbowałam po myciu i moje włosy były przylizane. Nie było tragedii, ale nie czułam się komfortowo z czymś na łbie. Po spsykaniu skóry głowy, lekko wmasowywałam produkt, a na resztę włosów dawałam olej. Przez pierwszy tydzień czułam lekkie ciepło przy aplikacji ze względu na zawartość chili. Generalnie INCI fajne, naturalne (nie ma nawet alkoholu!) i o ile ktoś nie jest uczulony albo wrażliwy na któryś ze składników, to może śmiało sięgnąć po flaszkę. Ale jak to flaszka- grozi uzależnieniem😉


Włosy po wcierce zdecydowanie przyspieszyły ze wzrostem. Nie mierzyłam ile, bo już raz joby zebrałam za chujowe przykładanie miarki krawieckiej😄 To se teraz sami mierzcie cwaniaczki. Na powyższym zdjęciu macie różnicę trzech tygodni. Na grzywce cholernie było widać ile rosną, bo musiałam ją skracać w kulminacyjnym momencie co tydzień i szlak mnie trafiał. Dłużej niż trzy tygodnie nie dałam rady wytrzymać, bo by mi grzywka oczy wydziobała. Zarosły mi oczy. Na fotce i tak mam lwa wywiniętego na szczotce, bo nie szło żyć. Po spreju narosło mi też sporo nowych kudłów. Ale powiem Wam, że ja całe życie mam słoneczko Polsatu wkoło łba, więc nie wiem, czy te baby hair to nie jakiś wymysł i manipulacja blogerek włosowych.

Chyba nie ma co więcej pisać, że działa widać. Aktualnie nie używam niczego na porost, ale do tego spreju wrócę, bo wcierka awansowała na mojej prywatnej liście porostowej na pierwsze miejsce. Punkty zdobywa za super działanie, wygodną flaszkę, lekką formułę, dobry skład i przystępną cenę. Dziękuję. Dobranoc. Jajka na noc. 


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon by: Panna Vejjs.