Menu

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wróżka prawdę Ci powie?

Cześć, jestem wróżbita Maciej. Pokaż mi swój dowód, a powiem Ci jak się nazywasz. Powróżę z fusów, rzygowin i Twojej rzadkiej sraczki. Cyganka prawdę Ci powie. Połóż tylko pieniążek, daj całą forsę, a ja ją zakopię. Potem wypij krew z kota i przelej jajko nad czarna kurą. Zaoszczędzonej forsy co prawda nie odzyskasz, ale wróżba, jest wróżba- bez kasy się nie liczy. A może nakłujesz cytrynę szpilkami z czerwonym łebkami? Przypływ gotówki gwarantowany. A może...Wierzysz?

Pixabay
Na pewno kiedyś zaczepiła Cię Cyganka, albo widziałeś w telewizji wróżby na telefon. No własnie. Wierzyć czy nie? A te wszystkie horoskopy? Wszelkie "proste" i powszechne wróżby maja to do siebie, że są uniwersalne. Bo kiedy ktoś Ci powie, że w lipcu warto zrobić badania kontrolne, bo dawno nie robiłeś, to pewnie 90% społeczeństwa złapie się na tym, że fakt, dawno nie było u lekarza, przydałoby się pójść. Jeśli przy okazji lekarz stwierdzi, że brakuje kilku czerwonych krwinek, albo Twoje stawy trzeszczą, wtedy masz już pewność, że horoskop był prawdziwy. Wróżba trafiona. W horoskopie napisali, że miłość Twojego życia czeka na Ciebie gdzieś za rogiem. Jeśli jesteś singlem, weźmiesz to do siebie i ręczę, że na 99% love is in the air, prędzej czy później strzała amora przyjebie Ci w potylicę. Wróżba trafiona. Jeśli dorzucimy do tego wiarę, macie sto procent spełnienia wszelkich przepowiedni uniwersalnych. Kiedyś tam, ale jednak. Placebo.

No ale wait. Niektórzy spoglądając w karty potrafią podać dokładne daty, wydarzenia z przeszłości i przyszłości. Numerolog, pewnej znanej mi osobie, podał dzień rozwodu niemal co do godziny, daty kiedy dzieci przyszły na świat, daty kiedy zmieni miejsce zamieszkania. Wszystko się sprawdziło. Inna znana mi osoba korzystała z usług tarocisty, który podobno wzbudza strach, ale jego wizje sprawdzają się z zaskakującą trafnością. Niektórzy widzą aurę, inni czytają z tęczówki oka. W Lublinie jest pewien znany irydolog, nie podciągam go do wróżek, ale to co facet potrafi powiedzieć o naszym zdrowiu na podstawie spojrzenia w oczy może zaskoczyć największego niedowiarka. Gdyby nie pewna zielarka z mojej rodzinnej wsi, pewnie w dzieciństwie wylądowałabym w szpitalu. Teraz choroba miałaby pewnie jakąś nazwę - rotawirusy, koko eurospoko pneumokoko, albo cholera wie co jeszcze. Wtedy miałam zwyczajną sraczkę i rzygałam jak kot. Zielarka wymieszała trochę ziół, trochę tajemnych mocy i momentalnie stanęłam na nogi. Dodam jeszcze, że jej przelewanie jajek nad dzieciakami w okolicy, skutkowało świętym spokojem ich matek, dzieciaki łagodniały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Miałam też styczność z radiestetą, kiedy nie mogliśmy w dzieciństwie spać, Mama zaprosiła znajomego różdżkarza, polatał z wahadełkiem, kazał poprzestawiać łózka i spaliśmy jak koty. 

Pixabay
Wierzę czy nie wierzę? I tak i nie. Nie dam się zwerbować pierwszej lepszej Cygance na deptaku. Większość, pożal się Boże, wróżek to pic na wodę. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Ale co z zielarkami, tarocistami z prawdziwego zdarzenia? Czy niewielki procent tych ludzi ma jakieś nadprzyrodzone moce? Być może. Utarło się, że człowiek wykorzystuje 10% swojego mózgu, co oczywiście jest bzdurą, ale faktem jest, że jeszcze nie udało się rozwikłać wszystkich mechanizmów jakimi nasz mózg się rządzi. Być może wybrane osoby mają swego rodzaju talent, lekkość w trafności diagnoz, mimo braku wykształcenia medycznego. Być może pewne osoby mają jakiś niewytłumaczalny dar widzenia tego, co dla innych jest niedostrzegalne. Możliwe, że widzą zmarłych, przyszłość, przeszłość. Być może dziś nauka nie potrafi odpowiedzieć jednoznacznie czy prawdziwe są zjawiska powszechnie uważane za nadprzyrodzone, ale przecież sto lat temu, gdybyśmy opowiedzieli ludziom o internecie, też bylibyśmy wyśmiani. Myślę też, że osoby zajmujące się ezoteryką (nie mówię tu o oszustach, tylko jak cholera wyłapać kto nim jest, a kto nie) mają bardzo dużą wrażliwość, mnóstwo empatii. Mimo, że szeptucha z Podlasia skończyła kilka klas w szkole i nie ma studiów psychologicznych, potrafi wejść w psychikę drugiej osoby jak w ciepłe masło. Taka osoba ma to we krwi, nie potrzebuje szkoły, ma pewne predyspozycje i zapewne lata praktyki. 

Nie ma nic przeciwko wszelkiej maści wróżkom, zielarkom, tarocistom i tak dalej. Ba! Jestem skłonna wierzyć, że zielarka może okazać się lepsza w swoich diagnozach niż lekarz. Najważniejsze, to nie być zaślepionym. Zielarka? Owszem, ale lekarz też powinien czuwać. Chyba wszyscy pamiętamy tragedię, gdzie rodzice zawierzyli swoje dziecko szamanowi i maleństwo zmarło z wycieńczenia. Bądźmy rozważni i uważni. Jestem skłonna wierzyć, że ktoś stawiając karty prawdę mi powie. Możliwe. Być może prawdziwe. Nie śmieję się z wróżb i zabobonów. Nie mam pewności, że to prawda, ale nie mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że to wszystko pic na wodę. 

A ja? Nie pójdę do wróżki. A wiecie dlaczego? Bo wierzę w siebie i wszystko co osiągnę będę zawdzięczać sobie i swojej pracy. Można wierzyć lub nie wierzyć w przepowiednie, ale należy wierzyć w siebie. Jesteśmy kowalami własnego losu i żadna wróżka nie będzie mi mówić co mam robić ;)


14 komentarzy

  1. We wróżki i przepowiadanie przyszłości nie wierze. W zdolności zielarek i znachorek tak. Mamy w okolicy pewną 'znachorkę', która leczy wszelkie dolegliwości ortopedyczne. Choć w sumie nie tylko, ale głównie. I nie raz poskładała ludzi lepiej niż lekarze. Ba! Nawet nie raz poprawiała po lekarzach, którzy spartolili robotę. I kobieta nie ma żadnego medycznego wykształcenia, a zjeżdżają do niej ludzie z całej Polski. Jej ojciec też był znachorem i też nie miał doświadczenia. Ona uczyła się od niego, a teraz ona uczy swoją córkę. I wiem, że mimo że nie mają wykształcenia, to zawsze fachowo pomogą, lepiej niż w szpitalu. Ale we wróżby nie wierze, a cygankom to już całkiem. Raz przez własną głupotę i dobre serce dałam się okraść w Lublinie. Ty lubelanka, to na pewno wiesz o które cyganki mi chodzi :D Tak, że może złe wspomnienia, ale wróżenie do mnie nie przemawia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja krasnostawianka, a właściwie tarnogórzanka kolonianka (czy jak to do diaska!) :D
      Ale wiem, wiem, łażą po krakowskim i przy Novej. Omijam je szerokim łukiem. Raz jakaś żebrała, a że miałam drożdżówki to jej dałam, bo twierdziła, że na jedzenie, po chwili bułka była w koszu. Patola.
      W moich okolicach też jest jeszcze jedna znachorka, szanowana. Pani ode mnie ze wsi już nie żyje. Jedni brali ją za wariatkę, inni jej wierzyli, ale trzeba przyznać, że miała wiedzę z zakresu ziół i swoje wiedziała, miałam do niej szacun.

      Usuń
  2. Niektórzy ludzie potrzebują wróżek tak samo jak inni np. religii. Ja też wierzę w takie rzeczy, ale co ma być to będzie jakoś nie ciągnie mnie do czytania horoskopów a już na pewno nie w tych gazetach dla półmózgów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sobie czasem horoskop przeczytam, ale bardziej dla śmiechu ;)
      Zgadzam się, że niektórzy traktują wróżki terapeutycznie, o ile taka "czarownica" nie szkodzi, nie mam nic przeciwko.

      Usuń
  3. Ja powiem tak - wierzę we wszystko co jest skuteczne, nawet jesli jest głupie.
    Ale nie dałabym się leczyc z powaznej choroby witaminą C. Wspomoc leczenie - owszem, wiara czyni cuda! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno raka witaminą C leczą;)
      Sama wierzę we wszelkie zielstwo, bo dzięki zielstwu i naturalnym metodom nie choruję od w sumie zawsze. Odpukać ;) hehe :D Ale nie zrozumiem osób, którzy popadają w przesadę i myślą, że od nacierania sadłem borsuka tarczyca im odpuści... Trzeba troszkę rozwagi w tym wszystkim.

      Usuń
  4. U mnie chyba nie funkcjonuje żadna znachorka ani zielaraka, więc nie mam doświadczenia w jej opiece, ale nie wykluczam, że mogłabym się kiedyś oddać w jej ręce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś pojechałem z siostrą do wróżki, weszliśmy i ta do mnie prosto w drzwiach, że ona ze skorpionami nie gada i żebym sobie poczekał na zewnętrznym. I to było jakieś 10 lat przed tym, jak zrobiłem skorpioniastą dziarę. I co o tym myśleć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to bym Ci to mogła wyjaśnić, ale ze skorpionami nie gadam ;)

      Usuń
  6. A ja wierzę w tarota. Sama mam swoje karty i stawiałam tarota. W ciąży przestałam i do tej pory nie ruszam kart. Co Ci mogę powiedzieć: Karty to siła - możesz się śmiać, ale jak je czujesz to możesz wiedzieć bardzo dużo :) A ja już chyba nic nie chce wiedzieć :) Prawda jest taka, że to my sami musimy być Panami własnego losu i tarot nie zmieni tego czy złamiesz nogę czy nie, ale może naprowadzić Cię na drogę na której zrobisz sobie najmniejszą krzywdę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Do tej pory miałam styczność tylko z tymi Cygankami co zaczepiają na PKS-ie w Lublinie, a właściwie to nie miałam z nimi styczności bo jak widzę to omijam szerokim łukiem. Z tego co słyszałam to potrafią wyciągnąć od ludzi parę złotówek. A do tych bardziej "prawdziwych" nie wybieram się

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też wierzę pół na pół. Kiedyś babcia mi opowiadała o takich prawdziwej ' wróżce ? ' . Teraz to wszystko naciągacze, ale myślę, że może są takie prawdziwe :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.