Menu

piątek, 19 lutego 2016

Weź tabletkę (czyt. wrzuć monetę)

Chcesz być wiecznie piękna i młoda? Chcesz mieć biust jędrny jak warszawska syrenka? Marzą Ci się włosy mocne jak tytan i pazury jak u kury? A może marzysz o tym, żeby konar Twojego wybranka wiecznie płonął? Twój pies jest osowiały, a jego sierść nie ma połysku? Nic prostszego! Dziś przychodzę do Was z rozwiązaniem wszystkich problemów tego świata. Nie będzie bólu, strachu i wojen, a świat będzie kolorowy, jak na fotkach w gazetce Świadków Jehowy! 

żródło-Pixabay

Zdarzyło się tak, że w telewizji leciał jakiś fajny film. Wow. Oglądamy. Reklamy. Jeszcze niedawno w reklamach non stop przewijały się jogurty, ciastka, gazety, filety, skarpety, pierdolety. Ale cóż to?! Teraz niemal wszystkie reklamy, to zachwyty nad suplementami diety. Zaczyna się od płonącego konaru, hemoroidów, suchości pochwy i odporności. Lecimy dalej z cudem na paznokcie, włosy, apatię, apetyt. Potem nadzienie dla dzieci- lizaki na ból gardła, dla młodszych sprej, coś wspomagającego przyswajanie wiedzy. Psu też się coś należy- tabsy na błyszczące futerko, coś dla leniwców, żeby miał więcej energii i jeszcze drobiazg na trawienie dla naszego pupila. Chuj z pochwą, konarem i psem, ale zabiły mnie hasła suplementu dla seniorów- "kup swojej mamie, my jej kupiliśmy, mamusia napierdala teraz fikołki jak radziecka akrobatka, daj mamie,  kup sratytaty" . Mamusia potraktowana jak przedmiot, jak niedołężna kukła, "kupcie mamusi, bo ona se nie kupi, bo to otępiała kretynka, bez orientacji na rynku". Weź pigułkę! Pigułka dobra na wszystko!

Jestem przerażona ilością reklam tych wszystkich gówien. I bije się w pierś- sama brałam jakieś tabsy na włosy. I wiecie co? To wszystko to jedna wielka bujda. Rosły mi włosy, ale podejrzewam, że wszystko na zasadzie placebo. Wszyściutko! Pierdolę, nie biorę. Nic nie recenzuję, bo to szopka jak cholera. 

Suplementy diety są wszędzie i prawie każdy po nie sięga. Kupując w aptece mamy przeświadczenie, że idziemy po coś co jest skuteczne, bo przecież reklama jest i produkt apteczny. A gówno. Lek to lek, musi przejść szereg badań udowadniających działanie. Nad lekiem wisi prawo farmaceutyczne, szeregi badań. Nic się nie przemknie- ma działać, albo won! Suplement właściwie nic nie musi, byleby nie szkodził i już. To ja jutro trę pokrzywy, mieszam z miodem, formuję kulki i hopla na ryneczek z suplementem na wszystko. Chociaż te moje tabsy byłyby za dobre- miód i pokrzywa, na coś by jeszcze mogły pomóc. Tymczasem w paramedykamentach mamy składniki z dupy, plus jakieś tam naturalne domieszki. Raczej nie zdechniemy, ale czy to coś da? Śmiem twierdzić, iż wątpię. Nawet jak napiszą, że w środku siedzi 500% jakiejś witaminy, to co mi po tym, skoro wchłonie się kilka procent? Wolę jabłko. 

żródło-Pixabay
Rozumiem, że czasami trzeba sięgnąć po witaminy. Zdarzają się niedobory, ale mimo wszystko to nie są cukierki. Wiecie, że witaminy też możemy przedawkować? Szczególnie te rozpuszczalne w tłuszczach. Na przykład nadmiar witaminy A, może prowadzić do kłopotów z wątrobą i kośćmi. To już lepiej wątrobę wódką zaorać, chociaż jakieś melanże pozostałyby w pamięci ;) Witaminy "wodne" raczej nam nie grożą. Mimo to, trzeba być ostrożnym i o ile lekarz nie zaleci nam pigułek, lepiej sobie ich nie dozować garściami o poranku. Czasami trzeba podratować się kwasem foliowym, tranem, ziółkami, ale nie patrzcie na reklamy i doktora Google! Zaufany farmaceuta, czy lekarz ( o ile nie został uwiedziony wczasami na Galapagos przez jakiś koncern) powie Wam co, jak długo i ile czego brać. Ja nie biorę nic. Jestem czysta i wiecie? Nie choruję, odporność mam jak (odpukać) koń, włosy się błyszczą, a ja nie wyrzucam kasy w błoto.

Nie pamiętam kiedy ostatni raz miałam grypę. W podstawówce? Codziennie rano piję zieloną herbatę z łyżeczką prawdziwego miodu i już. Kiedy w nosie zaczyna mnie kręcić- opierdolę pajdę chleba z masłem i kilkoma ząbkami czosnku, czasami grzańca z miodem i sokiem malinowym. Na drugi dzień nic mnie nie kręci. Co ciekawe, w czasach nastoletnich, pojawił mi się lekki cellulit i wiecie co? Sam zniknął! Bez suplementów. Podejrzewam, że zielona herbata pita nałogowo, odgrywa tu dużą rolę, mocne nacieranie gąbką podczas kąpieli i regularne balsamowanie zwłok tym, co akurat ładnie pachniało i kupiłam. Ni ma. Czary! Wszystko wydarzyło się poza mną, nie zwracałam uwagi, aż okazało się, że pomarańczowej skórki nie ma.. W sumie to nawet mi nie przeszkadzała. 

Słowo klucz każdej reklamy suplementów diety to -"pomaga". "Pomaga, nie leczy, nie gwarantujemy Ci, że przestaniesz łysieć, ale gwarantujemy, że sprawiasz nam radość, napełniając nasze kieszenie. Idioto." 



26 komentarzy

  1. bardzo rozsądny wpis :) wiadomo, wszystko dla ludzi, ale wg reklam codziennie z rana powinniśmy łykać garść pigułek - na samopoczucie, na stres, na włosy, na skórę, na odporność, na cellulit, na odchudzanie, na ból głowy (boli Cię ciągle głowa? serio? idź do lekarza, a nie łykaj tabletki!) - a łykanie tabletek nie jest obojętne dla zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tylko na ból dupy jeszcze nic nie wymyślili hehe ;)

      Usuń
  2. To prawda, że ludzie przesadzają z suplementami. Ale z drugiej strony, suplementy używane z głową faktycznie mogą pomóc, z tym, że najlepiej jest najpierw się przebadać czy mamy jakieś niedobory oraz przyjrzeć się swojej diecie, bo przy zdrowej diecie niedoborów teoretycznie być nie powinno (poza witaminą D, z którą w naszej szerokości geograficznej jest kiepsko).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to :) A z tą witaminą D, to też dużo by pisać. Ludzie smarują się od stóp do głów wszelkimi filtrami, tymczasem filtry są przeszkodą w produkcji witaminy D. Miałam o tym pisać w zeszłym roku latem, ale obawiam się, że ludzie spalą mnie na stosie, że nie popieram filtrowania :D

      Usuń
  3. W pełni zgadzam się z Twoim postem. Suplementy nic nie dają! Nie dość, że sztuczne witaminy, to tak jak napisałaś źle przyswajalne.
    Wydaje mi się, że wysyp reklam suplementów jest związany z okresem jesienno-zimowym (zabrzmiało to jak w reklamie :P ). Sporo osób choruje, trzeba się upewnić, że wszyscy wiedzą co mają kupić. W lato będzie mniej reklam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak mi się wydaje, że okres jesienno-zimowy sprzyja wysypowi tych wieśniackich reklam ;)

      Usuń
  4. ja uciekam od jakichkolwiek suplementów diety, przerażają mnie te pastylki, keidyś byłam głupia i bralam wsyztsko jak leci i czułam się jak jakis stary dziadek który nic nie je poza tabletkmai ;o masakra jakaś, az terazmam awersję do jakichkolwiek tabletek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też brałam cos tam na włosy, ale biję się w pierś, pierdolę - nie biorę :D

      Usuń
  5. Jaką pijesz zieloną herbatę? :> Też lubię i pijam, może nie codziennie ale jak mnie najdzie ochota to i 2 na dzień, ale ostatnio usłyszałam, że te sklepowe herbatki w torebkach mają mało wspólnego z prawdziwą zieloną herbatą i tyko takie liściaste z dobrych sklepów ze zdrową żywnością są ok ;P

    Jeśli chodzi o suplementy, to w sumie czasem się ratuje ziołowymi tabletkami na zatoki(sinulan) i mam wrażenie, że to na prawdę działa, nie dość że katar szybko przechodzi, to jeszcze odporność jakby zwiększona. Od dziecka miałam problemy z zatokami, a te wszystkie ibupromy i inne szity działały tylko na chwilę... Ach no i tran też w zimie biorę ;)

    Pozdrawiam! Keira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piję liściastą z Bastek. Moja ulubiona. Czasem kupię jakąś inną, ale do tej wracam. Te w torebkach to sam proszek i resztki, a na moim zadupiu sklepu ze zdrową żywnością ze świecą szukać ;)
      Też mam od czasu do czasu atak zatok, jak już jest bardzo źle sięgam po Theraflu zatoki, ale staram się uważać. A najlepsze jest to, że chodzę w czapce kiedy się da od jesieni, po wiosnę. Za małolata, też nie chowałam czapki w plecak, tylko uważałam by być ciepło ubrana, bo jestem zmarzlak, a i tak zatoki czasem wyjdą... Taka karma ;)

      Usuń
    2. To polecam Sinulan na te zatoki, przynajmniej same ziółka w tym są ;)
      Ja właśnie jako małolata nie lubiłam czapek i mam za swoje, teraz bez czapki lub kaptura ani rusz :P

      Usuń
    3. Miałam Sinulan i faktycznie jest ok. W jednej aptece jest taki fajny pan farmaceuta, który mega doradzi. Całą aptekę przegrzebie i znajdzie coś odpowiedniego :)

      Usuń
  6. Także nie przepadam za suplementami i wolę naturalne wspomagacze odporności, domowe soki i ziolka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze dodam, że nalewka od mojej Babci działa cuda ;)

      Usuń
  7. Sama przecież nie raz polecałas na swoim blogu różne suplementy. Nie jesteś wiarygodna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty tez nie jesteś wiarygodny, bo piszesz z anonima :P
      Przeczytałeś akapit, że brałam i biję się w pierś? Działanie suplementów to placebo, widocznie sama dałam się na chwilę wciągnąć w reklamę i uwierzyłam w złoty środek. Jeśli jestes na bieżąco z blogiem, to wiesz, że przy recenzjach tabletek pisałam zawsze, że nie mam pewności, że to one miały na cokolwiek wpływ.

      Usuń
  8. We wszystkim trzeba zachować umiar i też wielokrotnie przejechałam się na suplementach. Są jednak takie, które działają i nie wypowiadam się jako domorosły bloger-praktyk, ale też uczony teoretyk bo wysiedziałam się w laboratoriach wystarczająco długo... U nas problem jest w tym, że ludzie biorą tego za dużo. Na włosy, na odporność, na dobry nastrój, na skurcze - garść tabletek gotowa. Nie docieramy do problemu tylko chwytamy się po omacku. Wszyscy na hurra mamy zakwaszony organizm albo musimy wybierać magnez w wersji dla seniora, dla palących, dla zestresowanych. To jest bujda. Ale dobrze dopasowany specyfik do aktualnych potrzeb, np. naturalna lecytyna jako wspomagacz przed sesją egzaminacyjną nie tylko działa, ale i nie szkodzi. To samo w przypadku chronicznych niedoborów magnezu czy witaminy D. Na wypadanie włosów też by się coś znalazło. Wszystko jest jednak kwestią wiedzy i zdrowego rozsądku, a nie reklam i samodiagnostyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to ładnie to podsumowałaś :) Ja nie jestem całkowicie anty, ale wszystko z głową. Po to jest lekarz, po to jest pani w aptece, żeby doradzić czego nam brakuje i uzupełnić te braki. A nie pierdyliard tabletek, bo kobita w reklamie zachwala :)

      Usuń
  9. Kochana lepiej tego ująć nie mogłaś!:D Ja tam jakieś suplementy brałam i biorę - działają ale to co biorę nie jest reklamowe w tv ( bo nie biorę nic na paznokcie, czy włosy tylko na moje biedne stawy chrząstkę rekina:P )- co chwile podczas filmu hah :D Słońce, jak oglądam tv - choć rzadko to robię to wymiękam, kiedy następnego dnia słyszę " Muszę kupić ten "tusz" widziałaś? On jest zajebisty!" No i wymiękam, bo skąd ta pewność, że babka w reklamie nie ma sztucznych? Heh :) A co do wpisu - rewelacyjnie to napisałaś - o tak po prostu. I wybacz za chaotyczny komentarz, ale jest już po północy ;) Buzka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak po prostu dziękuję :)
      A w reklamach tuszów zawsze mają sztuczne rzęsy :D

      Usuń
  10. Ja najczęściej biorę coś na włosy i paznokcie gdy zauważam ich większe osłabienie i nawet mi pomagają te suplementy.
    Biorę też czasami Ascofer aby poprawić jakość mojej krwi przed oddawaniem- ale tego to chyba nigdy nie reklamowali w TV :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to bierzesz dwa wspomagacze, w tym jeden już taki pro ;) A niektórzy garść tablet łykają, bo inaczej czują się chorzy :D To jest dopiero chore :D

      Usuń
  11. Suplement nie lek. Pomaga, bo działać nie musi. A namnożyło się tego teraz...

    OdpowiedzUsuń
  12. A propos reklam leków , suplementów to tylko u nas w naszym cudownym kraju jest taki wysyp. W innych krajach jakbyś zapytała kogoś o ilośc takich reklam w mediach , popukał by się w czoło. Na warsztatach z reklamy na studiach mieliśmy o tym osobne zajęcia. ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.