Menu

piątek, 8 maja 2015

Moi wiejscy bohaterowie


Jestem ze wsi i jestem z tego dumna! Teraz niby tam mieszkam w niby mieście, niby powiatowym, a wczoraj mi za oknem stado saren się pasło. O wsi i o wieśniakach wspominałam TUTAJ, to już się nie będę powtarzać. Ale chciałabym rozwinąć temat i pójdę w taką odnogę myśli. Każdy gdzieś tam sobie mieszka, nie wiem jak to jest w wielkim mieście, to znaczy wiem, ale nie z autopsji. Wiem za to jak to jest na wsi, w małym mieście. Kiedyś koleżanka śmiała się, że jestem z Zadupia. Powiedziałam, ok, jestem z Zadupia, ale w takim razie Ty jesteś z Dupy, skoro w takim centrum wszechświata mieszkasz. No to teraz jestem w Dupie. 




Nie ważne czy mieszkasz w Dupie czy na Zadupiu, masz wrażenie, że nie ma tu nic i nikogo interesującego. A rozglądałeś się kiedyś? Też mi się wydawało, że na mojej wsi to tylko pijaczki pod sklepem, ale im dłużej się zastanawiałam, tym więcej osobowości dostrzegałam. Zmienię troszkę imiona i nazwiska, żeby nie było, ale reszta to prawdziwe historie. 


Gwizdek, którego koty zjadły

Pan Gwizdek mieszkał za lasem. Wokół mojej rodzinnej miejscowości jest mnóstwo lasów, a sama wieś jest bardzo rozrzucona. Gwizdek był prekursorem samego Cejrowskiego. Od wczesnej wiosny, do późnej jesieni chodził boso. Stopy miał solidne ;) Ale to nie były jakieś tam spacerki, nie. On po bułki do najbliższego sklepu miał ze 3 kilometry. Do pobliskiego miasteczka też chodził z buta ze stopy (?). Żadne busy, autobusy. Zresztą wtedy busów jeszcze na świecie nie było. Sama miałam z jakieś 5 lat i nigdy nie zapomnę tych leśnych stóp w rosie. Raz jedyny widziałam go w sandałach. Szok. Właśnie w tym wspomnianym miasteczku, w sklepie, Gwizdek miał sandały! Brązowe, z grubych pasów.  Potem się dowiedziałam, że on zawsze przed dojściem do miasta, przecierał stopy i zakładał sandały. No tak...po przejściu jakichś 12 km, buty się należą. 

Pewnego razu Gwizdka nikt nie widział. Dzień, drugi, trzeci...po tygodniu, czy dwóch ktoś postanowił wybrać się do jego chatki za lasem. Gwizdka koty zjadły. Zjadły oczy, nos, uszy, język... Bo Gwizdek żył ze stadem kotów- przyjaciół. Człowiek ten zmarł ze starości, a koty z głodu poradziły sobie jak mogły. I tak Gwizdek przeszedł do legendy. 


Bronka, co z krową mieszkała

Babcia Bronka. Chyba każdy tak o niej mówił, choć nie była niczyją babcią. Mieszkała w chatce, nikomu nie wadziła. Miała krówkę, kotka, garść kur. Potem córka wybudowała nowy dom i Bronka poszła do tego nowego domu. Kurki biegały po podwórku, kotek chodził swoimi ścieżkami, ale co z krówką? Krówka zamieszkała w nowym domu. Tak w domu. Kojarzycie te popularne na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych domy "kwadraty" z białych pustaków? Do takiego domu trafiła Bronka i jej krówka. Zajmowały parter. Krówka miała swój pokój. Często przechodząc obok domu, można było podziwiać krowę w oknie, która w buzi mieliła sobie siano. Latem krowa pasła się w ogródku, a Bronia pilnowała ją na stołeczku, z gałązką w ręku. Potem Bronka zmarła, a krówka przestała mieszkać w domu. 


Januszek, swój chłopak

Januszek, tak o sobie kazał mówić. Wszystkim, bez różnicy. Januszek miał już pewnie ponad 70 lat, ale jakoś nie było tego po nim widać. Mieszkał sobie za innym lasem i dorabiał "po ludziach". A to komuś ogródek przekopał, a to kartofle pomógł zbierać. Tu parę groszy, tam flaszeczka i żył sobie. Do okolicznych mieszkańców zwracał się per "bodziak". Taki cichy człowiek, cichej wsi. Jakoś nie mogłam o nim nie wspomnieć. Zmarł kilka lat temu i nikt nie mógł w to uwierzyć, bo kto jak kto, ale Januszek? 


Pan Tadeusz

Pan Tadeusz mieszka w lesie. Mieszka z synem. Kiedyś miał pięknego owczarka niemieckiego. Owczarek był psem przewodnikiem, bo Pan Tadeusz jest niewidomy. Kiedy psinka żyła Pan Tadeusz sporo się przemieszczał. Do sklepu, do miasta, zupełnie jakby to, że nie widzi nie stanowiło najmniejszego problemu. A z lasu nie jest tak łatwo dojść do centrum wsi. Do domu Pana Tadeusza jest dobre 5 kilometrów i to polną drogą, leśną ścieżką i milionem zakrętów z wystającymi korzeniami, jak to w lesie. Mimo to człowiek z pieskiem często pojawiał się w różnych miejscach. Potem pies poszedł na drugą stronę tęczy. A Pan Tadeusz został uziemiony w swoim lesie. Czasami widuję go z synem, ale jestem pewna, że wolałby nadal przemieszczać się z psem, który dawał pewien rodzaj niezależności. Pies przewodnik...kasa, gruba kasa. I prawdopodobnie długie oczekiwanie. Dobrze, że las o tej porze roku budzi się do życia- pachnie, szumi i słychać śpiew ptaków. Jakoś tak raźniej. A i śniegu w tym roku nie było, droga nie będzie obsychać do lipca. Zawsze są jakieś plusy. 


Karolek z dywanu

Taka sytuacja. Impreza rodzinna, ślub, wiejskie wesele. Wszyscy zwarci i gotowi, zaraz wyjazd do kościoła, gościom już kiszki marsza grają. Wódeczka się chłodzi. Stryj. Gdzie jest stryj? Stryj umarł. Co tu robić? Co tu robić. A dawaj Karolka w dywan. Wesele zapłacone, goście czekają. Galareta się chłodzi, stryj też już chłodny, czasu nie cofniesz. Zawinęli więc Karola w dywan i pojechali do kościoła.  W jednym pokoju odbyła się impreza, tańce, hulańce, wódeczka się leje, a Karol w drugim pokoju sztywnieje. Na drugi dzień odwinęli Karola z dywanu i ogłosili skacowanym gościom, że oto stryj zszedł z tego świata. Chwilę później odbył się pogrzeb. I tak oto obie imprezy zaliczone niemal za jednym zamachem. 


Nie wiem ile osób mieszka w mojej wsi. Jest może ze 100 domów? Może 140? Rozrzucone po polach i lasach. A mimo to tyle osobowości...Pewnie jeszcze kilka ciekawych osób mogłabym znaleźć, kilku zwykłych- niezwykłych ludzi. A w Waszych okolicach? Znacie jakieś ciekawe, lokalne osobowości? Legendarnych ludzi? 

Wszystkie fotki w poście są mojego autorstwa, zrobione jakimiś prehistorycznymi telefonami, na przestrzeni iluś tam lat ;) A na każdym zdjęciu moja wsi spokojna, wsi wesoła. 

27 komentarzy

  1. Karolek z dywanu bije wszystkich na głowę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem w szoku ,że znalazłam u Ciebie Tymona :) o ludzie nie słuchałam ich od wieków ;D wybornie zaczęłaś post :D cóż u mnie wioska troche liczniejsza, może nawet i sporo większa, własciwie kiedys była miasteczkiem ale społecznośc w XVII w. się puszczała, zle prowadziła i odebrano nam te prawa, może i lepiej... podatek mniejszy a i nie trzeba się tak pilnować :0 tak czy inaczej ... osobistości jest co nie miara, fenomen goni fenomen, a abstrakcyjność chodzi za rączki , każdy inny - dziwny na swój sposób :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój gust muzyczny jest bardzo zróżnicowany, Tymona lubię od ho ho ho ;)
      To niezłą masz wiochę Ci powiem, rozwiązła jak Brazylia podczas karnawału ;)

      Usuń
  3. Ja ze wsi nie pochodzę, a wieś znam jak własną kieszeń. Co roku przez naście lat, na 2 miechy znikałam z Dupy i rodzice wywozili mnie na Zadupie. U nas też była Bronka z Krówką i Januszek, tylko nasz niezanieczyszczany i nadal żyje, pomimo że ze 3 razy wpadł pod tira, kilka razy pod autobus, ale zawsze był tak nachlany, że szły po nim auta, jak po plastelinie. Pamiętam rosę, śpiew ptaków, zapach wsi i tęsknię, tęsknię, tęsknię, bo Kocham wieś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki ziomek plastelina też był u mnie. Raz nawet autobus go przejechał, a legendy głoszą, że jeszcze po nim cofnął :D Ale już zszedł, 102938384 wypadek go dokończył jak wracał z wytrzeźwiałki krajówką, to parę razy pod rząd go strzelili, a już był prawie w domu, pokonał ze 30 km ;)

      Usuń
  4. Ja mieszkam też na wsi ;) ale tutaj mamy 100 mieszkańców, a nie domów :D Moja rodzina nie mieszkała tutaj od zawsze, ale z tego co wiem to niezłe dramaty rodzinne na wsi się działy, trudne sprawy normalnie... i takim cudem prawie każdy jest tutaj spokrewniony w jakiś dziwny sposób :D
    A mój dziadek do dzisiaj wspomina, że jak chciał kupić łąkę od jednego brata bliźniaka to drugi bliźniak w nocy przeorał całą trawę, żeby przypadkiem tamten nie zarobił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie we świ też jest taka dzielnia, gdzie każdy z każdym ;)
      A z tą łąką, to u mnie była sytuacja, że facet miał kawałek swojego lasu, a przez las była droga "ogólna", a on nie chciał żeby mu po lesie jeżdzili. To wziął łopatę i rów wykopał i to nie byle jaki, na całą drogę, do tego szeroki i głęboki :D

      Usuń
  5. Ja też jestem ze wsi i dobrze mi tu :) Zwykłych - niezwykłych ludzi nie brakuje, ciekawych osobowości i historii też. A zdjęcia Twej wsi cudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda nawet najmniejsza wioseczka kryje super historie :)
      Dizękuję :)

      Usuń
  6. U mnie to hitowa jest ta historia o sąsiadce i Żydach. Inna sąsiadka raz na jakiś czas wali 17 "w świat", czasem ją łapiemy i odprowadzamy bo w tym czasie szuka jej już pół wsi. Historii mnóstwo to zna mój teść, kto, co, z kim, kto naprawdę jest czyim ojcem itp. Ja u siebie też mam kilka ciekawych osób, np. taki Waldek Biały - który tak naprawdę jest czarny a kiedyś był ponoć super elegancik. Albo na przeciwko rodziców mieszkał dziadek z babką, za życia dziad ganiał dzieci z siekierą bo mu koło domu jeździli na sankach, a potem dziad umarł i krążyły plotki, że babka trzyma go w szafie. Babka zawsze siedziałana stołku przed domem i patrzyła nienawistnie na dzieci. Babka zmarła, dom zburzono, sąsiad rozkradł nawet listewki z okien.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nas za jezdzenie na sankach na 'zgórku' ganiała ta kobieta, co kozy wypasa u nas koło ulicy i przy sąsiednich :P ganiała nas z kijem :D

      Usuń
    2. He! Biały Waldek, to mi nieraz tu pod domem przechodzi, a właściwie to się przetacza :D O nim to można by powieść napisać, tak jak o Rekinie i kilku innych, co to się lepiej na burmistrza nadają niż niejeden ;)

      Kurde strach na Rońsko chodzić hehe :D

      Usuń
  7. nie ważne skąd jesteś, ważne jakim jesteś człowiekiem pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  8. nice post :) keep in touch :)

    http://www.itsmetijana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja z Dupy wyjechałam na Zadupie, a tu krowy n ie widać, warzywek uprawiać się nie chce bo do sklepu "damy" chodzą ubrane i umalowane jak do Kościoła w niedzielę ... lepiej normalnie niż w Dupie...
    A ja sobie na tym Zadupiu warzywka uprawiam, do sklepu w dresach a jak się nie chce to w pidżamie ... U nas to z Zadupia Dupa się robi i to coraz większa nawet nie śmierdzi tak jak kiedyś na prawdziwym Zadupiu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo na Zadupiu mieszkałam, ale też mało wioskowo było pod względem zwierzyny i obornika ;) Warzywniki to chyba każdy miał, ale o krówkę było nie łatwo, kurczaki najwyżej. A jak byłam mała to wszędzie krówki, świnki- swojsko :)

      Usuń
  10. Cenię sobie to,że mieszkam pod miastem - to tu rano budzi mnie śpiew ptaków i tu mogę sobie w szlafroku wyjść i w piżamie na podwórko i spojrzeć w słońce o poranku - nie robiąc z siebie wariatki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam "pod mostem" :D

      Ja nawet na przedmieściu mogę, bo mam ogród ;) Ale na wsi i tak pod tym względem było lepiej ;)

      Usuń
  11. chcesz mi powiedzieć, że Bronka mieszkała w pokoju z krówką? A krówka miała tam swoją kuwete, czy na dwór ją wyprowadzała? Przecież jak jej tam narobiła na podłogę to smród był pewnie nie do wytrzymania :D

    Wsie są fajne, też jestem ze wsi. Zupełnie inne życie. Po podwórku szlajałem się od 7 rano, potem schodzili się koledzy i szło się na taki stary, opuszczony pałacyk. Mieliśmy tam bazy i zawsze sobie wymyślaliśmy jakieś super misje. Kiedyś kolega przyniósł do bazy żołnierzyki, bawiliśmy się w wojnę. Przez przypadek odłamałem ten podeścik na którym umocowany był żołnierz (żeby mógł stać) i koledzy mnie wyzwali i kazali wyjść z bazy, poleciałem z płaczem do domu. Mama mi powiedziała, że jak koledzy tak się zachowują to będę bawił się z dziewczynkami. Zaprowadziła mnie jak jakiegoś ciecia do naszych sąsiadek, dwa domki dalej. Ja tam tak bardzo nie chciałem iść. One ciągle bawiły się w dom. Ten dom był w krzakach :D W każdym razie - ta moja koleżanka doszła do wniosku podczas któreś tam z kolei zabawy, że musimy mieć więcej dzieci. Naszym jednym była już taka Karolina (jej przyjaciółka) ale uznała, że Karolina jest już duża i potrzebujemy małe. Powiedziała mniej więcej coś takiego, żeby teraz poszła na zakupy. Karolina nie chciała, a ta do niej, że ma iść! (stanowczo) No i ta poszła. Położyliśmy się obok siebie na ziemi i ona zaczęła udawać że śpi (tak chrapała) Potem wsadziła sobie lalkę pod bluzkę i udawała, że jest w ciąży...

    Matko kochana, jak sobie to przypominam, to totalny ubaw z samego siebie :) Jak to dobrze, że po czasie koledzy się odgniewali i mogłem wrócić do bazy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krówka miała luksusy- miała swój własny pokój na parterze :) Podłoga wyścielana słomą i srała w to, a Bronia mieszkała w drugim pokoju. Co jakiś czas kupy wyrzucała :)

      Już myślałam, że koleżanka przed porodem poprosiła o zmajstrowanie dzieciątka hehhe :D

      Ja z chłopakami bawiłam się w bazy, bo chłopaki tylko na mojej wsiowej dzielni byli, to nie miałam wyjścia. Dziewczynka była jedna i to młodsza ode mnie. Z nią czasami bawiłam się w domek. W sumie z chłopakami tez mi się zdarzało w domek bawić, ale rzadko. Raz "upiekłam" babki z piasku i dwóch kolegów nimi karmiłam. Płakali, ale jedli. Kazałam im zjeść do końca i zjedli. Stałam nad nimi aż talerzyki były czyste :D Fajne wspomnienia, ..

      Usuń
  12. Haha bardzo fajnie napisany post jak i cały blog ;) Ja właśnie marzę o wyprowadzce z miasta na wieś! Tam to jest klimat ;) Dołączam z przyjemnością do obserwatorów i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i zapraszam :) i życzę spełnienia marzeń :)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.