Menu

sobota, 23 maja 2015

Lew, czarownica i moda ze starej szafy

Będzie modnie i modowo. Kto wie, może buduję sobie na blogu fundamenty pod jakieś stylóweczki kiedyś tam ;) Ale nie lubię zaczynać od dupy strony, a pokazywanie ciuchów za 2 dolary, wyklikane przez czytelników to dla mnie ( nie obrażając nikogo) poniżenie. Róbcie sobie co chcecie, ale ja nie lubię sępić. Wstęp mi wyszedł zupełnie z dupy. A miało być o modzie. Miało być o trendach. Będzie.

Wyczytałam w mądrej prasie, że na topie mamy teraz vintage i slow fashion. W skrócie- szukamy ciuchów na strychu i dostosowujemy je do dzisiejszych czasów, albo to my dostosowujemy się do mody, która została już zapomniana. A te slowy to modny minimalizm- kupuj mniej, ale bardziej jakościowe ciuchy. Nie kupuj azjatyckiego badziewia.  Problem w tym, że niemal wszystko leci do nas z Chin. Nawet Marc Jacobs część swoich projektów realizuje właśnie w Chinach. Tańsza siła robocza. Cropy i Reportery też są dziergane w Bangladeszach i innych Azjatyckich miejscach. Najlepiej byłoby nauczyć się szyć samemu. Chodzi mi to po głowie, ale obawiam się, że może być ciężko ;) 

Jeśli chodzi o modę, o której wspomniałam, to zdziwiłam się troszkę, że dopiero to odkryto. Ale jak to? Przecież jakieś 6-7 lat temu byłam pierwsza ;) W szafie znalazłam sukienkę mojej Mamy sprzed 20 lat, teraz to sprzed jakichś 27 ;) Materiał absolutnie genialny! Mama bawiła się w kiecce na Sylwestrze w latach osiemdziesiątych. Materiał został wystany w Pewexie, za grube dolary i zdobyty podstępem. Ale jaki to materiał! Intensywny róż, w brokatowe kwiaty, w PRLu absolutnie nie do zdobycia! Sam materiał doskonałej jakości, a brokat do dziś jest na swoim miejscu! Niesamowite! Teraz szmatka z brokatem, po pierwszym praniu, staje się szmatą bez brokatu. Sukienkę uszyła Mama i podbijała w niej parkiety budząc zazdrość. Ja sukienkę odgrzebałam, lekko przeprojektowałam, Mama dokonała poprawek i tym razem ja brylowałam na Sylwestrze kilka lat temu. Każdy pytał gdzie kupiłam kieckę :)



Różowa sukienka nadal jest w nienagannym stanie! Zielony pasek heh... sama się teraz z niego śmieję, ale taka była moda :D Czy ktoś powiedziałby, że mam na sobie sukienkę, która jest starsza ode mnie? Vintage i slow fashion pełną gębą. Przy okazji możecie podziwiać mnie sprzed kilku lat ;) Zdjęcia szukałam przez dwa dni, szkoda, że nie mam takiego, gdzie sukienka byłaby widoczna w całej okazałości, ale materiał widać. 

Kurcze, tak sobie myślę, że jak ogarnę wszechświat, to może jednak kupię sobie jakąś maszynę do szycia na urodziny? Nie mam serca wykorzystywać Mamę, którą zresztą nazywam moją prywatną Dolcze Bożenną :) Kiedyś w ogóle nie kupowałam sukienek, tylko je wymyślałam, a moja Dolcze szyła moje projekty. Pamiętam jak w szkole średniej wychowawczyni żartem powiedziała, że na półmetek ubierajcie się jak chcecie, byle by nie było dekoltów do pępka. Zgadnijcie jaką miałam sukienkę? Tak, tak- z dekoltem do pępka i to dosłownie. Mina wychowawczyni bezcenna :D Lubiłam się wyróżniać i może troszeczkę grać innym na nosie. 

Jeśli już o szkolnych imprezach... Jako królik doświadczalny Ministerstwa Edukacji, udało mi się załapać na gimnazjum. Jako trzeci rocznik. Był bal. Królowały wielkie, ciężkie, bordowe suknie na kole, z obrzydliwego materiału. Ja uparłam się na normalną sukienkę, co wywołało nie lada zdziwienie. Co ciekawe, sukienka służy mi do dziś. Została skrócona na mini i co jakiś czas wyciągam ją z szafy, a potem słyszę- gdzie kupiłaś? W Zamościu...ale sklep już dawno zrównany z ziemią :)


Taka byłam dżaga ;) Nawet trwałą miałam na głowie. Sukienka jak najbardziej ok, zarówno kilkanaście lat temu, jak i teraz. Choć teraz jest do połowy uda. Dobrze, że fasony butów się zmieniły ;) 

Jak widzicie nowe trendy znam od dawna. Ha! Modę na "starą" modę znała moja Mama i Babcia i Prababcia pewnie też. Moda co chwilę zatacza koło. Najważniejsze to umieć wybrać z przeszłości to co i aktualnie będzie wyglądało fajnie. Ostatnio trafiłam na jakiś vintage-profil na Insta, albo na FB- mokasyny z frędzelkami i taka sytuacja, no kurwa bez przesadyzmu nooo :D Ale co kto lubi, ok, ok, ja bym tego nie założyła.

Jak z modą u mnie? Niekoniecznie za nią ślepo podążam, ale lubię traktować ją wybiórczo. Jeśli jakiś element mi się podoba- przenoszę go na swój grunt, mieszając z moim poczuciem estetyki. Lubię intensywne kolory, nieoczywiste zestawienia i efektowne buty. Nie lubię przepłacać za ciuchy, ale przyznaję- jeśli coś mi wpadnie w oko, wydaję grubszą kasę. Owszem, mogłabym się obwiesić metkami, pytanie tylko po co? Nie mam parcia na to żeby nosić na sobie kilka tysięcy złotych. Równie dobrze czuję się w pełnym ałtficie za stówkę. Szmata to szmata, nie ważne za jakie pieniądze. Grunt to tak spasować ciuchy, żeby wyglądać i czuć się dobrze. Kupuję zarówno w markowych sklepach jak i w ciuszkach i to w ciuszkach trafiam najlepsze perełki. Czasem zaglądam do sieciówek, ale jak widzę niską jakość i wysoką cenę- wolę zamówić taką samą bluzkę na Aliexpress, gdzie będzie kosztować 10 złotych, a nie sto. I tutaj ktoś może powiedzieć, że nie powinno kupować się rzeczy z Chin, bo ludzie pracują tam w koszmarnych warunkach. Owszem, warunki są skandaliczne, Chińczyk za godzinę pracy dostaje, uwaga, 12 centów! Niecałe 40 groszy! Tak, to jest skandal. Ale wyobraźcie sobie, że on za te centy nakarmi rodzinę. Jeśli jego fabryka padłaby przez taki bojkot, już nikogo by nie nakarmił. Na jego miejsce jest stu innych, którzy pracowaliby i za 10 centów. To co lepiej pozbawić ich nawet tak małego dochodu? Chyba nie. Ci wszyscy obrońcy praw człowieka, powinni zacząć od pomyślenia jak mogą pomóc pracującym tam ludziom, by warunki ich pracy uległy poprawie. Pusty tekst "nie kupuj z Chin" można sobie w dupę wsadzić, bo gdyby wszyscy przestali kupować chińskie produkty, to bylibyśmy odpowiedzialni za jeszcze  gorszą biedę.

Jak Wy zapatrujecie się na temat aktualnej mody, kupowania z Chin i mieszania trendów? Macie jakiś swój ulubiony ciuch, stylizację? A może chcecie poczytać coś o większej modzie i przy okazji o modelingu? Jeśli tak, to zapraszam Was na bloga Ilony Jankowskiej KLIK, która jest profesjonalną choreografką wybiegową i producentką pokazów mody. Ja, to wiecie, tak sobie tylko pierdolę pod nosem o trendach, z własnej wyczesanej perspektywy :)


20 komentarzy

  1. Zdjęcia świetne:D Najlepsze to drugie;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejnym razem poszukam jeszcze bardziej kompromitujących fotek :D

      Usuń
  2. Oj wyróżnialłaś się w naszym kochanym rolniczaku. I przyznaję że nawet trochę "małpowałam" po Tobie. Kurde szkoda że piszę komentarz jako anonimowy. Niestety Gmail mam uczelniany na telefonie. Pozdrawiam! Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, ciekawe którą Anetą jesteś ;)
      No wyróżniałam się hahaha błękitne niby dresy do wysokich szpilek...dopiero teraz trend staje się modny, a ja latałam tak z 7 lat temu powodując zdziwienie :D

      Usuń
  3. Zdjęcia numer 1 the best :D Podbiłaś moje serce :p

    OdpowiedzUsuń
  4. moda to jest coś, czego totalnie nie ogarniam, gubię się i w ogóle niespecjalnie interesuje. czasami coś mi wpadnie w oko, kupię, a później nie wiem, jak nosić. w ogóle mam ogromne zadatki na takie modowe bezguście i siostra mnie bardzo pilnuje, cobym obciachu rodzinie nie robiła. a i tak czasami robię ;) ostatnio mi zabrała sweter. i wyrzuciła! podobno nie nadawał się do chodzenia. dla mnie był spoko i szukam drugiego takiego modelu ;)

    zawsze narzekam, że kiedyś to były rzeczy i jakość a teraz taki chłam. stare podkoszulki czy majtki są nie do zdarcia. chciałoby się je już zniszczyć i wywalić bo niemodne a tu się nie da ich zniszczyć. albo buty. mam takie zimowe buty, które moja mama nosiła w moim wieku. i cały czas w nich chodzę. tzn. nie cały czas. tylko w zimie. i z zewnątrz są w stanie idealnym. wystarczy wypastować i jak nówki. w środku troszeczkę się materiał przeciera przy pięcie. troszeczkę się przeciera! po ponad 20 latach! a teraz jak coś kupię i mi 2 lata wytrzyma to jest dobrze, a 5 lat to byłby cud.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie nie, Ty nie jesteś antymodowa, Ty wyprzedzasz trendy, zobaczysz, że za rok czy 3 to co nosisz będzie na topie :)
      Jezu mam takie skórzane kozaki na szpilce, kupione ładne kilka lat temu- nie do zdarcia, ale nie chodzę w nich, bo zbrzydły mi, że nie wiem :D Ale kupić coś nie doz darcia to ciężki orzech do zgryzienia...

      Usuń
  5. Co do chińszczyzny, to podzielam Twoje zdanie w 100%. Mamy wybierać mniejsze zło, a nie manifestować w słusznej sprawie, ale kosztem innych. A zdjęcie drugie, rządzi!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Drugie zdjęcie najlepsze haha bardzo fajny post:)

    Zapraszam do mnie, jeśli Ci się spodoba- zaobserwuj:
    KLIK--> http://julia-iggy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz.... ale chinszczyzna chinszczyznie nierówna :D wczoraj w poczekalni u lekarza pojawila sie dziewczyna, ktorą bylo czuc od wejscia... wlasnie takimi chinskimi ciuchami - myslalam, ze nie wytrzymam :D i wspolczulam kobiecie w zaaqansowanej ciazy, przy ktorej usiadla.. az bidulka pobladla :/
    Ja kupuje w sklepach takich zwyklych, do chinczykow nie chodze - wole pojechac do outletow i cos wyszperac zwykle nawet taniej niz wlasnie u chinczyka, czy na targu :P i nie mam z tym problemu, ze cos wykonano w Chinach - oby nie walilo topionym plastikiem :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie- chińszczyzna chińszczyźnie nie równa. Do chinoszopów czasem zaglądam, ale rzadko coś kupuję, za to siedzę na Ali i zamawiam jak potłuczona ;)
      Ale z tym smrodkiem chińszczyzny to fujjjj, nawet z Ali nic mi nie śmierdziało. Kurcze to już mogła typka wyprać te ciuchy zanim założyła, co ona węchu nie ma ? :D

      Usuń
  8. No zdjęcia pierwsza klasa. Robisz konkurencję Maff... i Mercedesom i innym :) Chyba o modzie nie powinnaś pisać, bo zaburza to Twój "styl" pisania "lekkim piórem". Nie było, aż tak śmiesznie jak zwykle... (po za zdjęciami) :) Dziękuję, za polecenie mojego bloga i oczywiście zapraszam :)
    Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba spoważnieć, bo jeszcze mnie ktoś do psychiatryka zechce wtrącić :D
      Nie ma za co, lubię Twojego bloga :)

      Usuń
  9. Ja nie podążam za modą, noszę to co mi się podoba i w czym czuję się dobrze. Nie przeszkadza mi gdy ubrania pochodzą z Chin czy z innej części Świata, wiesz przecież, że najczęściej kupuję w lumpeksach :) Napis na metce nie jest dla mnie tak ważny jak materiał, z którego rzecz jest uszyta, a największym skarbem jaki posiadam w swojej szafie są dwa płaszcze Burberry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że Burberry swojego czasu były szyte w KrasnyYorku? W Coratexie, jak jeszcze dobrze śmigał ;)
      Też nie zwracam zbytnio uwagi na modę i metki, a na materiał i na to co mi się podobuje. No, a ciuchy z ciuszka- mmm uwielbiam tak samo jak Ty. i te emocje, jak trafi się perełka :)

      Usuń
    2. Wiem, bo właśnie moja mama je szyła i tak do mnie trafiły :P teraz produkują Hugo Bossa :)
      Polska dla Zachodu to tak jak dla nas Chińczyki :)

      Usuń
    3. A Ty! Podstępna kobieta... ;)
      To trzeba obóż pod magazynami rozbić i czekać, może jakiś Hugo im uleci ;)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.