Menu

sobota, 21 marca 2015

Na zdrowie z Dafi

Zacznijmy dziś od Karolowego suchara...
Przychodzi woda do kwasu i mówi- umówiłbyś się ze mną? A kwas na to- w zasadzie to jestem obojętny. Możecie się śmiać, suchar taki, że dam Wam wody, żebyście mogli zapić. Ale tak bez jaj, bez wody nie ma życia. Mądre głowy mówią, że chociaż te 2,5 litra wody dziennie wypić trzeba. Trzeba, coby organizm był zdrowy, skóra, włosy i każda najmniejsza cząsteczka naszego ciała działała jak trza. Bez wody pociągniemy najwyżej kilka dni i kaput, jak chcecie się nad kimś poznęcać czy torturować, polecam delikwenta pozbawić picia- omamy i ogłupienie gwarantowane. Albo nie, nie próbujcie ;) Potem będzie na mnie...



Jeśli już rozwodzę się nad wodą, to na ostatnim spotkaniu blogerek Dafi obdarowało uczestniczki dzbanuchami filtrującymi. Przyznaję z ręką na sercu, że sama miałam w planie taki filtrak zakupić, bo już miałam dość ciągłego odkamieniania czajnika. Pamiętam wodę, którą pijałam w domu rodzinnym. Jeszcze zanim rezydencje zostały podłączone do wodociągu i każdy mieszkaniec miał własne ujęcie wody. Kurde- studnie po prostu każdy miał przy domu ;) Słuchajcie ta woda miała fenomenalny smak. Oprócz "prawdziwej" studziennej wody, przed domem miałam przekurwaczystą rzeczkę i niedaleko źródła tej rzeczki. Źródlanka, którą w domu nazywaliśmy żabianką (fchuj żabów w rzeczce mieszka) też była super hiper smaczna. A potem narobili wodociągów, nawalili chloru i została tylko żabianka. W międzyczasie wyemigrowałam od Mamusi w wielki świat i no dupa, woda z miejskiej rury to nie jest to. Kamienia tu więcej jak w kamieniołomie. Czajnik musiałam odkamieniać co tydzień, choć i tak z lenistwa robiłam to co dwa. A teraz trafił do mnie filtrzak i...


...i o! Zero kamienia. Trzeci tydzień leję wodę z kranu w dzbanek filtrujący, a potem do czajnika i czajnik lśni! Normalnie po trzech tygodniach musiałabym łupać wnętrze czajnika jakąś maczetą rodem z Nowej Huty. Tymczasem kamienia nie ma, szok! Pozytywny szok. Herbata ma inny smak. Woda jest delikatniejsza, wiecie- ten osad nie jeździ po zębach. Po prostu woda jest smaczna.


Wystarczy nalać wodę z kranu przez otworek w pokrywce, zasunąć i w dwie minutki wszystko przecedza się przez filtr. Wszystko szybko się dzieje, nie trzeba czekać nie wiadomo ile. Widzicie te plamki przy otworze? Taaa woda jest zakamieniona jak cholera. Oczywiście filtr przecedzi też inne badziewie z kranu, nie tylko odsysa kamień, ale kamień widać, więc na jego przykładzie omawiam temat ;) Przy rączce widzicie dobry bajer- "kalendarz". Ustawiamy na nim kiedy włożyliśmy filtr i od tego momentu mamy około miesiąca na jego pracę. Po tym czasie kupujemy nowy, groszowa sprawa. Sam dzbanek to koszt 40- 50 złotych, więc też nie jest to jakiś ogromny wydatek.


Tak wygląda filtr od góry. Taki tam walec, wystarczy go wsadzić w dziurę i działa, żadna filozofia, proste rozwiązanie. 


Niby to tylko dzbanek, a dla mnie aż dzbanek. Przydatny gadżet jeśli nie chcecie zakamienić sobie kiszek. Poza tym- ile można kupować tę mineralkę? Ile tych plastikowych flaszek człowiek kupuje? Ile kasy na to idzie? Masakra! a tak hop- siup. Woda do filtrzaka i gotowe. Oczywiście od czasu do czasu jakaś mineralka do uzupełnienia minerałów w organizmie jest wskazana, ale nie musimy latać co drugi dzień obładowani jak osły. Oszczędnie, zdrowo, wygodnie. Latem- woda, cytrynka, miód, mięta, lód i mamy pyszny napój :) Wiecie co? Polecam :)

36 komentarzy

  1. To taka ulga z tym brakiem kamienia w czajniku:) choć w Krasnym jest znośnie - w lublinie to dopiero jest masakra :P ogólnie niestety w naszych rejonach jest wszędzie twarda woda:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie słyszałam, że w Lublinie jeszcze gorzej, koleżanka jak przyjeżdża do mamy do Yorku to od razu włosy myje, bo "nasza" kranówa sprawia, że jej włosy nie są przyklapnięte. A po lubelskiej wodzie nawet dobra odżywka nie daje rady.
      No, a z tym odkamienianiem czajnika, to serio ulga. Aż boję się myśleć jak moje flaki wyglądają, skoro czajnik po tygodniu mi załaził tym obrzydlistwem ;)

      Usuń
    2. Ja jakoś na włosach nie zauważyłam skutków lubelskiej wody (a może już się przyzwyczaiłam i nie zwracam uwagi) za to moje zęby jej nie lubią i szybko pojawia się na nich kamień. Liczę na to, że jak będę cały czas używać tego dzbanka to jeden skaling na rok mi wystarczy :)

      Usuń
    3. Albo koleżanka na innej dzielni mieszka, albo masz odporniejsze włosy ;)

      Usuń
    4. Twoje flaki wyglądają normalnie - raczej nie gotowały tej wody, żeby wytrącał się kamień, więc spokojnie :D:D
      A w Lbn to różnie, akademiki TBV przy polibudzie mają wodę okropną, straszną i w ogóle dramat. Jak popiłam tabletkę taką wodą z kranu, to myślałam, ze zwymiotuję. Taka chlorowana ;/ Ale jak mieszkaliśmy na Czubach, to już nie była aż tak chlorowana i jakoś przywykliśmy, ale twarda, jak cholera. Mogłam zrobić zdj czajnika po miesiącu używania - jak się woda gotowała, to z tego osadu z kamienia robiły się takie bańki i czajnik normalnie 'strzelał" haha:D przez jakiś czas używaliśmy britę, ale filtry miała drogie, więc przestaliśmy :P

      Usuń
    5. Odetchnęłam z ulgą, że flaki mam w porzo ;) Ale coś tam na pewno się osadziło :O

      Usuń
  2. Ja lubię minerałki, bo gazowane, a woda niegazowana po pewnym czasie mi się nudzi :p
    Niemniej jednak już jakiś czas temu namówiłam rodzinkę na zakup dzbanka z filtrem i bajka, czajnik czyściutki, a herbata w końcu bez osadu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja gazowanej wody nie lubię. W ogóle samej wody nie pijam, ale latem z cytrynką czy z miodem, czy innymi dodatkami lubię. A herbatę to piję nałogowo, więc czajnik odetchnął z ulgą ;)

      Usuń
  3. U mnie wszyscy piją wodę i jakoś mówią że wolą zaufać butelce i firmie niż dzbankowi (zacofańcy). Ja osobiście preferuje gazowana, a syfon jest za drogi i nieopłacalny. (tu tkwi mój tragizm)
    Miłego :)

    Wolna chwila= TersTim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od pewnego czasu myślałam o filtrzaku, ale a to remonty, a to urok, a to sraczka, aż sam do mnie przyszedł ;)

      Usuń
  4. u nas woda w kranie jest juz filtrowana, wiec tego problemu nie ma :)

    http://kamoop.blogspot.com <-klik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Woda raczej wszędzie jest "po obróbce", ale rury, którymi do nas trafia to wielka zagadka. Podejrzewam, że one robią robotę ;)

      Usuń
  5. Polecam dodawać szczyptę soli himalajskiej do wody. Smak świetny, lepiej gasi pragnienie niż te wszystkie mineralne i źródlane, a do tego jest dobra dla zdrowia. A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż cholera pogłębię temat, poczytam, bo się zaciekawiłam :)

      Usuń
    2. Temat bardzo ciekawy i szkoda że nie jest o tym głośno. Ja kupuję sól drobnoziarnistą w naszym krasnostawskim zielarskim, naprawdę dobrej jakości. Fajnie działa na organizm, wyrzuciłam wszystkie suplementy (magnezy, cynki itp.). Czuje się to działanie :)

      Usuń
    3. O to Ty swoja jesteś :* Jak fajowo :) To jak będę w okolicach zielarskiego naszego jedynego, to zajdę i zakupię tonę soli, spróbować nie zaszkodzi :) Dziękuję :)

      Usuń
    4. Heh właśnie niedawno na zajęciach z dietetyki babka nam mówiła o tej 'cudownej' soli Himalajskiej, że to pic na wodę i po prostu naciąganie ludzi :P

      Usuń
    5. A cholera wie, ale nawet jeśli to placebo działa, to czemu by nie spróbować? ;)

      Usuń
    6. Naciąganie ludzi to jest na te wszelkie mikroelementy w suplementach aptecznych. Gdyby ludzie pili wodę z solą (wystarczy 2-3 szklanki dziennie) i poczuli pozytywne działanie to co wielki świat farmacji zrobiłby z tymi prochami??? Niestety prawdą jest że medycyna akademicka i dziedziny pokrewne nie przekazują nam (bo nie mogą) wszystkich informacji o ogólnodostępnych, tanich i naturalnych metodach leczenia. Bo przecież suplementy takie fajne, kolorowe słodkie pastyleczki, zlepione chemią, najlepiej łykać po kilka tabletek parę razy na dzień. To kto będzie pić wodę, przezroczystą w dodatku z solą, przeciez to takie naturalne i na pewno nie pomaga. Są badania potwierdzające pozytywne działanie tej soli na organizm. Wystarczy trochę chęci, wolnego czasu,internet i znajomość angielskiego. Tylko trzeba się zainteresować tematem a nie wierzyć na oślep. Ja też studiowałam, pokrewny medycynie kierunek i wierzyłam w to co nam mówią.Teraz wierzę mniej, nawet bardzo. To żadna trudność poszukać samemu. Nie zaszkodzi może jedynie pomóc. Nie chcę się tu rozpisywać o swoich (niemałych) problemach zdrowotnych, bo to nie jest odpowiednie miejsce. Chciałam tylko podpowiedzieć, że jest naturalna i tania substancja niosąca korzyści zdrowotne, która nie zawiera szkodliwych składników chemicznych budujących suplementy w tabletkach. Sól himalajska zawiera tylko czyste minerały, te ktore każe nam się codziennie uzupełniać aby prawidłowo funkcjonować. Nikogo nie namawiam. Kto chce ten spróbuje. A teraz napiję sie wody...z solą, bo dobrze działa na sen :)
      Pozdro Wiola :)

      Usuń
    7. Naciąganie ludzi to jest na te wszelkie mikroelementy w suplementach aptecznych. Gdyby ludzie pili wodę z solą (wystarczy 2-3 szklanki dziennie) i poczuli pozytywne działanie to co wielki świat farmacji zrobiłby z tymi prochami??? Niestety prawdą jest że medycyna akademicka i dziedziny pokrewne nie przekazują nam (bo nie mogą) wszystkich informacji o ogólnodostępnych, tanich i naturalnych metodach leczenia. Bo przecież suplementy takie fajne, kolorowe słodkie pastyleczki, zlepione chemią, najlepiej łykać po kilka tabletek parę razy na dzień. To kto będzie pić wodę, przezroczystą w dodatku z solą, przeciez to takie naturalne i na pewno nie pomaga. Są badania potwierdzające pozytywne działanie tej soli na organizm. Wystarczy trochę chęci, wolnego czasu,internet i znajomość angielskiego. Tylko trzeba się zainteresować tematem a nie wierzyć na oślep. Ja też studiowałam, pokrewny medycynie kierunek i wierzyłam w to co nam mówią.Teraz wierzę mniej, nawet bardzo. To żadna trudność poszukać samemu. Nie zaszkodzi może jedynie pomóc. Nie chcę się tu rozpisywać o swoich (niemałych) problemach zdrowotnych, bo to nie jest odpowiednie miejsce. Chciałam tylko podpowiedzieć, że jest naturalna i tania substancja niosąca korzyści zdrowotne, która nie zawiera szkodliwych składników chemicznych budujących suplementy w tabletkach. Sól himalajska zawiera tylko czyste minerały, te ktore każe nam się codziennie uzupełniać aby prawidłowo funkcjonować. Nikogo nie namawiam. Kto chce ten spróbuje. A teraz napiję sie wody...z solą, bo dobrze działa na sen :)
      Pozdro Wiola :)

      Usuń
    8. No, ja bardzo chętnie spróbuję, zaszkodzić nie zaszkodzi, a jeśli ma pomóc to czemu nie :)
      A tak btw to zaciekawilam się czy znam Cię osobiście ;)

      Usuń
    9. Da, znasz mnie :) Się ujawnię niedługo, haha

      Usuń
    10. Co to za czary? Napięcie rośnie jak w M jak miłość ;) Tom się zaciekawiła :D

      Usuń
    11. Sól himalajska różni się od zwykłej kolorem i smakiem(delikatnieszy) i niczym więcej.#potwierdzoneinfo

      Usuń
    12. I tak pewnie spróbuję, a co mi tam ;)

      Usuń
  6. Od dwóch lat używam dzbanka Dafi i nie kupuję wcale wody mineralnej do picia, a poję prosto z tego dzbanka. Woda jest idealna, polecam filtry z magnezem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam w domku i też sobie chwalę :) Woda jest dobra no i w dzbanku kamienia nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo że nie mieszkam w samym Lublinie tez mam zakamienioną wodę. Wkurzające to jest kiedy zaglądam do czajnika a tam biało..i jak to domyć... aż się pić odechciewa. Trzeba będzie zakupić taki dzbanek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, wydatek niewielki, a różnicę widać gołym okiem, smak wody też lepszy :)

      Usuń
  9. w czymś takim hoduje się sporo bakterii. nadal, mimo wszystko, wolę mineralkę :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem...niby dzbanek też myję, a taka woda z butli po otwarciu to też miejsce bakteryjne. Butelkowana woda sama w sobie jest odbakteriowana, ale po otwarciu butelki paskudy mnożą się w zaskakującym tempie, co można wyczuć np kiedy chcemy się napić wody z butli na drugi dzień- większość wód juz capi ;)

      Usuń
  10. Jak czytam tak u Ciebie wpis to przypomniałam sobie o mojej wodzie w Gliwicach, a dokładniej jak kiedyś wróciłam z imprezy i suszyło mnie o 5 rano. Sklepy zamknięte, nic w domu do picia, ani w wody przegotowanej no to nalałam z kranu. Fuuuj do dzisiaj pamiętam ten ohydny smak. Później jeszcze gorzej mi się chciało pić. Teraz w Wiedniu odkręcam tylko kran i mam normalną wodę i tak z rozgoryczeniem myślę, że po cholerę nam takie dzbanki, powinni coś zrobić z tym syfem co płynie w Polsce w kranie!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba nie tyle kłopot wody, co stuletnich rur, chociaż cholera wie.
      Okropne uczucie jak chce się pić na kacu i zostaje kranówa....moje kondolencje i oby to Ci się nigdy więcej nie zdarzyło ;)

      Usuń
    2. Moje kondolencje z powodu obleśnej kranówki na kaca....oby Cię to jż nigdy nie spotkało!
      A ta woda nasza, to może nie tyle wina samej wody, co stuletnich rur...tak rozkminiam, chociaż kto tam wie ;)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.