Menu

niedziela, 18 stycznia 2015

Marian, nie daruję Ci tej nocy!

Se zrobiłam włosową niedzielę.
I dupa.
Kupiłam ostatnio pewną saszetkę, bo chciałam sobie poeksperymentować to teraz mam.



Marion, zabieg laminowania diamentowy połysk włosów. 

Wlazłam do sklepu i myślę, że tego nie miałam to se wezmę. Za dwa zeta nie będę sępić. Kupiłam. Dzisiaj sobie to to nałożyłam. Wersja niebieska laminowania od Mariana bardzo przypadła mi do gustu, pisałam o tym TUTAJ. Ta wersja ma niby blask perły, różowa, więc myślę jak różowa to będzie git malina. Ja nawet landrynki najpierw te różowe i czerwone wybieram, bo najlepsze. 


Wszystko prawie takie same jak w wersji niebieskiej, skład lekko inny. Zapach normalny, ładny, kremowy jak konsystencja. Oddarłam jedną saszetkę i zapodałam na sierść po umyciu. Wlazłam w wannę, wylazłam, zmyłam- takie tam. Już przy myciu coś mi nie grało, jakieś włosy tępe. Ale nic to wysuszę- zobaczę. Przy suszeniu też jakieś te włosy dziwne były. Myślę se- dupa, odczekam trochę po suszeniu i wybadam. Jak zaczęłam badać, to wyszło, że albo wersja różowa jest dupna, albo przeproteinowałam włosy. O!


O ile bliżej czachy kłaki jeszcze w miarę to im bardziej w dół tym większy gnój. Stóg siana. Teraz już się końcówki troszkę przylizały, ale pół dnia chodziłam jak czarownica jakaś. Jakby pieruny siarczyste, gromiste w rabarbar strzeliły. Jakby jaskółki gniazdo wić próbowały. Jakby mi się wiatrak w kłaki wkręcił... Każdy kłak w inną stronę, masakracja- jak to w Fifie mówi Pan Szpakowski. To żem se niedzielę zapodała ajajaj...Została mi jeszcze jedna część saszetki i nie wiem czy ryzykować jeszcze kiedyś, czy dać listonoszowi w ramach napiwku- łysy jest to mu nie zaszkodzi. Wkurwiłam się. A ja tak lubię różowy buuu!

Na bank więcej tego nie kupię, bo ani blasku, ani gładkości. Niebieską wersję- polecam, różową odradzam.

Pierdolę- wolę miód z cytryną :D Ale różowe landrynki nadal będę wybierać w pierwszej kolejności :)

Edit. To wina saszetki, po naolejowaniu, umyciu i nałożeniu odżywki- włosy jak nowe!

25 komentarzy

  1. Jak dla mnie to przeproteinowanie jak byk. Ale co ja tam się znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że przeproteinowałam- nie mam pewności czy saszetka taka tragiczna, czy ja dowaliłam włosom w nadmiarze ;) W razie coś, mam jeszcze połówkę to ponowię próbę za jakiś czas :)

      Usuń
  2. Z proteinami ostrożnie. Dla bezpiecznosci lepiej najpierw zapodac cos z olejem, coby nawilgociło włosy a potem proteiny :) Ale faktycznie jak piorun w pietruszke ;p Ponawilżasz i bedzie piknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całą noc miałam olej na łbie, dlatego nie wiem czy to proteiny czy Marian mi nie posłużył ;) Dostaną oleju i maskę nawilżającą i wrócą do siebie :)

      Usuń
  3. O kurcze, rzeczywiście wyglądają jak klasyczny przykład przeproteinowania. Ja też ostatnio w stokrotce dorwałam tę saszetkę, ale (na szczęście, jak widzę) niebieską i efekt był jak po domowym laminowaniu żelatyną, także do niebieskiej wersji będę wracać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebieska i u mnie daje fajny efekt. No nic przemęczę się z sianem i nawilżamy ;)

      Usuń
    2. Ja bym poszła w natłuszczanie mocniej, a nawilżanie delikatnie.

      Usuń
  4. Też się u mnie takie siano zrobiło po różowym Marianie, więc chyba z nim coś nie tak :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydaje mi się, że wersja różowa w przeciwieństwie do niebieskiej ma isopropyl alkohol w składzie, ale nie pamiętam, na którym miejscu... Tylko jeden alkohol zapodoany jeden raz takiej masakry mimo wszystko zrobić nie powinien...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może wszystko na raz na mnie się rzuciło- proteiny i alkohole, no cóż...tydzień i włosy wrócą do siebie :)

      Usuń
  6. No to szampon rypacz, olej przed, maska z dodatkiem oleju po, duuuużo tłuszczyku, a następną saszetkę nie wcześniej niż za miesiąc, NA OLEJ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest! Będzie smalec ze skwarkami i słonina topiona ;)
      A serio to myślę, że po tygodniu olejowania i innych bajerów wrócą do siebie :)

      Usuń
  7. moje włosy Mariona wcale nie lubią, także jakoś specjalnie się nie dziwię, chociaż Twoje piórka wyglądają naprawdę słabo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odrodzą się raz dwa, już dziś nawet lepiej się mają ;)
      Mi Marion dotychczas służył.

      Usuń
  8. Mam na to lekkie przeproteinowanie wytłumaczenie. Jeśli używałaś niedawno albo dalej używasz odżywki i szamponu Jazz hair (Która zawiera w cholerę dużo protein i już sama może co wrażliwsze włosy przeproteinować) to użycie maski z proteinami mogło ostatecznie przechylić szalę i proteiny pokazały ,,tą ciemniejszą stronę'' ;) To teraz będziesz olejować jak szalona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tym myślałam, ale z drugiej strony tylko końce mi popierdoliło, a przy Hair Jazz dawałam jedynie na skórę, tymczasem przy skórze włosy wyglądają ok. No nic będziemy olejować :)

      Usuń
  9. Hmmm nie miałam ani wersji różowej, ani niebieskiej bo ja się ogólnie boję takich rzeczy. Tak strachliwa jestem! Szampon i odżywka w zupełności mi wystarcza ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem może i lepiej tylko myć i odżywiać, chociaż jest bez niespodzianek ;) Ale ja lubię poprobować, czasem trafię coś mega, a czasem jakieś gówno- bywa :D

      Usuń
  10. Właśnie dlatego boję się laminowania :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj bez obaw, niebieska wersja jest cool- jak to mówi młodzież ;) Żelatynę i siemię lniane też jest bezpieczne i polecam gorąco :)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.