Menu

środa, 17 grudnia 2014

Dobre Myśli Małej Celebrytki Puderniczki ;)

Wiecie, jest taki jeden Zajęc we wszechświecie, który prowadzi mojego ulubionego bloga. I ten Zajęc drodzy państwo jest mi mentalnie bliski. I właśnie ten sam Zajęc zaprosił mnie do Nominacji Dobrych Myśli. Mowa oczywiście o  Króliczku Doświadczalnym.

Bardzo mnie ta nominacja ucieszyła. Niektóre tagi są durne i niechętnie biorę w nich udział. Inne są wciągające i ten tag do takich należy. Będzie sentymentalnie, emocjonalnie...

Na czym to polega? Na przywołaniu dobrych wspomnień. Zaczynajmy :)



Tak to ja. Historii tych dresów i tak nie zrozumiecie... Moja Mama kupiła je w sklepie należącym do rodziców mojego Niemęża. Chyba nas połączyły. Do dziś Niemąż nie chce przyjąć tych dresów na gwarancję, chociaż tłumaczę mu, że są na mnie za małe...


Dawno, dawno temu...

Moje pierwsze wspomnienie. Po naradach z Mamą- miałam wtedy jakieś dwa latka, niezłą mam pamięć cholerrra :D Wielka zielona łąka, Chmielaki. Nie wszyscy wiedzą co to są Chmielaki- to taka doroczna impreza chmielu, piwa i piwowarów KLIK. W każdym razie stoję na tej wielkiej łące, zadzieram mój niewielkich rozmiarów łepek do góry. Patrzę na wielkie żółto- czerwono- zielone balony z koszami. W koszach latają ludzie. I ja taka malutka, stoję tu na dole i ściskam rękę Mamy. Takie wielkie wow w mojej głowie mówi mi, że chcę latać. Została mi do dziś ta chęć latania, podobnie jak w głowie mam to wspomnienie- w ogóle nie zatarte czasem. Wielki zachwyt, kolorowe balony, ogromna przestrzeń i Mama, której ściskałam rękę z przejęcia.

Trochę później...

Gorące lato, miałam może trzy, może cztery lata. Pradziadek poszedł do sklepu, a zawsze jak stamtąd wracał przynosił mi Kinder Niespodziankę. Wyszłam mu więc na spotkanie. Do mojego rodzinnego domu prowadziła ścieżka (nadal tam jest;) ). Ścieżka prowadziła z górki, na której stał dom, potem  wiła się przez łączkę, rzeczkę i jeszcze jedną łączkę. Na dole między górką, a łąką- rósł taki mały lasek, a ogromne topole otaczały łąkę. Biegnę więc z tej górki ile sił w nogach. Za mną biegnie kot, właściwie kocica- Kinga. Wszystkie koty nazywałam Kingami :)  Dobiegamy do łąki, siadamy pod wielgachną topolą. Patrzymy w stronę dziadka, który jest już za mostkiem, na rzeczce i idzie w naszą stronę machając. Kot jest ogromny! Sięga mi do pasa. Potem przez wieleee lat zastanawiałam się, dlaczego inne koty są takie małe, a to ja urosłam. Siedzę z tą ogromną Kingą, głaszczę ją po futerku, wokół grają świerszcze, trawa trzeszczy od słońca. Spiekota ogromna i zapach lata wokół. Czuję zapach siana, zapach dzikich kwiatów... Taki błogi obrazek, taki bardzo swój i taki niezapomniany. Do dziś czuję te zapachy, słyszę te świerszcze

Jeszcze trochę później...

Początek jesieni. Godzina może siódma wieczorem. Zmierzch. Tylko bez wampirów ;) Mój młodszy Brat już człapał, więc mogłam mieć z 5 lat? Siedzimy w kuchni przy stole- ja, Mama, Siostra Mamy ( nie napiszę, że ciocia, bo do dziś jest dla mnie bardziej jak siostra ;) ), Brat . Mamy ogromną ochotę na sos grzybowy. Szybka decyzja- idziemy do lasu. Co z tego, że mało co widać, bo już późno? Idziemy wszyscy! W lesie tylko żółte liście świecą się w mroku, człapiemy na czworaka i zbieramy grzyby po omacku. Odgarniamy liście, wygłupiamy się, tarzamy we mchu. Banda dzieci :) Jest fajnie, beztrosko. Liście szepurczą pod kolanami, a wokół cisza i pohukiwanie sów. Jakieś pojedyncze ptaki, śpiewają sobie przed snem, a my babramy się w liściach i wydłubujemy grzyby z ziemi. Do domu wracamy z pełnymi siatami.Udało się nazbierać grzybów po ciemku. A potem gorący, pyszny sos...mmm cóż więcej chcieć?

Jeszcze bardziej później...

Wczesna jesień. Pierwsze liście spadają z drzew. Idziemy z Bratem pobawić się w sadzie. Ja mam jakieś 6 lat, więc Urwis jakieś 3. Robimy ogromną stertę liści. Bawimy się w jeże. Jak wygląda zabawa w jeże? Wchodzimy na giętką gałąź leszczyny, rękoma trzymamy się gałęzi, która jest wyżej, bujamy się, aż do momentu kiedy dolna gałąź wybije nas w górę i wpadamy w kupę liści pod krzakiem. Czemu nazywaliśmy to zabawą w jeże? Bo gra polegała na tym, żeby na grzbiet naczepiało się jak najwięcej liści, a jeże jak wiadomo na plecach zawsze mają liście i jabłka :D Pamiętam mój sweter, w którym wtedy byłam- dłuższy, malinowy, z kapturem, cieplutki i mój ulubiony. Na całym swetrze były takie "malinki", wystające kuleczki. Za którymś razem nie wycelowałam w liście i ostro rąbnęłam o glebę. Tchu mi zabrakło, ale Brat mną zatelepał i jakoś się ocknęłam. Mimo "reanimacji" i tak miło to wspominam ;) Z resztą nasze zabawy często kończyły się "reanimacją", ale o tym może napiszę inny post ;)

To tylko garstka wspomnień, mam ich ogromną ilość. I...chyba wszystkie moje wspomnienia są pozytywne :)  Wyciągnęłam z szafy te pierwsze, najstarsze. Dzieciństwo miałam błogie, w ogóle całe życie jest jakieś takie fajne ;) 

Ktoś się pewnie skrzywi, że jako dziecko bywałam na piwnych imprezach. Heh...prócz piwa było (i jest ) dużo innych atrakcji- także dla dzieci. Może ktoś będzie wytrzeszczał oczy, że jako dziecko jadłam grzyby- dla mnie to było normalne, szczególnie jak w koło same lasy. Jestem trochę leśnym człowiekiem ;) Ktoś rozłoży ręce, że zabawy były niebezpieczne- były świetne! Moje dzieciństwo to nieprzerwane pasmo radości. Jadłam grzyby, bawiłam się jak mały drań, jeździłam bez fotelika i robiłam mnóstwo "złych" rzeczy hehehe. Chyba zostało mi to do dziś :D Jednak jakoś żyję, mam się dobrze i moich wspomnień nie zamieniłabym na żadne inne. Ahh jak fajnie było się urodzić za komuny ;)


Tag jest tak błogi, że chciałabym zaprosić kilka osób do zabawy. Miło rozluźnić się wspominając :)
Zapraszam- WeronikęMonikę i Klaudię.
Moich wspaniałych komentatorów też zachęcam do opisania swoich wspomnień na blogach i podesłania mi linku. Możecie też powspominać w komentarzach :)

32 komentarze

  1. Z Twoich wspomnień jasno wynika, że szczęśliwe dziecko to brudne dziecko :) Dzieciństwo to super okres :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczęśliwy człowiek to brudny człowiek i taka jest prawda od zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fakt- w dzień chodziłam nie raz jak diabeł ;)

      Usuń
  3. :D świetne wspomnienia. Ja tez mam takich mnóstwo więc może i wolnej chwili wezmę się za ten tag :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ech wspomnienia..miło poczytać i własne wracają:-)
    Jedno z takich 'durnych' to jak chciałam być Tarzanem.Obwiązałam się sznurem od snopowiązałki w pasie ,drugi koniec przywiązałam do mostka na rzeczką i... Skoczyłam.Źle wymierzyłam odległość i zamiast na brzegu wylądowałam w wodzie,do tego tak szarpnęło że miałam dłuuugo wielki ślad wkoło brzucha - bolało:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ałć...hahahhaha wyobraziłam to sobie :D

      Usuń
    2. Haha ja jeszcze jak nie miałam cycków (ohh co to był za żywot! ;D) to udawałam Tarzana ;p znaczy stałam przed lustrem biłam sie po klacie i się darłam to ooooaaaaooooaaaooo ;D

      Usuń
    3. Chyba dużo osób tak robiło :D

      Usuń
  5. Ale słodko się zrobiło...widzę że taki sam był z Ciebie leśny ludź jak ja. I że pewnie nieraz miałaś zdarte kolana.
    A najbardziej zauroczyło mnie nazywanie wszystkich kotów Kingą i to olśnienie, że on nie był jednak taki wielki :D
    Jak sobie przypominam niektóre rzeczy z okresu gdy miałam np. 5 lat to też mi się wydają nie do końca logiczne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak , tak leśny drapichrust był ze mnie ;) Nadal trochę mi z dzikusa zostało ;)
      Koty były Kingi, świnki- Karole i Kaśki, potem miałam zakaz nazywania świń Kaśkami, bo Kaśka weszła do rodziny, więc bez względu na płeć świniaki to były Karole :D
      Noooo- koty takie wielkieee byłyyy! :D

      Usuń
  6. Wiesz, że uwielbiam twój cięty język i jeszcze do kompletu, nominowałam cię do TAG: Liebster Blog Award 2014 ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Już brałam w tym udział.... ale spróbuję to tak zamieszać, że w nowym roku coś naskrobię ;) Żeby mi się tag za tagiem nie pojawiał hehe ;)

      Usuń
  7. Moja piekna Pudernico, jestes THE BEST, wspomienie o ogromnej Kindze i pozniej mniejszych kotach mnie zniszczylo! Rude kocury RULEZ ;-))) gdybym wsmignela kiedys do Twojej czesci Polski, wywleklabym na browara ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje wspomnienia wydają się być podobne do Twoich :) Dzięki za nominację- w wolnym czasie postaram się sobie przypomnieć parę takich sytuacji i opisać

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny wpis, zwłaszcza historia dresów.

    W ogóle fajnie piszesz i podoba mi się bardzo taki styl!

    OdpowiedzUsuń
  10. jeju ja tez wiecznie pozdzierane kolana, łokcie i nadgarstki miałam, ciągle uciekłam z chłopakami na rowerkach...

    Ja mam mega obciachową przygodę, jako 5letnia fanka omena , terminatora i szczęk ( tak, tak rodzice mi takie filmy wł. na zmianę z kucykami pony, ale przynajmniej teraz wiadomo skąd ta wrodzona nienormalność u mnie) oglądałam również Himena i Szirę i Szkieletora ( bo ja to ogólnie juz starsza jestem i jeszcze na takich bajkach wychowywana:P) i miałam świetlny miecz, łaaa... miecz Himena i wszedzie z nim łaziłam i kiedyś gdy dopadł mnie mój pies o pieszczotliwym imieniu Rambo i złapał za piżamkę ( miałam jakieś 4-5lat) wzięłam ten miecz i krzyczałam w niebo - głosy " na moce posępnego czerepu" ale nic mi nie pomogło, miecz złamał się w ferworze, pies porwał spodenki w raczej wstydliwym miejscu i wydoroslałam, przestałam wierzyć w moc elektroniki z Tajwanu na baterię... chaosu Ci tu natworzyłam ale jest późno, net mi wariuje i włóczę się po bloggach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah dobre :D
      Ja też oglądałam dziwne rzeczy i nawet odrobiny lęku nie było we mnie. Takie Lśnienie w wieku 5 lat na przykład, do dziś lubię :)

      Usuń
  11. Brudne dziecko to szczęśliwe dziecko ^_^ hehe

    OdpowiedzUsuń
  12. Wesołych świąt, Pudernico! :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękne wspomnienia. Ja też wychowana wśród lasów. A teraz Ci powiedzą, że dzieci poniżej 8 czy tam którego roku zycia grzybów jeśc nie mogą! :)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.