Menu

niedziela, 7 grudnia 2014

Blask moich włosów oślepia przechodniów ;)

Włosowa niedziela, po niesamowitej sobocie, pełnej wrażeń, o której postaram się napisać jak najszybciej :)
Dziś chciałabym się podzielić z Wami ciekawym odkryciem jakiego dokonałam.



Z braku laku, pomyślałam, że zrobię sobie laminowanie siemieniem, o którym już pisałam kiedyś TU. Ale ile razy można tego samego gluta wgniatać we włosy? No ileż można? Pomyślałam, że mieszankę można wzbogacić czymś jeszcze. A, że siemię to kurrrwa czysta natura z łona Matki Ziemi, to wypadało dodać czegoś równie naturalnego. 

Padło na pszczelą wydzielinę, prosto od owada. Wycisnęłam z pcół łyżkę miodu. A w sadzie zerwałam świeże cytryny. Jak to dobrze, że jeszcze śnieg nie przykrył moich cytrusów, a na wodzie w basenie nie pływa kra. Kra kra kra- wrona. Wron to u mnie akurat dużo. Czyżbym odbiegła od tematu? Yhymmm

Siemię przygotowałam standardowo- w srebrnym rondelku. Po lekkim ostygnięciu dodałam profesora miodka i wycisnęłam soki z połówki cycoliny cytryny.

Nałożyłam pachnącego gluta na umyte włosy (plus czepek i czapka) i poszłammmm sobie :)

Zmyłam po około trzech godzinach, oj no bo mi się zapomniało, no :P Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania! Z resztą sami zobaczcie! 



Mój aparat nie jest najlepszym aparatem świata. Mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu kupię sobie nowy, wypasiony sprzęt, żeby wiochy nie robić :D Moje maleństwo robi fajne zdjęcia, ale na zewnątrz- w domu nie wyrabia, szczególnie przy słabym oświetleniu.


Ale ja tu pieprzę o aparacie, a miało być o włosach przeca!

Mieszanka siemienia, cytryny i miodu sprawdziła się nadzwyczaj dobrze! Maseczkę zmyłam tylko wodą.Nic się nie lepiło, bez obaw ;) Włosy nabrały takiego blasku, że byłam w szoku. Moje chabeździe są miękkie, sypkie i bardzooo nawilżone, a przy tym nie obciążone ani trochę!

Stwierdzam, że tak stuningowane siemię to mój nowy faworyt. Na pewno powtórzę tę maseczkę nie raz i nie dwa. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona moim odkryciem Ameryki i polecam chętnym wypróbować :)

A Wy jakie cuda kładziecie na łepetynki?

PS. A przy okazji, jak Wam się podoba mój nowy podział kategorii na blogu ? To zasługa niezwykle uzdolnionej Panny Vejjs, której z tego miejsca serdecznie dziękuję za pomoc :*


18 komentarzy

  1. Cześć:) moja niedziela wlosowa wypada jutro i tez bede gotowac len:) zrobie po twojemu :) idz na jakies zakupy do ciucha, bo uwielbiam podpatrywac co upolowalas. Pozdrawiam, Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, czekam na relację!
      A poszłabym, tylko czasu nie mam- też ubolewam :(

      Usuń
  2. jestem pod wrażeniem Twoich włosów :) a na żywo jakie piękne są :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Włosy świetnie się prezentują, a jaką masz fajną bluzę- pewnie jest przyjemna w dotyku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam takie dwie- tę i niebieską, uwielbiam je, są super cieplutkie, a ja zmarzlak jestem :) Kupiłam je kiedyś w Butiku :)

      Usuń
  4. brajt szajn lajk a dajmond!! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. oo ja to dawno nawalałam na włosy gluta :) muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje włosy na żywo wyglądają jeszcze lepiej;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękiii :* Słodzicie mi dzisiaj, zaraz się rozpłynę ;)

      Usuń
  7. masz piękne włosy, moje natomiast potrzebują jakiegoś odżywienia wiec tym chętniej odgapuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że będziesz zadowolona z "mojej" mieszanki :)

      Usuń
  8. Hmm, dużo humektantów w takiej maseczce. Przy tej pogodzie może się włosie zacząć puszyć po kilku użyciach takiej maseczki, ja bym przemyciła jeszcze troche tłuszczyku, tak raz na jakiś czas. No chyba że było kłacze wyolejowane jak ta lala wcześniej, to wtedy spoko. A wyglądasz jak u Pink Floydów - Shine On you Crazy Diamond :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Zapomniałam wspomnieć! Tak, tak całą noc miałam olej na głowie :)

      Usuń
  9. o to i ja muszę zaaplikować sobie tę papkę na włosy :D

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.