Menu

sobota, 15 listopada 2014

Słodkie zabawy z bananem

Czasami w życiu są takie chwile, że gubią nam się dni. Dlatego też kłaczankowy dzień odbył się w sobotę, a nie w niedzielę, a co tam. W lipcu myślałam, że jest maj, więc dzień różnicy, to żadna różnica :D Grunt, że włosy dostały kopa weekendowego.
Noc spędziłam z olejkiem, a rano zwilżyłam włosy wodą i zapodałam na ten mój łeb maskę domowej roboty. Żadne tam diy- wkurwiają mnie te pseudo słówka. Najbardziej wkurza mnie diy i haul grrrr no i skalp grrrr. Ale ja nie o tym. Ja o innym :D

Maskę przyrządziłam z banana. Niecały był, bo go podgryzłam. Jestem znanym łakomcem. 2/3 banana zgniotłam widelcem. Ja wiem, że powinno się blenderem, bo potem mogą być problemy ze zmyciem, ale jestem leniuch śmierdzący. Zmiażdżyłam dziadygę na papkę i dorzuciłam łyżeczkę miodu. Mogłabym więcej, ale miodu mi szkoda- wolę go w herbacie. Miód oczywiście świeżo wyciskany z pszczół. Babcia łapie je w ogródku, wykręca z miodu i puszcza wolno. Nikomu krzywda się nie dzieje. Napatoczyła mi się również cytryna. Podduszona połówka właściwie. Z takiej cytryny to gówniany pożytek, bo ani ją kroić, bo się rozwala, ani ją zjeść, bo podobno kwaśna. Wydusiłam resztki jej tchnienia do mikstury. Ze dwie łyżki wyszło krwi z owocu. Wymieszałam to na gładką konsystencję. Wyszło takie średnio gęste coś o kolorze sikowo- beżowym.





Schyliłam łeb nad wanną i poczęłam wcierać chujstwo. Na skórę głowy (nie na skalp :P ) kładłam, we włosy wcierałam raźnie . Poszło wszystko. Tradycyjnie założyłam czepek i czapkę i tak spędziłam ze 3 godziny, bo miałam inne zajęcia. Włosy mi nie wypadły, więc myślę, że nie był to zły pomysł.

Kolejnym krokiem było spłukanie papki. Zastanawiałam się czy rzeczywiście flaki z banana zostaną mi na tydzień we włosach, ale nie! Nic z tych rzeczy! Nie wierzcie internetom! Może jeśli ktoś ma słabe ciśnienie w rurach to będzie miał problem, ale jak ktoś ma pałera w prysznicu to się nie obawiajcie. Spłukałam wszystko elegancko, następnie umyłam włosy Alterrą. Swoją drogą- jakie delikatne szampony bez sls i sles oraz silikonów polecacie? Na lepsze rozczesanie nałożyłam na chwileczkę odżywkę Garnier z awokado (każdy ją zna przecież, to wiecie, o którą chodzi). Spłukałam, zawinęłam włosy w ręcznik. Potem polatałam z sierścią luzem i poszłam dosuszać. Na końce olejek, na całość kapeczkę termoochrony i dawaj z wichurą.

Szok! Szok! Włosy dostały objętości! Strasznie się cieszę, bo z tym mam problem i jak mi się włosy na boki rozdzielą, to wyglądam jak jakaś Mona Lisa niedoje... no nie do tego wiecie. Włosy jakby sztywniejsze, ale w taki pozytywny sposób. Miękkie, ale wygładzone, dociążone, takie jakby grubsze. Ciężko mi to opisać. W każdym razie są skowyrne.


Bardzo fajnie się wygładziły. Z natury mam proste włosy, ale po tej masce wszystkie świetnie się zdyscyplinowały. I nie są przylizane- u diaska!- same dobroci! Oczywiście nawilżenie na najwyższym poziomie, w to mi graj!  Lśnią pięknie. 


Mikstura, którą dziś przyrządziłam może rozjaśniać włosy. Każdy ze składników ma właściwości "wybielające", więc się nie zdziwcie ;) Aktualnie trwam w postanowieniu nie farbowania włosów w okresie zimowym, a wiosną spróbuję uderzyć w brązy, więc nałożyłam wszystko bez zawahania. A tak w ogóle, to znacie Uber? Ten do zdejmowania koloru? Jakie macie opinie o nim? Chętnie poczytam, może wypróbuję.

Podsumowując- jest to jedna z lepszych maseczek jakie sama zmontowałam- z czystym sumieniem polecam. Achh i włosy pachną mi jak suszone banany mrrrr uwielbiam :)

Na koniec zapraszam jeszcze na wczorajszy post o szmatach KLIK TU i życzę miłego wieczoru :)


22 komentarze

  1. Efekty jak najbardziej na tak!
    Ale ja tak bardzo lubię banany i miód, że nie mogłabym tego nałożyć na włosy- wolałabym zjeść :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że kosztowałam maski- pycha, tylko trochę za kwaśna, bo sporo mi się cytryny wydusiło. Myślę, że przepis na "moją" maskę, może być świetnym przepisem na koktajl :)

      Usuń
  2. Jakie długie włosy już masz :) !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś tam rosną, choć jakby tak podsumować to w tym roku poleciało dobre 25 cm :)

      Usuń
  3. o kurcze, włosy pięknie wyglądają :) Ty to zawsze coś fajnego wymyślisz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Banany wpierdzielam codziennie w owsiance dla potasu, więc mam spory zapas. Nie nakładałam na głowę, bo bałam się właśnie tych resztek, ale ciśnienie w rurach mam jak się patrzy, więc powinno się spłukać. Kusisz. Trochę mnie będzie serduszko boleć, bo zdecydowanie bardziej wolę banana zjeść, niż się nim wysmarować, ale muszę spróbować, bo objętość mnie zachęca. Chociaż to może zasługa miodu... Zobaczy się. Miodu nie mam, nie lubię, więc dam siemana lnianego i może coś wyjdzie.
    Fajne włosy masz w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w ogóle to dzięki ;)
      Moje maseczki to taka zabawa w "co znajdę to dodam" ;)

      Usuń
  5. Pudernico moja droga, pysznie sie w tej lazience zabawiasz ;-), u mnie banan na lbie wyladowal raz, splukal sie dobrze bo go dobrze zbledowalam, ale cudow nie zadzialal wiec poki co powtorki nie bylo.
    Czesto za to mieszam zelatyne z dobra maska do wlosow (wyczytane u Anwen) i to mi dobrze sluzy.
    Co do sciagacza koloru UBER, to uzywalam tutejszych odpowiednikow Superdrug'owy Color Rewind zeby sciagnac za ciemny kolor, a ostatnio henne. Na opakowaniach pisza zeby na henne nie stosowac ale poczytalam ze angielskie dziolchy sciagaly, wiec i ja sciagnelam i zyje ;) co prawda kolor nalozony po sciaganiu ma rude refleksy, ale generalnie ustrojstwo nie niszczy wlosow i jest zbawieniem jak farbowanie pojdzie nie tak....Jednak gwoli ostrzezenia, czarne kolory sa oporne i jedna sesja moze nie wystarczyc, wlosy moga tez wyjsc rude, zalezy co z nimi robilas, wtedy trzeba zafarbowac np. jasniejszym brazem niz dotychczas.
    Wazne jest zeby przestrzegac czasu wyplukiwania, dla mnie to bylo pol godziny lacznie, masakra, ale trza.
    Powodzenia!:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żelatyna jest fajna, też próbowałam ;)
      A co do Uber (Ubera? Uberu? ;) ) to jeszcze się wstrzymuję z decyzją, najpierw niech włosy przez zimę płowieją, potem będę kombinować :)

      Usuń
  6. Zgapię przepis i dam znać jak na mojej czuprynie ta maska się sprawdziła :D

    OdpowiedzUsuń
  7. też nienawidzę słowa skalp. ono jest straszne :/ a to na h to nawet nie wiem, jak się wymawia :P

    a włosy masz bardzo ładne. szczególnie to środkowe zdjęcie jest mega.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co do gubienia dni to ja ostatnio się tak zakręciłam, że przyszłam na spotkanie 2 godz za wcześnie... I uj, że byłam święcie przekonana, że jest inna godzina chociaż nie była, a moja komórka też nie kłamała, ale chyba noszenie soczewek nie pomaga, bo ślepota ze mnie... :/
    Co do banana, to nie próbowałam i w sumie nie wiem czy u mnie się sprawdzi, bo tej większej objętości na moim sianie się boje ;d
    chociaż kij, może kiedyś się skusze ;)
    PS: Aloesa uciachałam ostatnio i teściu się nie skapnął, a włosy były zadowolone :D
    PS2: Muszę niechętnie przyznać, że wpadłam w nałóg zaglądania tu i niecierpliwie sprawdzam każdego dnia czy coś dodałaś ;p

    Keira

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj miło mi, że lubisz czytać moje pokręcone posty :)
      Hmmm najpierw aloes, teraz pora na teścia :D Nóż w gotowości? ;)

      Usuń
  9. Włosy rzeczywiście dużo zyskały :) Bardzo ładne :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właściwości rozjaśniające? Super ! musze wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, banan, miód i cytryna rozjaśniają. Jeszcze rumianek ma takie działanie. Więcej grzechów nie pamiętam ;)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.