Menu

środa, 20 sierpnia 2014

Oleisty lipiec czyli co zapaprykowałam na włosy

Czy Wy też uważacie, że czas zapierdala jak głupi?
Utknęłam na lipcu, a tu już prawie koniec sierpnia :)
Mój cykl o papraniu włosów olejami kolejny raz jest opóźniony...cóż.
Jesteście ciekawi co kładłam na głowę w lipcu? Nie? To wypier... to nie :D Tym, którzy są ciekawi chętnie opowiem.


Lipiec przeolejowałam z Olejkiem łopianowym z czerwoną papryką od Green Pharmacy.
Że niby ten olejek pobudza wzrost włosów...srali muchi bendzie wiosna! Nie w moim przypadku. Wiem, że wielu osobom pomógł ten paprykowy sik, ale mi włosy nie urosły do kolan- znaczy jestem odporna na niego jak Macierewicz na wiedzę.
Olejek jak olejek- oleisty, chyba nikt nie oczekiwał, że będzie kremowy? Pachnie jakby nie pachniał, a podobny zupełnie do nikogo i niczego. Zwykły olejek. Należy jedynie uważać by nie zatrzeć nim oczu, bo jest z ostrą papryczką. Ja nie zatarłam, ale podejrzewam, że oczy by mi wypaliło jak żywy ogień. Albo martwy. Jaki jest ogień?
Po nałożeniu troszkę cieplej robi się na głowie, ale to raczej przyjemne uczucie. Jeśli ktoś chce większego hardkoru to niech sobie najpierw po głowie druciakiem pojeździ, byłoby ciekawie.
Butelka z ciemnego plastiku, otwór jak otwór Sashy Grey- za duży dla normalnych ludzi. Olejek dozowałam w kielonek plastikowy po syropie i dopiero mocząc paluszki nanosiłam na łeb i włosy.

Do składu nie można się przyczepić- prosty i ma to co producent obiecuje. Jak z pozostałymi obietnicami?
Czy wzmacnia strukturę włosów i odżywia cebulki? Ciężko mi to określić jeśli mam być szczera. Nie wiem. Jakiegoś mega wzmocnienia nie zaobserwowałam, ale może jedna flaszka to jak pół litra wódki na dziesięciu chłopa? No za mało...Wzrost mi się jakoś nadzwyczajnie nie pobudził, nadal mam 163 cm wzrostu, włosy też jakby bez reakcji. Krążenie to polepsza, bo w łeb jest ciepło (polecam na zimę). Nic mi się nie paliło, łupieżu to chyba nigdy nie miałam.
Czyli na skórze głowy jak dla mnie- dooopa.
Ale...waliłam i na długość i o dziwo włosy fajnie się zachowywały. Olejek nawilżał, a włosy były sypkie i przyjemne w dotyku. Czyli nie ma tego złego, co by Tusk nie zrobił! Pieniędzy w błoto nie wyrzuciłam, chociaż liczyłam na więcej. Ale co chcieć? Olejek za piątaka to nie będę się czepiać. Szkoda, że flaszka mała, bo 100 ml to szału nie ma. Wystarczył na jakieś trzy tygodnie, pod koniec lipca zaczęłam się smarować sierpniowym olejem.
Ocena ogólna.
Nie kupię, jest dużo innych olejów, które chętnie przetestuje. Jak dla mnie to 2 z plusem, bo niczego do mojego życia nie wniósł, choć niektórzy go chwalą. Dla mnie jest nijaki.
A dla Was? Miałyście nicponia?

24 komentarze

  1. Twoje porównania są bezkonkurencyjne:) Homer niech się schowa:D

    OdpowiedzUsuń
  2. miałam. Też dupy nie urywał w moim przypadku :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Epicki opis. Mickiewicz może się schować ze swoim Panem Tadeuszem :D. Natomiast nie miałam tego cholernika i czuję, że się nie spotkamy jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz spróbować można, cena nie jest wygórowana, niektórzy sobie chwalą drania. Ja akurat nie.
      Mickiewicz się chyba już schował, bo go dawno nie widziałam ;)

      Usuń
  4. Moj ulubiony olej ;d ale na długość włosów, a nie na skalp, bo tam szału nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, na długości nie mam mu nic do zarzucenia, szkoda tylko, że producent zachwala go na innym polu, a tam gdzie faktycznie działa- nie ma nawet wzmianki. Dziwne, nie?

      Usuń
  5. Moje pierwsze wrażenie- strasznie ciężki w porównaniu do olejów używanych do tej pory. Natomiast moja przygoda z nim trwała zaledwie 4 użycia więc nie wypowiem się co do efektów. :)
    A to dlatego, że po 4 użyciach zafarbowałam włosy (w ubiegły piątek) a ponoć nie powinno się olejować do tygodnia po farbowaniu. Nakładałam go jedynie na skalp , pół godziny przed myciem , nie czułam żadnego ciepła, ale ogólnie miły w użyciu. :) Obecnie od 2 dni wcieram kozieradkę, ale myślę , że od soboty wrócę do praktykowania tego oleju :P Nie szkodzi, a pomóc może.
    pozdrawiam KaSia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkodliwy to on nie jest... na długość coś tam daje radę, więc próbuj :)

      Usuń
  6. Bardzo podoba mi się dyplomatyczna informacja o tym, co mają zrobić ci, którzy nie są ciekawi wieści o olejku.
    Miałam z tej serii ten nie z papryczką i szału nie robił. Lniany, który był wcześniej na moich włosach odkryciem coś przestał działać i muszę sobie znaleźć coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co się będę z hołotą kłócić ;) Nie podoba się to nara hehe :D
      Co do olejku to pewnie Ci się włosiska przyzwyczaiły. Ja co miesiąc testuję coś innego heh :)

      Usuń
  7. Ja miałam łopianowy z GP. Na skalp nie kładłam, bo w moim przypadku wszystko powoduje wypadanie włosów, a na długości taki przesusz zrobił, że ścięłam włosy, ponad 50 cm -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łosz kutwa! Armagiedon!
      I co teraz kładziesz?

      Usuń
    2. Ponad 50 cm?! O matko, współczuję...

      Usuń
  8. Nie miałam dziada, jeżeli nastaną czasy, że nic innego na półkach nie będzie to w desperacji kupię :D.

    Obserwuję ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektórym pomógł...nie mówię, że jest zły, ale nie dla mnie :)

      Usuń
  9. U mnie też nie przyspieszył porostu...

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrzyłam wiele razy na te olejki w Naturze i miałam ochotę wypróbować, ale w końcu nie kupiłam. Planuję jak na razie wypróbować migdałowy

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam kiedyś kiedyś ale już nie pamiętam jak się sprawdzał ;pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli pewnie się nie wyróżniał, skoro nie pamiętasz ;)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.