Menu

wtorek, 26 sierpnia 2014

Krem do twarzy, który mnie nie zawiódł

Może ktoś czekał, a może nie.
Jakiś czas temu dostałam do testów krem do twarzy.
Ktoś mnie zapytał ile jeszcze będę go testować. A no, moja odpowiedź jest taka- tak długo aż go poznam. Co innego poznać balsam do ciała, żel pod prysznic czy inne bzdety, a co innego krem do twarzy. Aby móc cokolwiek powiedzieć w temacie muszę poużywać dłużej taki kremik, bo w przeciwnym razie miałabym gówno do powiedzenia. Nie rozumiem, jak ktoś po dwóch użyciach może strzelić post na temat produktu. Ale może to ja jestem dziwna :)
Uffff przejdźmy do meritum.



Perfecta, krem matujący Dekoder genów młodości. To to po prawej ;)
Testowałam dzielnie przez grubo ponad miesiąc, prawie dwa i jeszcze skurczybyka zostało na kolejny miesiąc. Plus za wydajność.
Żeby nie było, że testuje co mi dadzą- zgłosiłam się sama, bo krem mi się kończył to raz, dwa to lubię owocowe peelingi ( to tyczy się Pina Colady). Trzy to krem pasował mi jak ulał- dwudziesty piąty rok życia przekroczyłam (fuck) już dobrą chwilę temu (fuck). Nie rzucam się na wszystko co tylko można przetestować, rzucam się na to co rzeczywiście mi się przyda i prawdopodobnie sprawdzi.
A jak było z kremem?


Słoiczek szklany, elegancki, zapakowany w kartonik, pojemność 50 ml. Kurka wodna, jasny kapelusz, motyla noga- taki elegancki, taki wow. Będąc małą dziewczynką zazdrościłam babci tych eleganckich kremów w szklanych słoiczkach, a teraz...ahhh starość nie radość i ja mam swój szklany rarytas ;)
Konsystencja kremu jest lekka kremowo- mleczkowata, bardzo wygodna w aplikacji. Krem jest leciutki, dosyć rzadki, ale dla mnie jest to ok. Ani to dla mnie plus, ani minus. Jest jaki jest, a mi to odpowiada. 
Zapach.
Słuchajcie, posmarowałam chapkę pierwszy raz, chodzę po domu, coś robię i coś mi pachnie. Chodzę niucham, ni chu chu nie wiem co to. Jakby jakieś lekkie męskie perfumy, takie świeże, leśne, jakieś takie fajne. Chodzę i wyszukuję. Pytam niemęża czy perfumy ma jakieś nowe. No nie ma nic nowego. Niucham i niucham. A to krem! Piękny orzeźwiający zapach, ciężko określić czym pachnie. Takie lekkie męskie perfumy, jakieś mocniejsze damskie, nie wiem, nie wiem jak opisać ten aromat, ale strasznie mi się podoba.


Skład. Zaraz mi ktoś napisze, że siedzą tam straszne rzeczy ;) Ale wiecie co Wam powiem-im mniej wiem tym dłużej żyję. Teraz wkoło tyle chemii, że kładę lagę na składy (nooo w większości przypadków ;) ). Zrobiła się straszna nagonka na te wszystkie produkty eko, natural i tak dalej, a i tak żremy w Makach heheh :) 
Krem nie wywołał u mnie żadnych pdrażnień. Żadnych alergii. Żadnego wysypu pryszczy i kurzajek. Czyli jak dla mnie jest ok. Nic więcej do szczęścia mi nie trzeba. A nawet jeśli w składzie ma chemię, to pamiętajcie- jeśli tam jest to w bezpiecznych ilościach, skoro została zaakceptowana. Nie dajmy się zwariować i ogłupić internetowym mesjaszom dwudziestego pierwszego wieku.


No jasny gwint, mimiczne ścierwa zaczynają się pojawiać, może dlatego, że lubię się śmiać. Ale to się akurat nie zmieni. Śmiech to zdrowie. Czy moja gęba jest mniej sprężysta...hmmm ciężko stwierdzić, ale mogę się założyć, że sflaczałam na gębie. Czy morda świeci jak psu nos na wiosnę? Może nie aż tak, ale pory to mam jak pory tancerzy tańca nowoczesnego- poszerzone. Czyli krem jest dla mnie.

Wiecie co jest fajne w tym kremie? Buzia po użyciu jest miękka jak aksamit. Kiedy jej dotykam czuję jakby aksamitną powłoczkę. Nie jest to jakiś chłyt matetindowy, autentycznie na buzi tworzy się taka jakby miła powłoka. Prawdą jest, że skóra twarzy staje się bardziej sprężysta i wyczuwalnie bardziej napięta. Napięta w pozytywnym sensie. Nic mnie nie naciągało, nie szczypało i nie ciągnęło. Po prostu jest tak, że jest dobrze ;) 
Moja gęba nie jest przeorana, to i zmarszczek jak u buldoga nie mam. ciężko mi stwierdzić czy krem zniwelował drobne zagięcia w skórze. Może nieznacznie. Tutaj pewności nie mam, bo zmarszczek u mnie nie wiele. Ale skoro krem naprężył skórę na mojej twarzy to i na mimki pewnie podziałał. Delikatnie matuje, tak jak obiecuje producent.
Ogromny plus dla mnie jest taki, że krem możemy nakładać pod makijaż. Czy utrzymuje się dłużej- ciężko powiedzieć, bo u mnie makijaż trzyma się dobrze. Natomiast dobre jest to, że krem się nie wałkuje, nie oddziela i nie waży kiedy nałożymy podkład czy puder.

Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać ten krem dzięki współpracy. Tymczasem kontynuuję aplikacje, bo mazidło sprawdziło się na mojej buzi, daję mu piąteczkę, bo oszołomić mnie nie oszołomił, aczkolwiek nie zawiódł moich oczekiwań. Jest taki jaki mi odpowiada.

18 komentarzy

  1. a będziesz go kupować, jak już się skończy, czy próbować innych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że sięgnę po niego ponownie. Jeśli nie na pełen etat to na pewno do użytku na dzień :)

      Usuń
  2. To fajnie że się sprawdził. Jeszcze nie potrzebuje kremów tego typu bo mam poniżej 25. Ale za 4 lata kto wie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weź sobie moje cztery latka, a ja wyślę Ci krem ;) Dobry deal ? ;)

      Usuń
  3. Zawsze jak czytam recenzje u ciebie mam uśmiech szerszy niż ma twój awatar. Dzięki Boziu za uszy, bo inaczej czubek głowy już by mi odpadł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez czubka wyglądałabyś jak czubek pewnie ;)
      Ja tu jestem po to by ludzie się uśmiechali, troszkę poznali kosmetyki, ale głównie moją misją jest szerzenie uśmiechu wśród narodu ;)

      Usuń
  4. Także lubię czytać Twoje recenzje! :) Są rzetelne i tak przekomicznie napisane, że parskam śmiechem cały czas podczas czytania ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie te kremy jakoś nie pasują niestety, tzn. na początku smarowania super a później to szkoda gadać... Zdradzę Ci, że ostatnio nabyłam serum z białymi winogronami Apis i jest cudne. Bloga nie mam, recenzji nie napiszę ale polecę, bo na moją face ciężko teraz znaleźć coś co nie szkodzi.
    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za polecenie. Przyjrzę się temu serum :)

      Usuń
  6. Dobrze, że u Ciebie się sprawdził. Jakiś taki za rzadki jak dla mnie-ja to lubię konkrety:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przed nim miałam konkret, to teraz mam dla odmiany coś rzadkiego, ale podpasował mi trzeba przyznać :)

      Usuń
  7. Ja tez lubię kremy w szklanych słoiczkach, ostatnio miałam taki z Soraya, zapach też miał bardzo ładny. Zwracam dużą uwagę na takie rzeczy bo nie wyobrażam sobie chodzić z czymś śmierdzącym na twarzy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe to tak jak ja, niby zapach nie najważniejszy, ale w gruncie rzeczy ważny :)

      Usuń
  8. U mnie chyba za wcześnie jeszcze na takie kremy. Ale jeśli mogę polecić coś nawilżającego, to na pewno krem z Ziaji, 25+. Matuje i nawilża, takie moje cudeńko. I co najdziwniejsze, nie wyprawia nic na mojej buzi O.o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o Ziaję to lubię ich krem z białą herbatą, tego 25+ jeszcze nie miałam :)

      Usuń
  9. a ja sobie może go kupię za jakiś czas jak wykończę swoje pootwierane kremy - nie ma parabenów więc mi krzywdy nie powinien narobić. Tylko one mi robią jakieś przedziwne krosteczki, już porównywałam wszystko co się da i wychodzi na to, że to one są winne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No parambolów ni ma ;) Próbuj, u mnie się sprawdził :)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.