Menu

środa, 18 czerwca 2014

Szok i niedowierzanie- żel na wszystkie bolączki

Dobra mam chwilkę czasu, to jedziemy z koksem ;)
Wiem, że niektóre osóbki czekały na tę recenzję, więc dziś przedstawiam Wam...


Żel aloesowy od firmy Safira.
Swoje opakowanie dostałam od Weroniki. Właściwie to wymieniłam się za sałatę, ale to długa historia ;) Dzięki jej  uprzejmości ( kurwa ale słodzę :D ) miałam okazję przetestować to cudeńko.
Słoiczek pojemny, łatwy w użytkowaniu, zakręcany, przezroczysty, ale to chyba widzicie, nie? 300 mililitrów to całkiem sporo.
W środku galaretowata substancja. Ale nie jest to galareta wieprzowa (mniam) tylko żel z aloesu z niewielkimi dodatkami, ale to zaraz ;) Pachnie jakby nie pachniał. Coś świeżego i nic konkretnego.
Używałam na włosy. Tutaj wspominałam o tym eksperymencie KLIK. Rzeczywiście włosy polubiły się z tymi zielonymi gluciskami.
Przez około miesiąc używałam żelu zamiast kremu na noc. Muszę przyznać, że i ten eksperyment się powiódł. Zdecydowanie zmniejszyła się liczba zaskórników, a buzia była świetnie nawilżona i myślę, że to zastosowanie żelu jest najlepsze. Próbowałam pod makijaż kłaść hultaja i też było git majonez jak u pani Basi. Ale pod makijaż mam inne cudeńko, o którym wkrótce.
Kolejne zastosowanie- poślizg (haha nie do tego obślizgłe zboczuchy! ) po opalaniu :) Żel przetestowałam po tym jak pierwsze słońce zaatakowało moje cycki. No w sumie to dekolt, bo cycki były skitrane. Ale powiedzmy, że cycki. Lubię słowo cycki. Cycki, cycki, cycki, dobra wystarczy :D Po kilkukrotnej aplikacji chrupiąca skórka ładnie się przygasiła. Nic nawet nie zlazła. Nie piekła tak jak przypuszczałam, więc kolejny punkt dla dziada borowego.  O żelu, żelu dałeś mi ukojenie, ma dusza rada, me serce radosne i piszę Ci wiersze miłosne. Dobra przesadziłam :D Coś dzisiaj mój defekt pod czaszką jest nadmiernie pobudzony. Aha, jak nawaliłam świntucha na grubo to troszkę się wałkował na zielono, co wyglądało średnio, ale jako że byłam na terenie posiadłości latało mi to koło du... nosa. Niech będzie nosa!
Aplikowanie na nieproszonego gościa (czyt. pryszcza) jest również wskazane. Ładnie pochłania nieprzyjaciela. Może bez szału, ale wygaja skurwiela.

Aloesu troszkę jest jak sami widzicie, dokładnie 41%. Gdyby żel był alkoholem, z takim procentem byłby najpopularniejszą galaretką na imprezach. Skład niczego sobie.
I tak to.
Już mi się huncwot kończy, ale rozglądam się za kolejnym. Bardzo praktyczny wielozadaniowy kosmetyk, który przydaje się w wielu okolicznościach, dlatego też uważam, że warto go mieć na swojej półce. Daję mu piątkę z plusem. Polecam z czystym sumieniem.
Pozdro z końca świata :)

27 komentarzy

  1. A gdzie to cudo można dostać w naszym mieście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A cholera wie, ja dostałam od Weroniki, a teraz wertuję internety za drugą dawką, bo mi podpasowało obrzydlistwo ;)

      Usuń
    2. O to jak dorwiesz gdzieś go w internetach do daj znać to se kupie bo sie zainteresowałam :D

      Usuń
  2. :D ja zużyłam już 3 opakowania i mam jeszcze 1 :) mężowi spalone plecki smaruję. Skarpety z poprzedniego wpisu zamówiłam - będziemy sobie rodzinnie, komisyjnie, stópki regenerować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj znać jak skarpeciory :)
      Ja właśnie szukam kolejnego aloeska, bardzo się polubiliśmy :)

      Usuń
    2. Pani koleżanko Weroniko, a pani żela gdzie dorwała?

      Usuń
  3. na włosy mówisz? nie pomyślała bym, ogólnie takie żele z aloesem lubię, bo na skórę dobrze działają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no na włosy, taki z doniczki też się sprawdza świetnie :)

      Usuń
  4. mmm, aloesik zawsze spoko, chętnie bym wypróbowała tego mazidła;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szukaj w internetach, bo stacjonarnie to nie mam pojęcie gdzie można spotkać tego jego ;)

      Usuń
  5. EDTA = dużo zła
    sam żel ma przecudnie radioaktywny kolorek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EDTA= zuooo, zapamiętam, dziękuję :* Aczkolwiek tym razem przeżyłam, ale będę na to zwracała baczną uwagę :)
      No, kolor jest dobry, taki żabi skrzek z Czarnobyla ;)

      Usuń
  6. Właśnie oskubałam babci kilka gałązek aloesu i testuję na twarzy i włosach ;) nie wiem czy udałoby mi się przekonać do żelu, chyba wolę aloes w stanie ciekłym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żywy to żywy- najlepszy, choć trudniejszy w użyciu. Ja hoduję własnego na parapecie, ponoć najlepsze są te powyżej trzech lat, mają większe stężenie dobroci.

      Usuń
  7. Ja używam soku aloesowego prosto z roślinki i rzeczywiście jest świetny. Bardzo dobrze nawilża cerę i pozwala na szybsze gojenie się niespodzianek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...i świetnie sprawdza się w gojeniu ranek :)

      Usuń
  8. Mam taki żel aloesowy ze sklepu Natko, na razie używałam go tylko do łagodzenia podrażnień po depilacji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie na szczęście depilacja nie wyrządza żadnych szkód, więc nie mam rozeznania ;)

      Usuń
  9. Kurde, a w jakich auchanach tego dziada nie można dorwac? Trza by sie rozejrzec....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia, na moim zadupiu nie mam Auszanów, tylko wysyp Biedronek ;)

      Usuń
  10. Nie miąłam jeszcze tego produktu, ale wydaje się być ciekawym kosmetykiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie tak ciekawy jak dwunastogodzinna podróż pociągiem, ale ciekawy ;)

      Usuń
  11. hahaha boze kocham Cie!!:D:D:D xD za ten jezyk i styl wypowiedzi masz kolejna czytelniczke xD pozdro ;D i nie boj zaby przede mna tez jeszcze dluga droga do pieknych wlosow;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Rewelacja! Piszesz w taki sposób, że miałam uśmiech na mordce cały czas :D

    Z chęcią bym go kupiła, ale nie wiem gdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. internety dziołchy, tylko internety bo Safira jest jak Avon, tylko taniej ;)

      Usuń
    2. Śmiejcie się, po to tu jestem ;) Dzięki Weronika za odpowiedź :*

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.