Menu

niedziela, 22 czerwca 2014

Śmieciucha (o)lśniła mi włosy

Mimo intensywnego tygodnia znalazłam chwilę dla moich kłaków oraz bloga.
Przedwczoraj  udało mi się zrobić PEELING KAWOWY.
Wczoraj na noc nałożyłam olejek migdałowy, z którym spędzam ten miesiąc.W sekrecie powiem Wam, że sprawdza się rewelacyjnie i wkrótce wystawię mu laurkę.
Tymczasem dzisiaj z okazji Dnia Kłaczanki zrobiłam pewną miksturę.
Na te otłuszczone włosy postanowiłam nałożyć coś ekstra. Polazłam do kuchni. Właściwie to do salonu, który wygląda jak "jebnął atom w róg chałupy". Wszystkie pierdoły z kuchni leżą tam dzielnie i czekają na swoją kolej w moim życiu lub też na wypieprzenie w kosmos.
Byłam bardzo dzielna. Znalazłam jajko, nawet dwa. Ale co z jednym jajkiem będę szaleć? U licha! Przy mało po stokroć! Spomiędzy lodówki, a krzesła wyjęłam miód. Nooo to już coś. Jajka we włosy- dobry pomysł. Miód tym bardziej. Zawsze na mnie dobrze działał, czy to w herbacie czy na włosach. Solo- za słodki. Miód od Babci, nie jakieś popłuczyny ze sklepu. Babcia od miesiąca przesiaduje w ogródku, łapie pszczoły i wykręca je do słoika. Potem sobie latają takie wymiętolone. Kiedy już wygromaliłam się z miodem dostrzegłam oliwę. Oliwa z oliwek żeby nie było, że z czegoś innego. Prosto ze słonecznej Sycylii. Z mafią mam dobre układy, więc i sycylijskich smakołyków u mnie nie brakuje.
Tu miała być fotka tego czego użyłam, ale w tle taki rozgardiasz, że klękajcie narody.
Dlatego wkleję Wam inne zdjęcie mojego autorstwa.


Zezowaty ślimak jedzący (łac. zezus zjebusus ślimakus jedzącus ). Ej, wyobrażacie sobie mieć oczy na słupkach? Dobry bajer nie?
Wymieszałam jedno jajco z jakąś łyżką miodu i łyżką, może dwiema oliwy. Lałam na oko, bo nie mam pojęcia gdzie są łyżki. Wymieszałam dokładnie czymś co było pod ręką i poszłam do łazienki.
Pacze, pacze, a to jakieś rzadkie. To dowaliłam garstkę maseczki, która jest nie do zużycia, choć mam zamiar kiedyś ją zużyć.

Zdjęcie maski pojawia się po raz milionowy, ale cóż poradzę- jej pojemność pozwala mi na dodawanie jej do niemal wszystkiego prócz obiadu. Na obiad były pierogi. Od Mamy. Bo moja kuchnia jest w salonie, a salon chyba w ogródku :)
Po domieszaniu maski wyszła mi fajna piankowata prytka. Nadal luźna jak stolec po śliwkach z mlekiem, ale już na tyle sensowna, że we włosy dała się wetrzeć.
Nałożyłam, przykryłam czepkiem foliowym na to czapka i poszłam troszkę zapierdalać.
Maska pozostała na moim kaczym łbie na czas skrobania kleju z nowych płytek i czyszczenia pyłu, który jest wszędzie i jeszcze długo będzie mi towarzyszył. Chyba po dwóch lub trzech godzinach poszłam umyć jajecznicę.
Umyłam Facelle i jeszcze na dosłownie minutkę nałożyłam ODŻYWKĘ. Jakoś tak bez niczego po szamponie czuję się dziwnie. Jakoś tak nieswojo, jakoś tak jakbym otworzyła oczy, a ja stoję goluteńka na środku jakiejś międzynarodowej imprezy. Fantazja mnie ponosi.
W każdym razie włosy spłukałam, zawinęłam w ręcznik, wykąpałam się i po wyjściu z wanny w końcówki wtarłam olejek, całość spryskałam termikiem i wysuszyłam.
I tam tam tammm

Z prawej strony wdziera mi się słońce i włosy biją rudością. Kurwa polećcie mi farbę- hennę bez chemii, która nie spierdzieli z włosów po dwóch tygodniach. 
Moja maseczka świetnie nabłyszczyła włosy (miodek). Usztywniła ( białko jajka- tak mi się wydaje). Nawilżyła (oliwa z oliwek).
Generalnie ( nie lubię tego słowa, ale mi pasowało) włosy są miękkie choć czuć, że nabrały sztywności- w pozytywnym znaczeniu tego słowa, ot nie latają jak puch. Są miłe w dotyku i ładnie się układają. Czuć, że są nawilżone, śliskie, takie żywo-żwawe, aż miło se pomacać. A ja macać lubię. Maseczka "śmieciucha" pozytywnie mnie zaskoczyła. Myślę, że jeszcze do niej wrócę, być może dorzucę jeszcze coś. Może jogurt? Może krew z kota? To się jeszcze zobaczy.
A Wy robicie takie śmieciuchy? Z tego co nawinie się pod rękę, a potem na głowę?

43 komentarze

  1. Moje włosy niestety źle znoszą kuchenne eksperymenty, dlatego wolę trzymać się drogeryjnych produktów. Po ostatniej domowej mieszance zwalczałam powstały puch przez jakieś 10 myć. Nie mam pojęcia czego moje włosy nie tolerują, ale jestem pewna, że to coś znalazło się w tamtej maseczce :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe ja też czasami trzepnę coś co nie służy,m ale tylko testowanie pomoże mi odpowiedzieć mi na pytanie co mi służy, a co nie ;)

      Usuń
  2. "HALO?! Rzecznik praw zwierząt?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pszczoły latają, a kot oddaje krew za 7 czekolad :) Żadne zwierze nie ucierpiało ;)

      Usuń
  3. Próbowałabym z jajkiem dalej, ale wydaje mi się, że po umyciu moje włosy wciąż nim tracą :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moje jajco było mało jajeczne, albo odżywka zabiła smród, bo moje włosy nie capią ;)

      Usuń
  4. Moje tez i są ohydne. Proteiny. Niedawno dokonałam odkrycia,ze nie służą moim włosom. Miodu jeszcze nie probowalam, ale pacząc na zdjęcie kłaków stwierdzam, ze wyprobuje,zwlaszcza,ze teściu ma pasiekę 😊 Karolina J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojjjj pasieka pod ręką! Super! Teściu też wykręca pszczoły? ;) Miód jest superrr na włosy. Kiedyś olejowałam oliwą z oliwek z dodatkiem miodku- rewelacja :)

      Usuń
  5. Robiłam kiedyś taką maseczkę, na pewno były w niej jajka i oliwa nie pamiętam co jeszcze. Zniechęciłam się bo włosy czuć było ciągle jajkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie jajczany powiew zniwelowała prawdopodobnie odżywka ;)

      Usuń
  6. pamiętam jak kiedyś mama mi kazała włosy w occie płukać, po co nie pamiętam ale jak ohydnie śmierdziały potem (chciałam napisać coś od słowa cuchnąć ale nie umiałam odmienić :P ) ... blee ... sama nie robię takich eksperymentów ale może powinnam wypróbować ten miód i oliwę, bo jajek to pewnie nie bo moje włosy i tak nie chcą się układać i skręcać więc usztywniać ich bardziej nie trzeba :D pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe ... no właśnie :D ... jakoś mi to nie pasowało :P

      Usuń
    2. Moja prababcia płukała octem- włosy miała czarne, mocne, grube i do pasa...ahhh :)
      Jak nie chcesz usztywniać włosów, to może spróbuj z samym żółtkiem? Bardzo zdrowo dla kłaków :)
      Cuchnęły...też długo na głos odmieniałam i jakoś tak dziwnie brzmi hehe ;)

      Usuń
  7. z Kallos męczę lirowy szampon do włosów. I nie mam pojęcia kiedy sięgnie połowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te duże pojemności są do znudzenia ;) Nawet jak dobre, to już po połowie zaczynają wkurzać :)

      Usuń
  8. Polecam hennować dwufazowo. Chociaż z jeden raz. Najpierw na bańkę czysta henna, co to dojrzewała w kwaśnej zalewie dzionek, potrzymać, aż rudy chwyci, chociaż ze dwie godzinki. Jak już będziesz ruda małpa, to rozrabiasz indygo i od razu świeżuchne walisz na ten rudy łeb. Z mamą jak indygujemy, to robimy indygo na bieżąco, czyli dwie porcje, żeby zapewnić świeżość przy aplikacji. Czyli pół łba - zużywamy porcję indygo, przerwa, dorabianie drugiej porcji, i drugie pół łba. Ni huhu nie idzie zmyć tej czerni z włosów, ja się męczę, bo mi się znudziło i górę przy skalpie (jak u winnetou mi się skalp kojarzy) mam prawie jasną, potem ciemniej, a końce czarne. U mojej mamy trzyma się czerń na siwkach! Będziemy niedługo testować nowe indygo z pole henny, to dam znać. Bloga nie bloguję, więc jak masz zapytania, to może wymienimy się e-mailami (?) - dwa lata hennowania i indygowania mam w malutkim paluchu u stopy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię słowa skalp ;)
      Ja pierwsze hennowania robiłam czarną Khadii i świetnie się trzymała, indygo nie chce...
      Mam zamiar wypróbować przy następnym podejściu coś z pola właśnie z pola henny ofc ;)
      Jeśli masz ochotę możesz skrobać na maila- niewyparzona@gmail.com
      Chętnie wysłucham rad, kogoś bardziej doświadczonego :)

      Usuń
    2. Ooo dziewczyny, idealnie mi podpasowałyście z tematem :) Ostatnio planowałam właśnie kupić hennę Khadi i użyć po raz pierwszy. Do tej pory używałam zwykłych farb. Wszelkie porady również chętnie przyjmę :) magda.mieczkowska22@gmail.com
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. ja na głowie nie eksperymentuję w kuchni, ale wczoraj na gębę nałożyłam całą kostkę drożdży (bo już miały się popsuć ;p) i jaka gładziusieńka była i pory zwężone, super :) będę częściej nakładała :)

    Przeczytałam z rozpędu, że zmyłaś ta miksturę po 2, 3 tygodniach ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh tak drożdże są świetne na buźkę i na włosy zresztą też :)
      Tak 2-3 tygodnie to chyba bym musiała skorupę z włosów szpachelką zdzierać ;)

      Usuń
  10. Twoje włosy wyglądają niezdrowo. Jakoś martwo. Wiem, że włosy są ogólnie martwe:) ale Twoje jakoś tak szczególnie nieżywe są. Może to kwestia tej farby? Bo coś na nich chyba masz, ale nie wczytywałam się po kolei w posty. Wyglądają kurde jakbyś je odcięła od głowy, a po tygodniu przypięła z powrotem. Może powinnaś ściąć, przestać farbować albo co. Sprawiają wrażenie twardego siana. Nie mówię Ci po złości, bo nie jestem sadystką, ale tak nie wyglądają zdrowe włosy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to winna złego światła i wcale się nie obrażam ;) Spróbuję następnym razem zrobić fotkę na zewnątrz, powinno być lepiej :) W dotyku są mięciutkie i przyjemne, a zdjęcie rzeczywiście nie powala :)

      Usuń
  11. A ja mysle ze sa boskie tylko chca sie lekko falowac. Henna polecam farbowac dwufazowo, najpierw ruda,zmyc, potem czarna. Chwyci. Czana klei sie do tej rudej, z jej pigmentem reaguje. Serio, serio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio serio wypróbuję choć przyznam, że nie znoszę farbowania ;)
      One nie chcą się falować, ja nawet jak próbuję zrobić loki i nawalę flaszkę lakieru to trzymają się max godzinkę, a potem fiuuuu proste ;)

      Usuń
  12. jajco cale czy zoltko ??

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja dałam całe, ale białko może usztywnić, a nie każdy lubi. Moje wlosy sa delikatne, wiec białko miało na nie dobry wpływ, , jeśli boisz się zaryzykować-mozesz dac tylko żółtko :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja robie sobie z zółtka, maski plus nafta i hmm... na razie dwa razy zrobiłam, efekty fajne, włosy miekkie i blyszczace :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, o nafcie słyszałam wiele dobrego. Jak tylko ogarnę mój domowy rozgardiasz to wybiorę się na zakupy kosmetyczne i naftę wrzucę do koszyczka :)

      Usuń
    2. koniecznie! polecam tę z dodatkiem olejku rycynowego :)

      Usuń
  15. Cześć :)
    Ostatnio założyłam bloga i chciałam zapytać czy mogę dodać adres twojego bloga na " Listę blogów"? :)

    Zostawiam adres: http://blog-o-wlosach.blogspot.com

    Pozdrawiam, Ania :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. yyyyyyyyyyyy lolz
      PS Kłaczanko gdzież się podziewasz? Smuteczeg ;(

      Usuń
    2. Jestem! Koniec smutania ;) Możecie mnie dodawać gdzie chcecie, macie moje przyzwolenie ;)

      Usuń
  16. Hej :) Nominowałam Cię do TMI - http://poradyherrbaty.blogspot.com/2014/07/too-much-information.html
    Będzie mi niezmiernie miło jak w wolniejszej chwili odpowiesz na ten TAG :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ty! Już jest moja odpowiedź na Twoje zaproszenie :*

      Usuń
  17. mummyinahurry4 lipca 2014 18:20

    Hej Niewyparzona,codziennie do Ciebie zaglądam w oczekiwaniu na nowego posta :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też :'(

      Usuń
    2. i ja i ja .. ;(
      / piszann

      Usuń
    3. Jestem dziewuszki, jestem!!!! :*

      Usuń
  18. Jestes megaa pozytywna osoba: ) niestety Twoje wloski sa strasznie zniszczone, nie myslalas o podcieciu ich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie za miły komplement :)
      Kochana, od czerwca to z 15 cm poleciało ;) W zeszłym roku tak liczyłam- ścięłam ogólnie ze 25 cm :) Teraz jest całkiem fajnie :)

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.