Menu

środa, 11 czerwca 2014

Kenju filet?

Co Was cieszy, co Was śmieszy?
Mam wrażenie, że ludzie w naszym pięknym kraju mają wiecznie pod górkę. Wiecznie coś jest źle i nie tak. Chyba nie potrafimy docenić drobnych przyjemności i pięknych chwil.
Będąc małą karlicą cieszyłam się z byle gówna. No może gówno mnie nie cieszyło, chyba, że po kilkudniowym zaparciu. Ale to niesmaczny temat hehe ;)
Cieszyły mnie natomiast małe  radości. Jajko z niespodzianką cieszyło mnie jakby było złote. Ja wiem, że dzieciory są radosne prawie cały czas i często bez powodu, jednak z czasem zapominamy o tym błogosławieństwie. A zresztą teraz dzieciaki mają takie wymagania, że nie jestem pewna czy doceniają takie badziewie jak cukierek czy lizak. No matter.

Co jeszcze mnie cieszyło? Przytulanie i to zostało do dziś. Kto tego nie lubi?
Cieszyło mnie, że Mama wracając z pracy przywoziła mi i bratu gumę do żucia z naklejką do albumu czy jakąś historyjką.
Cieszyło mnie, że idąc do sklepu znajomy sklepikarz zawsze dorzucał mi do zakupów cukierka. Zawsze brałam dwa, albo nie chciałam wcale, bo przecież mam brata! Brat też brał dwa. I takie gesty się docenia. Gest sklepikarza, że cukierka zawsze podarował, gest ze strony rodzeństwa, że pamiętaliśmy o sobie.
Niestety z wiekiem umiejętność dostrzegania miłych chwil zanika. We mnie jakimś cudem pozostało coś z dziecka. Nadal cieszą mnie błahostki. Nadal chodzę uśmiechnięta, choć niektórzy biorą mnie za jakiegoś psychopatę czy innego odszczepieńca.
Wiecie co mnie rozweselało każdego dnia w drodze do szkoły? Napis na bloku. "KENJU FILET?". A moja droga do szkoły nie była taka hop siup. W czasach gdy busy jeszcze nie jeździły i byłam zmuszona korzystać z pekaesów było nie wesoło. A mimo to byłam wesoła. Pobudka za dziesięć piąta (rano, tak kurwa chyba w nocy :D ), szybkie śniadanie, mycie i maraton na przystanek. Piętnaście po piątej autobus przyjeżdżał, albo i nie. Wiało, padało, świeciły gwiazdy lub sypał śnieg. Malowałam się na zamarzniętych siedzeniach autobusu. Jakiś tam tusz do rzęs, jak mniej telepało to kredka. Czasem przysypiałam, ale zawsze byłam w dobrym humorze. A później droga do szkoły średniej, przez osiedle. I ten zielony napis- kenju filet? No, cholera nie dało się nie śmiać, do tej pory mnie to śmieszy. Niby głupi napis, a codziennie dodawał mi pałera. Aż muszę się przejść w okolice pamiętnego bloku i sprawdzić czy napis jest. Czułam to, czułam ten napis, czułam ten przekaz. Czułam, że mogę wszystko, czuję to do dziś. Nie wiem kto to nabazgrał i po co- ale człowieku wiedz, że dzięki temu moje pobudki przed piątą nie były katorgą ;)
Wiecie, najfajniejsze jest to, żeby umieć się śmiać z samego siebie. Czasem jak coś pierdolnę...to nie ma wuja we wsi :) W zeszłym roku, totalna zawierucha, śnieg po pachy, miasto nieprzejezdne, a ja musiałam udać się do centrum. Idę sobie idę i się śmieję, że się zapadam i śnieg mi się w buty sypie. Dolazłam do ronda, dolazłam do przejścia dla pieszych, a tam taaaka zaspa. (Pomiędzy chodnikiem, a ulicą). No to sobie myślę- przeskoczę. Przeskoczę jak łania, z gracją z wdziękiem, a co mi tam. Ale jebłam! Nie przewidziałam, że pod śniegiem zalegającym na ulicy jest szklanka. Kopyta do przodu, łania dupę do góry, jak mnie nie zarzuci! Miotało mną jak szatan i babuch! Łeb w tej wielkiej zaspie! Leżę i płaczę ze śmiechu. Typ, który zatrzymał mi się przed przejściem- śmieje się jak durny. Machnęłam mu ręką okejkę, że żyję i śmiejąc się polazłam dalej. Jakże mnie dupa bolała łojojoj :D
Umiejętność śmiania się z siebie samego to podstawa. Ktoś kto tego nie potrafi- nie ma poczucia humoru. Straszne jest to, że Polaków bardziej śmieszy i cieszy cudze nieszczęście niż własne szczęście.
Był kiedyś jakiś taki dowcip, którego nie powtórzę, ale spróbuję zarysować sens. Diabeł czy inny amerykański naukowiec zapytał Polaka, Niemca i powiedzmy, że Anglika o to co by chcieli. Niemiec chciał piękną kobietę (wiadomo, oni tam mają deficyt), Angol chciał jakiś jacht, dobre życie. A wiecie co Polak zechciał? A cokolwiek, oby sąsiad miał gorzej- no niech mu chociaż kura zdechnie i on już będzie szczęśliwy.
Zamiast sobie zrobić dobrze, większość osób woli zrobić źle innym. Chytrusie słodki!
Taki ten mój post dzisiaj wydumany, ale ciekawi mnie co Was śmieszy, co cieszy i czy tylko ja jestem takim dziwadłem, że radość daje mi pomoc innym, czy podzielenie się jakąś wiedzą, radością, posłanie uśmiechu mijanym osobom.
A tak w ogóle, to lubię komedie, absurdalne poczucie humoru i chamskie dowcipy :D

11 komentarzy

  1. Chyba zostanę tu na dłużej... Chyba, Na pewno zostane ! To co piszesz tak mnie rozbawiło, że nie ma innej opcji ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawę, herbatę, flaszkę? Rozgość się ;)

      Usuń
    2. Tak mnie rozbawilas tymi postami, ze również tu posiedze.:D:D Oby tak dalej :P:P
      Sylwia

      Usuń
    3. Cieszę się, że poprawiłam humor i witam w moich kosmatych progach ;)

      Usuń
  2. Gdybym widziała codziennie tego fileta, też pewnie od razu dzień miałabym lepszy:)

    Mnie, w podróży codziennej do szkoły, kiedy pokonywałam drogę wzdłuż lasu, cieszyło najbardziej jak dochodziłam do takiego miejsca że ten las tworzył taką piaszczystą górkę z sosnami, tak że przez szpary między drzewami widać było tylko niebo, a nie było widać podłoża za tą górką. Więc ja codziennie wyobrażałam sobie że to jest wydma a za nią jest morze. W pogodne dni to wyglądało całkiem przekonująco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam takie "morze" niedaleko domu ;) Las na górce i właśnie "niebiańska woda" w tle :) Wiem o co Ci chodzi :) Też miałam takie fantazje :)

      Usuń
  3. Zgadzam się z większością rzeczy- jajko niespodzianka to kiedyś było coś jak teraz iPad ;P W ogóle jakoś już dzieciaki nastawia się na zysk ;/ Więcej wymagają, są wiecznie niezadowolone- jak rodzice zresztą. A tu trzeba korzystać z każdego dnia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To marudzenie przechodzi z pokolenia na pokolenie. Trzeba wyeliminować zbędne ogniwo cywilizacji ;) Niestety im ludzie głupsi i marudniejsi tym się szybciej i w większej ilości rozmnażają :D

      Usuń
    2. Mnie śmieszą i cieszą koty i dzieci. I dlatego mam po 2 sztuki każdego. I jak sąsiad ma dobrze albo nawet lepiej to też mnie bardzo cieszy. I ładnego pana jak widzę to tyz mi się oko cieszy 😊 Karolina j.

      Usuń
    3. Niewielu nas takich ...a szkoda :)

      Usuń
    4. Co do tego co mnie cieszy, to chyba mam gorszą banie od Ciebie. Czasami na ulicy sobie przypomne jakas sytuacje i smieje sie do siebie tak, ze az mi lzy leca. A ze mieszkam na glownej ulicy w Lodzi, gdzie jest pełno "ogórków" z piwkiem itp., to wszyscyludzie mnie obserwuja. Po czym wygladam jak debil, wiec wyciagam telefon i udaje ze z kims rozmawiam i sie smieje, albo macham w jakies okna przypadkowe ze niby ktos tam jest i do niego sie ciesze.hahaha. Przez to co robie jest jeszcze gorzej, bo zaczynam sie smiac z tego co ja odwalam. Śmieje sie, ze sie smieje...Taka stara a taka glupia...:D:D:D Ide sie posmiać. Ciao
      Sylwia

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.