Menu

czwartek, 29 maja 2014

Zielony zestaw małego wojownika

Jasny kapelusz za chwilę będzie 40 tysięcy osób, które zaglądają mi na bloga, który ma tylko ze 3 miesiące. Czyście pogłupieli? Mój drugi BLOG jest lepszy, tu tylko plotę głupstwa o głupstwach hehe ;)
Ale ja nie o tym. Ja o tym dzisiaj --->


Odświeżający krem nawilżający z nagietkiem oraz delikatny żel do mycia twarzy do skóry suchej i wrażliwej z aloesem. Zestaw od  Green Pharmacy. Kupiłam wieki temu w Naturze. Krem za około 6 złotych, a żel chyba za 4,99 w jakiejś śmiesznej promocji. Wydajne chultaje jak jasny gwint. Ale czy się sprawdziły czy nie...

Krem obgadamy w pierwszej kolejności. Wydajny jak cholera. Ze 3 miesiące go używam i jeszcze trochę go siedzi w pudełeczku. Stosuję na dzień, jakiś czas używałam też na noc, ale znalazłam co innego na nocne ukojenie. W każdym razie słoiczek ogromny jak na krem do twarzy, bo 150 ml, jeśli dodamy do tego, że krem kosztował grosze to łał. Opakowanie ponoć retro. A ja wiem czy retro czy co- dla mnie zwykły, poręczny kawał brązowego plastiku z jakimiś kwiatkami. Nie mnie w to wnikać. Pudełko przyda mi się na mieszanie jakichś wynalazków, bo ja chomikuję wszystko co mogę ponownie użyć ;)

Tutaj kremowy przód. Nic nadzwyczajnego.

A tutaj coś bardziej istotnego. Jak sobie fotkę powiększycie to doczytacie co tam producent obiecuje i z czego kosmetyk się składa. Coś tam niby dobroci jest napchane. Ale zaznaczam, że krem ma w sobie parafinę, którą nie każda skóra lubi. W moim przypadku parafina nie szkodziła, krem nie zatykał porów, wszystko ok.  Konsystencja raczej zbita, ale nakłada się łatwo. I parabenów nie ma ;)
Sporo czasu spędziłam z tym kremem i muszę powiedzieć, że nie mam zastrzeżeń. Owszem nie było szału, żadnych fajerwerków, aczkolwiek wszystko z buźką dobrze. Krem dobrze nawilża. Nadaje się także pod makijaż, nic się nie roluje. Przeciwnie- ładnie i szybko się wchłania i nie świeci, ale skóra pozostaje gładka i nawilżona. Jakoś mocno mi cery ten krem nie poprawił, ale też z mordą problemów nie mam, więc co tu poprawiać? Ot dobry krem do codziennego stosowania, który zrobi to co ma zrobić i już. Nawilży, ukoi- naprawdę godny polecenia, z tym, że nie będzie jakiegoś łał. Ale o ile wasza skóra nie ma nic przeciwko parafinie, będziecie zadowolone :)

A jak z żelem było? Wydajny też. Jeszcze mam dziada, już na wykończeniu, ale jeszcze cipie. Używam go rano. Więc nie wiem, czy dałby radę z makijażem. Zmywa co ma zmyć. Jest trochę za bardzo wodnisty i spieprza z dłoni jak ślimak, ale daję radę. Pompka się nie zacina. To plus. To pudełeczko też wykorzystam, mam zamiar przelać w nie olej z migdałów, którym olejuję włosy. 270 ml to ani dużo, ani mało, ale mimo dziwnej konsystencji wystarcza na długo. Wkurza mnie tylko, że się nie pieni za dobrze, ale to kwestia upodobań.

No myje. I usuwa syf po nocy- muszę się zgodzić. Mydła nie ma- fakt. Ale czy koi podrażnienia? Oj nie wiem, powiedziałabym, że to po prostu zwyczajny żel. Pozostawia uczucie czystości, ale na początku stosowania komfortu mi nie dał. Przez pierwszy miesiąc miałam wrażenie, że wysusza mi skórę. Dałam mu jednak szansę i póżniej ze skórą było już ok. Nie miałam uczucia wysuszenia czy ściągania. Więc być może była to wina okresu, w którym zaczęłam go stosować. Wiecie zima, ogrzewanie, mróz i takie tam. Teraz już wszystko dobrze, więc nie mogę narzekać jakoś przesadnie.

Tak wiem zawiera SLES. Ale uwierzcie mi te wszystkie SLS i SLESy nie dla wszystkich są złe. Może to to wysuszało mi skórę na początku użytkowania, a może nie. Nie wnikam, ale zaczyna mnie już drażnić ta cała nagonka na niektóre składniki. Skoro coś w pewnym stężeniu nie jest groźne to widać można z tego korzystać. No chyba, że ktoś ma naprawdę wrażliwą skórę, albo jest w sekcie anty SLSowej czy innej.
Podsumowując żel za tę cenę i wydajność/pojemność jest całkiem, całkiem... Nie było szału tak samo jak z kremem, ale nie jest zły. Za tę cenę można spróbować.
A jeśli miałabym wybierać i oceniać oba produkty. Krem jest na czwórkę z plusem, żel na czwórkę z minusem.
Takie zwyklaki. Do kremu być może wrócę, do żelu nie koniecznie, bo mam ochotę przetestować coś co nie spieprza z ręki i pieni się ładniej.
A Wy miałyście te dziwactwa? A może lubicie coś zupełnie innego? A co??? A powiedzcie ;)

20 komentarzy

  1. Właśnie ciągle szukam jakiegoś kremu dla siebie, z którego będą zadowolona. Może wypróbuję ten, skoro w miarę dobrze nawilża i się nie świeci jak psu wiadomo co:) A może próbowałaś jakiegoś innego kremu, który Ci pozytywnie zapadł w pamięci?:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę też polecić krem z Ziaji z białą herbatą, był nawet lepszy niż ten. Ten zaliczyłabym do zwyklaków, ale jest w dobrej cenie, ma sporą pojemność i jest tak tani, że można próbować, a jak na buzię nie podpasuje to zawsze można na ciało zużyć ;) Ach i kiedyś byłąm zadowolona z kremu z Avonu takiego pomarańczowego z jakiejś tam serii- był lekko brązujący i też lubiłam. Tylko nie wiem czy teraz jest dostępny.

      Usuń
  2. Nie miałam nigdy produktów tej firmy. Czytałaś mój ostatni post to wiesz, że ja obecnie na pianki się przerzuciłam i mam zamiar parę przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wiem ;) Ja kiedyś bardzo polubiłam piankę z Rossa Synergen różową i wzięli i mi ją na złość wycofali :(

      Usuń
  3. O widzisz, a mnie ten żale omal nie zabił, dałam siostrze, żeby wypróbowała, ale efekt był podobny. Prawdopodobnie zużyję do mycia pędzli. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ładnie! A w jaki sposób próbował pozbawić Cię życia? To świetny temat dla Faktu;) " Żel grozy próbował mnie zabić " ;)

      Usuń
    2. Mały drań chciał zmienić moją twarz w pizzę z salami! :D A potem wiesz, idę na uczelnię i rzuca się na mnie stado wygłodniałych studentów. ;P Podrzucę temat scenarzystom South Parka chyba.

      Usuń
    3. Mmmm uwielbiam salami! Myślisz, że jak umyję kota w tym żelu to będę miała salamokota na grilla? ;)

      Usuń
    4. Tego nie wiem, ale na pewno skórkę na kapcie. :>

      Usuń
    5. Albo na tobołek luji witą :D

      Usuń
  4. green pharmacy to dla mnie zagadka, czemu to jest green to nie wiem skoro jest tam dokladnie to samo co w innych drogeryjniakach ;P na wszystko od nich jestem uczulona

    OdpowiedzUsuń
  5. Zobaczysz jeszcze będziesz sławna, ja Ci to mówię ;) a potem przestaniesz odpisywać na nasze komentarze itp itd :) nie no żartuje ale mam nadzieję, że nie wrócisz się ważna jak inne blogerki które na początku zesrać się chciały a potem zachowywały się jakby miały pawie piórko w dupie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczy nie zrobisz się miało być ;)

      Usuń
    2. Kur#wa trzeci raz pisze...miało być znaczy :) jeb#ny tel;)

      Usuń
    3. Chciałabym mieć pawie piórko, a najlepiej całego pawia, ale w ogródku, a nie w dupie. Bo co on by tam robił? Nudził by się pewnie.
      Ja od początku się nie sram, więc miejmy nadzieję, że nie posram się i później, jak już będę rozpoznawalna jak jakiś Małysz czy inna Lejdi Zgaga ;) A cholera wie czy ja znana będę czy wpadnę w zapomnienie internetów. Nie wiem, nikt nie wie, ale obym była sławna i bogata- nie mam nic przeciwko ;)
      Ale masz telefon, jebany, no.. ;)

      Usuń
  6. O mój Boże ;) jednak zrozumiałaś te moje wypociny ;) życzę Ci tego z całego serca ale jak już będziesz tak obrzydliwie bogata to podeśle Ci mój numer konta i myślę że się podzielisz ;) na twojego drugie bloga też zaglądam i nawet znajomym podsyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że zrozumiałam!
      Ja wszystko rozumiem, albo się staram i też nie lubię z telefonu pisać ;)
      Obym się miała czym dzielić hehe ;)
      Bardzo miło z Twojej strony, że mnie promujesz- musimy pomyśleć o jakimś procencie dla Ciebie, jak już zdobędę bogactwa tego świata ;)

      Usuń
  7. Spoko odezwę się z odpowiednim momencie ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.