Menu

środa, 26 marca 2014

Aj em ju ar...i co dalej ?

Dzisiaj chciałabym się pochylić nad być może nieistotnym tematem, ale takim, który chodzi za mną od dłuższego czasu. Nic w tej kwestii nie zmienię pisząc o tym, ale wyrzucę to z siebie.
Poziom w szkołach w naszym kraju nie jest zły, ale też nie jest rewelacyjny. Jest bardzo nierewelacyjny jeśli spojrzymy na nauczanie języków obcych. I pal licho niemiecki, francuski czy rosyjski, ale angielski- język łatwy, prosty i przyjemny kuleje jak dwudziestoletnia suka.
Sama uczyłam się angielskiego przez jakieś 10 lat w różnych szkołach. I wstyd się przyznać, ale mimo dobrych ocen moja wiedza zaczynała się i kończyła na Aj em ju ar :D

Jedyne co jest dobre w tym wszystkim to świetna nauczycielka jeszcze w podstawówce. Dzięki niej to słynne aj em ju ar znam. Gdyby nie ona to ciężko byłoby i z tym. Po pierwsze była to nauczycielka z pasją, po drugie uczyła nie tylko tego co w książce, ale też tego co przydatne. Opowiadała o tym jak leciała pierwszy raz samolotem do Stanów, o amerykańskich świętach i td i wszystko po angielsku! Co drugie słowo, ale dzieciaki rozumiały, resztę wyłapywały z kontekstu :) Sto lat temu nie miałam dostępu do internetu, jedynie z książek mogłam się dowiedzieć takich historii lub od tej świetnej nauczycielki. Sprawdziany były nie byle jakie jak na dzieciaki, ale mimo to każdy dużo zapamiętywał z lekcji, które były prowadzone ciekawie. Potem było już tylko gorzej... I tak cała moja wiedza z tego języka to wiedza z podstawówki.
Jakoś tak ponad rok temu ocknęłam się. Z koleżanką weszłyśmy w dyskusję na temat tego języka i wakacji. No bo jak tu jechać na wakacje na drugi koniec Europy bez języka. Zaczęłam się zastanawiać i tak jeden, drugi, trzeci znajomy z angielskiego też tylko aj em ju ar. Wokół poziom ten sam. W szkole nie nauczyli, a i później język nie był potrzebny. Jedynie osoby, które wyjechały do pracy za granicę język ogarniali, bo jakoś musieli kupić chleb czy masło na obczyźnie. (Chociaż znam i takie trudne przypadki, że ktoś siedzi sobie kilka ładnych lat w angliach czy innych szkocjach i tylko aj em ju ar :D ).
Pomyślałam dość. Po pół roku nauki "na własną rękę", bez nauczycieli, książek i tp mój angielski był na tyle dobry, że na wakacjach mogłam sobie pogadać z ludźmi. Gadałam jak najęta, prawie jak po polsku :D Wiecie to może głupie, ale byłam dumna, że bez przeszkód mogę się targować, żartować, lub po prostu pogadać przy lampce wina z Grekami. Żałuję tylko, że tak późno się za tę naukę wzięłam.
Co mnie zaskoczyło najbardziej? W Grecji każdy ale to każdy zna angielski. Było mi wstyd. Bo tam osiemdziesięcioletnia babcia nawijała po angielsku i kilkuletnie dzieciaki, które zaczepiały na ulicy żeby zapytać skąd jesteśmy i co słychać. W telewizji wszystko było po angielsku, a przy niektórych programach jedynie greckie napisy.
Marzy mi się, żeby i u nas programy w tv były emitowane w ten sposób. Marzy mi się, żeby w szkołach nauczyciele uczyli z pasją. Kto w naszych szkołach układa te durne programy? Dlaczego po prostu nie gadać z dzieciakami? Jasne gramatyka jest potrzebna, ale wiecie co? Gramatyka sama wchodzi do głowy nieświadomie. Gadasz, gadasz, gadasz i w pewnym momencie uświadamiasz sobie, że tej gramatyki nieświadomie używasz! Tak było ze mną. Uczyłam się na zasadzie- gadaj :D Gadałam i samo wszystko układało się w całość.
Ja wiem, że może jakieś błędy językowe popełniam, ale nie boję się mówić, pytać i poprawiać. I tak po roku mogę powiedzieć- znam angielski i jestem z tego dumna :)

18 komentarzy

  1. Ej serio? W której części Grecji byłaś? Ja w Atenach nie mogłam się dogadać z nikim, policjanci zero angielskiego, zaczepianie osoby drogę tłumaczyły na migi, a straganiarze prędzej potrafili powiedzieć coś po polsku lub rosyjsku.
    Raz jeden tylko o dziwo właśnie starszy pan sam nas zaczepił, i zapytał czy nie trzeba pomocy, a drugi raz - młody chłopak krzyknął do nas gniewnie: do home!
    Oczywiście w hotelu obsługa mówiła po angielsku, ale oni muszą, i na tym się skończyli angielskojęzyczni Grecy jakich spotkałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *go home tam miało być - te emocje, te wspomnienia :)

      Usuń
    2. Hehe ryli?:) W sumie to byłam na Krecie, taka może inna Grecja trochę ;) Ale dosłownie z każdym można było się dogadać po angielsku :)
      Kurcze niby jeden kraj, a tak przepaść, może nie jest tak źle z nami ? ;)

      Usuń
  2. ja zawsze w szkole byłam ta 4, a potem już trójkowa z angielskiego. Do czasu kiedy pojechałam do Irlandii do pracy- musiałam się dogadać i koniec! W kąt poszedł wstyd, łamałam i kaleczyłam język, ale się dogadałam i potem już mi zwisało czy mówię poprawnie czy nie- grunt, że każdy mnie rozumiał- gorzej ze zrozumieniem rdzennych Irlandczyków ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt to się dogadać i gadać przede wszystkim, wg mnie najlepsza metoda :)
      No tak Irlandia, Szkocja itd. to tacy "nasi górale" czy kaszubi- niby język ten sam, a dwa razy trzeba się zastanowić o co im chodzi :)

      Usuń
  3. Wiesz co, chyba zależy na jakiego nauczyciela się trafi. Nie przeczę, że poziom nauki w polskich szkołach jest coraz niższy, jednak nadal są nauczyciele z pasją i zaangażowaniem. Ja całe szczęście spotkałam takich na swojej drodze i mówię płynnie po angielsku do tego stopnia, że po testach na studiach byłam w grupie zaawansowanej. Nie chodziłam na prywatne lekcje, a wszystkie umiejętności wyniosłam ze szkoły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I chwała nauczycielom z pasją!
      Ja przez niemal całe życie nie trafiałam dobrze w anglistów :(
      Ale nadrobiłam ufff :)
      Szkoda mi tylko, że nie każdy ma chęć nadrabiania...

      Usuń
  4. w polskich szkołach jest za duży nacisk na gramatykę - angole i tak nie używają 12 czasów tylko jakieś 5-6 na co dzień...potem niektórzy nawet jak umieją to mają opory , bo myślą: czy dobrze mówię, a może to inny czas, zrobię z siebie debila...
    dla mnie najważniejsze są słówka i podstawowa gramatyka, resztę idzie się douczyć w trakcie - tak jak piszesz :D
    Głupotą też jest wałkowanie tego samego co 3 lata - wszystkie czasy, itp, częściowo w podstawówce, ale w gimnazjum i liceum to samo...
    Masz rację dużo jest nauczycieli bez pasji...
    I ostatnia rzecz: języka trzeba się jednak uczyć samemu - wiem to po sobie, czytanie blogów, artykułów, oglądanie bbc, filmów, seriali (nawet na początku z ang napisami), tłumaczenie piosenek, rozmawianie po ang ze znajomymi, albo zalogowanie się na stronie gdzie można pisać z ludźmi z całego świata :D
    i takie małe podlizywanko: fajne masz blogi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymieniłaś chyba wszystkie przykłady, z których korzystałam ucząc się :)
      Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś :)
      I takie małe dziękuję dla Ciebie za małe podlizywanie ;)

      Usuń
  5. Jedź do Paryża...angielski na gówno się przydaje :D
    Ale zgadzam się, że poziom nauczania jest denny. Nawet na studiach...nawet studiując stosunki międzynarodowe...
    Gdyby nie to, że mam w sobie zapał do nauki języków, to nie umiałabym nic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś pojadę do Paryża i sprawdzę ;) Relację zdam tutaj ;)
      Osobiście miałam kontakt tylko z kilkoma Francuzami- na moje szczęście ogarniali angielski. Ach najwyżej nauczę się francuskiego ;)

      Usuń
    2. Francuzi sa bardzo zarozumiali-oczekują że wszyscy turyści będą umieli mówić po francuzku. Taka prawda. Jedziesz do Francji,to masz umieć francuski. :P

      Usuń
  6. W Wiedniu jest tak samo. Niestety, w Polsce lata komuny zrobiły swoje, a nieudolne rządy nie robią nic, żeby sytuację zmienić. W budżetówce liczy się tylko kasa i układy, a tego komu zależy na dobru Ojczyzny prędzej czy później usuną, bo jest zagrożeniem dla stałego porządku rzeczy. Smutne ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z tym. W Polsce mało kto zna angielski a przecież żeby mieć angielski komunikatywny to wcale nie takie trudne ;) Ja podstawy angielskiego może i załapałam dzięki szkole, nawet w przedszkolu chyba miałam ^^ Ale ogólnie głównie angielski poznałam dzięki muzyce ;) Tak już mam że wolę 100 razy bardziej angielskie piosenki od tych polskich, zawsze najpierw słyszałam piosenkę a potem szukałam tekstu , tłumaczyłam sobie żeby zrozumieć co śpiewam pod nosem i tak załapałam wiele słów :P Tej gramatyki do tej pory nie ogarniam tak jak to w książkach uczą ale sklecić podstawowe zdania sklecę i ze wszystkimi się dogadam. Gramatyka tylko zniechęca dzieci moim zdaniem bo zamiast uczyć się tego co potrzeba to siedzą i wkuwają gramatykę i 100 milionów odmian... no na co to komu ? I tak używa się tylko jednej czy 2 ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to! Szkoła to tylko mnie ogłupiła jeśli chodzi o angielski, a okazało się, że wystarczy się za to wziąc samemu i o szok, jaki to łatwy język :D Grunt to się dogadać :)

      Usuń
  8. Do pewnego poziomu da się w szkole nauczyć angielskiego, ale kuleje przede wszystkim swoboda mowy. Zbyt długo tracimy czas na dobór słów i czasów, a gdyby nie Internet, nie znalibyśmy słownictwa potocznego, bez którego nie da się porozumieć.

    OdpowiedzUsuń

Szablon by: Panna Vejjs.