Menu

sobota, 22 lutego 2014

Świńska noga we włosach

Miało być o tym, o tamtym i siamtym. Ale idę sobie dzisiaj przez Tesco, rozglądam się za siemieniem coby je na łeb zapodać. Ktoś mądry przemeblował sklep i ocknęłam się w galaretkach. No to wzięłam żelatynę wypróbować co mi z kłaczorami zrobi.
Żelatyna- to chyba każdy wie jak wygląda. Sproszkowana świńska noga co to niby bogata w białka i inne duperele. Nie będę się spuszczać i wchodzić w szczegóły kopyt, każdy wiki ma :)
Miała być łyżka żelatyny ale coś mi się poebaoo i dałam 3, a że mało zostało to wsypałam wszystko w filiżankę i zalałam wrzątkiem. Odstawiłam żeby stygło, umyłam kłaki Facelle, osuszyłam ręcznikiem. Ja za filiżankę, a tam galareta. Przesadziłam ze stygnięciem. No to dawaj miksturę pod farelkę. Odczadziała, walnęłam w to trochę maski Dolce Latte. O tej o tutaj poniżej.
Kiedyś napiszę o niej coś więcej, bo jest super. W każdym razie wymieszałam to wszystko i pierdolut na głowę. Według mędrców internetowych siedzi się z tym około 45 minut. Ja się zasiedziałam do godziny. Wszystko zawinięte w czepek i wieśniacką czapkę. Siedzę i siedzę i mi się jeść zachciało, bo tak sobie myślę mam na głowie galaretę. Jakby w to rybę dopierdolić- byłoby cacy. Ale nie byłam pewna efektu z tą rybą, to nie mieszałam. Pierwsze wrażenie- od tego świńskiego kopyta chce się jeść. Ale byłam twarda.
Jak już czas mi zleciał, poszłam zmyć papkę. Zdejmuję wszystko- patrzę włosy jak nie przymierzając krowia kupa- duża, dorodna i gorąca. Zmyłam wyłącznie wodą- najpierw ciepłą, stopniowo schodząc do chłodnej. Udało się. Włosy osuszyłam ręcznikiem. Próbuję rozczesać- ni chuj! Ni w prawo ni w lewo- nie idzie. Myślę sobie amen. Ale nie. Podsuszyłam przeczesując paluchami i potem już można było je rozczesać.
 Podnoszę łeb- patrzę...i nie dowierzam. Włosów jakby więcej. W dotyku jakby milsze. Z moich włosów taka piękna tafla się tworzy niczym asfalt sponsorowany przez unijne dotacje. Nie są może jakieś super miękkie, ale sypkie i równe jakby mi walec po czaszce przejechał. Na szczęście czaszka nie odkształcona. Eeee...se myśle- dobre. I za prawdę powiadam Wam- dobre. Polecam na ten moment zapodania świńskiej nogi na swoje włosy.
Zobaczymy jak na długo utrzyma się efekt laminowania- to wciąż dla mnie zagadka...
A dla tych co lubią zwierzątka wolne, a nie sproszkowane- mam info. Podobno to samo można zrobić z agarem. Ale ni chu chu nie wiem gdzie go kupić. Internety wiedzą. 
A na koniec efekt na moich wszarzach.
Koniec i bomba, kto nie czytał ten i tak nie widzi zakończenia :D 

10 komentarzy

  1. regularnie stosuje zołta wersje tej maski z pantenolem, fajny produkt pisze tez o nim na blogu, jest mocniejszy od wersji blue wiec jelsi bedziesz miała większe problemy z włosami to szczerze polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. ależ blask! Chyba sobie zapodam żelatynę znowu :) Kiedyś zniechęciło mnie ciężkie zmywanie

    OdpowiedzUsuń
  3. piękne włosy, ja nie używam bo wątpię by mi aż taka ilość białka pomogła, raczej zaszkodziła :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Halo,Dobry Panienki ;)
    Ja tu staram się dopiero tego bloga ogarnąć, także tego ;)
    Dzięki za pochwały moich wszarzy- no od 3 miesięcy są intensywnie reanimowane, więc coś z tego będzie mam nadzieję ;)
    Obym większych problemów nie miała z włosami hehe , a maskę żółtą pewnie kupię, bo jeszcze nie miałam, a lubię eksperymenty :)
    Mi żelatyna zmyła się bez problemu mimo, że nawaliłam jej, że hoho ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z rozczesaniem problemów nie miałam jak laminowałam, ale za to efekty może maks 2 mycia się trzymały :< I nie błyszczały się wloski jak twoje ;)
    Tekst o asfalcie unijnym mnie wygrał :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie dopiero się okaże co z tego wyjdzie na dłuższą metę :-)

      Usuń
  6. fakt takiego bloga brakowało.Wymiatasz, jesteś the best :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Lubię być odmieńcem ;)

      Usuń
    2. Czytajac za sie poplakalam ze smiechu ; )
      Alucha

      Usuń

Szablon by: Panna Vejjs.