Menu

niedziela, 23 lutego 2014

Proponuję prezerwatywy i poślizg…do nart.

O matko bosa, co co co co to się stanęło?! Kiedyś to byli czasy. Człowiek na cpn bez strachu zajeżdżał. Teraz zawitałam na (już nie cpn) stację paliw, umownie nazwijmy ją Daleka. Nie swoim autem oczywiście, bo ja prawka nie posiadam, a na lewo tylko po pijaku i kradzionym autem mogłabym ewentualnie się przemieszczać, bo nikt rozgarnięty nie powierzyłby mi fury, a i ja na trzeźwo strachliwa…
Jestem na tej Dalekiej, stoję ja proszę ja Was jak nie przymierzając widły w gnoju, tudzież krowa w mirabelkach, stoję ja jak gó*no w przeremblu w takiej oto kolejce do kasy. Oto ta kolejka składa się ze mnie i pana przede mną. Bez szału. Facet trzyma w jednej spracowanej dłoni portfel, w drugiej zapalniczkę i pustą paczkę po fajkach. Płaci za benzynkę i prosi o nowe fajki. ( Domyślam się, że chodzi o pełną paczkę, bo tamta już pusta, helołłł).
- A może zaproponuję Panu zapalniczkę do papierosków?-piszczy pani kasowa (po co się pyta czy może zapytać, skoro już  zapytała?).-Nieeee, achaaa już Pan ma zapalniczkę!-kontynuuje- to może zapałki? (Nie no może ku*wa miotacz ognia w takim razie…).
Facet zdenerwowany, widocznie mu się spieszy, a ta dalej coś wymyśla. Na jej miejscu zapytałabym się czy nie kupiłby worka cukru i prezerwatyw. Pytacie dlaczego? Otóż skoro ktoś coś proponuje to niech to chociaż ma sens. Dlaczego worek cukru i gumy? Ogarnęłam sytuację i rozpoznałam teren. W aucie facet zostawił ciekawej urody kobitę i trójkę  rozwrzeszczanych karłów. Cukier dał by dzieciom, worek po cukrze w sam raz pasowałby na głowę zacnej małżowiny, a gumki…no przynajmniej nie naprodukowałby więcej małych żmij.
W pewnym sklepie, którego nazwy nie wymienię, bo ja tu nie mam zamiaru reklamy za friko jechać. Pani zaproponowała mi doładowanie do telefony. Grzecznie odparłam, że ja swojego nie ładuję. (Abonament mam…zboczeńcy :) ).
-No to może konika pony do kolekcji?-próbując się nie roześmiać zapytała.
No to jej powiedziałam, że pony  nie potrzebuję, ale jak będzie miała jakieś ogiery, to wrócę, kupię i założę stadninę. Bardzo chętnie, bo może facet z Rolingstonsów później jakiegoś odkupi i będę obrzydliwie bogata. Obie się roześmiałyśmy.
Nie mam nic do biednych osób, które muszą nam coś wciskać. Ale Ci wszyscy mądrzy menagerowie powinni się puknąć w łeb. Są też tacy ludzie, którzy w związku ze swoją hmmmm „religią” łażą od drzwi do drzwi i też nagabują…Nie wiem kto nabiera się na wesołe teksty o krwawym końcu świata…
-A wie Pani, że wkrótce koniec świata?-pytają. A kiedy pytają mnie, niczym Komborowski, ooodpooowiadam.
-Panie, ja już nie jeden koniec świata przeżyłam i jeszcze nie jeden przede mną.
-A teraz tyle nieszczęść…
-Ja jestem szczęśliwa.
-W tym kraju nie ma szczęśliwych ludzi…
-Doprawdy?! To chyba kiepska ta Wasza religia, skoro jesteście tacy nieszczęśliwi?
-Ale teraz katastrofy, powodzie…
-Mi się powodzi, na górce mieszkam, wszystkich zaleje, a ja będę miała prywatną wyspę.
-Ale śnieżyce, wszystkich zasypie…
-Mam narty, dam radę.
-Ale gradobicia…
-Buraków nie mam, to mi nie złoi, niech sypie.
-To może chociaż „Strasznicę” Pani weźmie?
-A dziękuję, jakieś już miałam, ale papier kredowy, kaszana, nawet grilla tym ciężko rozpalić.
Nawet gazetki mi nie zostawili, szkoda im było czy jak. Od tamtej pory jakoś rzadko ich widuję. Raz tylko jakiś zaczepił mnie kiedyś na ulicy, na chodniku w sumie ( na ulicy jakoś tanio brzmi :D) i powiedział, że przez kolczyk w brodzie nie pójdę do raju, czy co oni tam mają. Trudno, jak trafię do nie-raju, też mam zamiar dobrze się bawić :D
Tak generalnie to sezon wykopków, nie mam wykopków, to piszę. Nie mam wykopków, pewnie dlatego, że nie mam kartofli, wynika to z faktu, że nie mam pola. Ale  za to przerzuciłam najbardziej opiniotwórczą gazetę w kraju- „Fuckt”. Podobno spalili się rodzice małych jeży, małe jeże na szczęście trafiły pod opiekę dobrych ludzi. Stare jeże prawdopodobnie trafią do raju, prawdopodobnie nie miały kolczyków w brodach. A jeżowe noworodki…pytam się ja od kiedy to małe jeże rodzą się jesienią?! Prasa kłamie!
Na szczęście Tłusk ogłosił koniec kryzysu. Jak można ogłosić koniec czegoś czego nie było?  Głupie ludzie próbowali nam to wmówić, ale ja się nie dałam, dalej kupuję, jak kupowałam Rolls Royce i złote zegarki, u mnie po staremu…

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon by: Panna Vejjs.